Recenzja filmu Ray (2004)
Taylor Hackford

Ray jak żywy

Ogólnie rzecz biorąc, problem z filmami biograficznymi jest jeden - są one nierzadko robione z myślą o Oscarach, a przez to ugrzecznione i wypełnione chwytającymi za serce (przynajmniej na ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Ray (2004)
Ogólnie rzecz biorąc, problem z filmami biograficznymi jest jeden - są one nierzadko robione z myślą o Oscarach, a przez to ugrzecznione i wypełnione chwytającymi za serce (przynajmniej na papierze) scenami przeplatanymi sztampowymi wątkami. Jakby tego było mało, główna postać jest obowiązkowo wybielona i pozbawiona przywar (patrz: mocno przesłodzony i mdły do granic możliwości obraz "Wielki Mike" z Sandrą Bullock nagrodzoną złotą statuetką za najlepszą żeńską kreację). Twórcom "Raya" udało się jednak po części uniknąć wspomnianych wyżej pułapek, dzięki czemu powstała produkcja godnie oddająca hołd słynnemu muzykowi bluesowemu.

"Ray" ma w zanadrzu dwa niezaprzeczalne atuty: Oscarową rolę Foxxa oraz świetną oprawę muzyczną. Jamie poprzez kreację Raya Charlesa wspiął się na wyżyny swych aktorskich umiejętności. Foxx nie zagrał Charlesa, on się nim po prostu stał. Owo całkowite oddanie się sztuce aktorskiej przejawiało się choćby tym, iż odtwórca głównej roli przez bite 14 (!) godzin nosił soczewki kontaktowe symulujące ślepotę, nauczył się grać na pianinie w stylu Raya, jak również i schudł ponad 10kg by posturą jak najbardziej przypominać czarnoskórego króla bluesa. Aparycja i wygląd fizyczny to jedno, jednak sposób poruszania się, gesty oraz charakterystyczna mimika sprawiają, iż widz podczas seansu filmowego ma przed oczami "prawdziwego" Raya. Z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, iż Foxx udźwignął całą produkcję na swoich barkach, a reszta obsady, choć trzymająca poziom, stanowi tylko tło dla laureata Oscara.

Ścieżka dźwiękowa nadaje filmowi niepowtarzalny klimat. Mniej i bardziej znane hity Raya (m.in. "Hit the Road Jack") , utwory zarówno bluesowe jak i z domieszką country, popu i gospel wypełniają po brzegi blisko 2,5 godzinny seans (w przypadku wersji rozszerzonej). W każdym utworze tkwi cząstka Charlesa, każdy przedstawia swoją własną historię, zbiegającą się z wydarzeniami ukazanymi na ekranie. Ukoronowaniem kapitalnej strony muzycznej obrazu jest statuetka Oscara przyznana "Rayowi" w kategorii "najlepszy dźwięk" - nic dodać, nic ująć.

Niestety, coś, co z początku było nieskazitelnie czystym kryształem, oszpecone zostało znacznej wielkości rysami. Pierwszą sporą wadą filmu jest dość sztampowy scenariusz. Oczywiście zdaje sobie sprawę z ograniczeń wynikających z konwencji i gatunku filmowego (biografia), niemniej znaczna ilość scen jest niepotrzebnie rozwleczona, do tego całej historii brakuje jakiegoś błyskotliwego rozwinięcia i mistrzowskiego szlifu. Z drugiej jednak strony twórcom należą się brawa za unikanie stawiania bohatera w lepszym świetle poprzez obdzieranie go z ludzkich przywar i ułomności. W "Rayu" Charles jest niepoprawnym kobieciarzem, do tego boryka się z zamiłowaniem do narkotyków przez większość swego życia, walka z uzależnieniem zaś jest uwieńczona ciekawie zmontowaną sekwencją odwyku muzyka (psychodeliczne ujęcia, drgająca kamera...).

Ocenę naganną należy wystawić twórcom za, pardon, zupełnie spartaczoną wersję rozszerzoną produkcji. W przypadku wydania DVD, owa edycja zawiera dodatkowe sceny które, uwaga, zostały "na siłę" zaimplementowane do wersji kinowej, bez uprzedniej obróbki i montażu. W praktyce znaczy to tyle, iż nierzadko ujęcia się ze sobą dublują, do tego jakość dodatkowych ujęć jest wyraźnie gorsza. Efekt jest opłakany, zatem z ciężkim sercem muszę odradzić oglądanie wersji rozszerzonej i polecić skupienie się na tej właściwej, kinowej.

Podsumowując, "Rayowi" zabrakło ikry. Niby film ma wszystko, co powinna zawierać produkcja biograficzna (świetne kreacje aktorskie, dopracowana warstwa audiowizualna), jednak nie oferuje wiele więcej niźli sztandarowe produkcje ze wspomnianego gatunku. Popis gry aktorskiej Foxxa ogląda się naprawdę przyjemnie, niemniej brak mocarnych i charakterystycznych scen oraz scenariuszowa sztampa (pomijając wyeksponowanie wad Raya) sprawiają, iż po seansie niewiele w głowie widza zostaje, tylko nieśmiertelna i ponadczasowa muzyka Charlesa utrzymuje się w myślach przez dłuższy czas...

W telegraficznym skrócie: biografia słynnego niewidomego muzyka bluesowego; świetna ścieżka dźwiękowa i Oscarowy popis Jamiego Foxxa oprawione w typowe ramy gatunku. Dla koneserów.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
kulak4
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)