Recenzja filmu Underground (1995)
Emir Kusturica

Underground

Underground. Angielskie słowo, które oznacza po prostu "podziemie", ale zrobiło ogromną karierę na całym świecie - jako określenie niszowych i mało eksploatowanych gatunków w sztuce. Wydawać by ...
Filmweb sp. z o.o.
Underground. Angielskie słowo, które oznacza po prostu "podziemie", ale zrobiło ogromną karierę na całym świecie - jako określenie niszowych i mało eksploatowanych gatunków w sztuce.

Wydawać by się mogło, że reżyser Emir Kusturica, tworząc film pod takim właśnie tytułem, nawiązuje do dosłownego znaczenia tego wyrazu. Jego "Underground" opowiada bowiem o grupie Serbów, która po rozpoczęciu bombardowań Jugosławii, ukrywa się w tytułowym Undergroundzie, czyli w podziemnym pomieszczeniu. Oczywiście nie siedzą tam bezczynnie. W przerwach pomiędzy kolejnymi imprezami, ucztami i ślubami produkują broń dla walczących partyzantów. Transportem tej broni kieruje Marko, który zabrania innym wychodzenia na powierzchnię, ze względów bezpieczeństwa. Jednak wojna się kończy, a mieszkańcy Undergroundu o tym nie wiedzą. Przebiegły Marko postanawia im o tym nie mówić i... nadal czerpać zyski ze sprzedaży broni. Tymczasem jego towarzysze wychodzą na powierzchnię dopiero po kilkudziesięciu latach, gdy w Jugosławii rozgorzała nowa wojna...

Tak w skrócie przedstawia się fabuła filmu Kusturicy. Po zaznajomieniu się z nią, wiemy na pewno, że tytuł nie został przez reżysera potraktowany dosłownie... "Underground" jako tytuł, jest tak samo alegoryczny i metaforyczny jak całe dzieło Kusturicy. Według mnie jest on jawnym nawiązaniem do dziejów Jugosławii i oznacza to, że mieszkańcy tego wielonarodowościowego kraju żyli cały czas w skupiającym swoją grupę etniczną undergroundzie, żyli biernie, bez chęci otworzenia się na innych, co w konsekwencji doprowadziło do tragedii... Kusturica bierze całą swoją historię w nawias, każe samemu doszukiwać się aluzji i odniesień, które ukrył pod płaszczykiem fabuły filmu. Takie inteligentne, wymagające od widza pracy umysłu kino - lubię najbardziej.

Jednak trudno mi oprzeć się wrażeniu, że tworząc tę historię, reżyser się zagalopował. Chciał na siłę go wydłużyć, wprowadził wiele scen, nie do końca potrzebnych i nużących widza, co niestety, w moim przypadku, negatywnie rzutuje na cały odbiór produkcji.

Kusturica sprawiał wrażenie, że chęci tworzenia i "poweru" starczyło mu na mniej więcej połowę filmu, gdy opowiadając tą jakże ważną historię z wieloma ciekawymi przemyśleniami i sentencjami, ubarwił ją doskonałym poczuciem humoru i świetnymi żartami. Później reżyser sprawia takie wrażenie, jakby uszło z niego powietrze, jakby pozostałą część filmu "nakręcił, bo musiał". Wielka szkoda, że cała produkcja nie została utrzymana w poetyce żartu, gdyż wtedy uznałbym "Underground" za wielkie dzieło.

W "Undergroundzie" warto docenić doskonały koktajl humoru i wzruszenia, jaki mamy okazję obserwować oglądając film. Wielkim mistrzostwem Kusturicy było to, że zawarł te dwie cechy w taki sposób, że absolutnie się nie wykluczają. Świetnie pokazany niepowtarzalny klimat filmu uwidacznia również wspaniała muzyka Gorana Bregovicia z nieśmiertelnym, już chyba, "Kałasznikowem" na czele.

Bardzo żałuje, że nie mogę ocenić "Undergroundu" tylko i wyłącznie w pozytywnie, ale w pewnych scenach uczucie nudy niestety nie dawało mi spokoju. Jednak mimo wszystko uważam produkcję Kusturicy za bardzo dobry film, a niektóre jego, humorystyczne sceny (jak choćby sam początek, zabójstwo aktora w teatrze czy niedziałający sprzęt do tortur) zostaną mi w pamięci jako absolutnie kultowe.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 32% uznało tę recenzję za pomocną (97 głosów).