Recenzja filmu Bliskość (2017)
Kantemir Bałagow

Z dala od konwenansu

Sensacyjny, nagrodzony na zeszłorocznym festiwalu w Cannes, debiut raptem 27-letniego Bałagowa został zrealizowany dzięki pomocy Aleksandra Sokurowa. Młody reżyser bynajmniej nie stara się jednak ...
Filmweb sp. z o.o.
"Wrócę, nim powiesz: placek z jagodami" mówi brat do siostry w jednej ze scen pełnometrażowego debiutu Kantemira Bałagowa. Rzucone mimochodem nawiązanie do kultowego tekstu z "Pulp Fiction" pozostaje w pamięci, bo dobrze oddaje paradoks położenia bohaterów. Choć młodzi mieszkańcy rosyjskiej części Kaukazu udowadniają, że swobodnie poruszają się po obszarze zachodniej popkultury, na co dzień muszą jednocześnie zmagać się z brzemieniem ultrakonserwatywnej tradycji. Ironicznie zatytułowana "Bliskość" stanowi przejmujący zapis próby przekroczenia tych ograniczeń i zbuntowania się wobec tyranii konwenansu.


Sensacyjny, nagrodzony na zeszłorocznym festiwalu w Cannes, debiut raptem 27-letniego Bałagowa został zrealizowany dzięki pomocy Aleksandra Sokurowa. Młody reżyser bynajmniej nie stara się jednak imitować stylu mistrza. Zamiast przesiąkniętego symboliką slow cinema proponuje pełnokrwiste kino obyczajowe, które powinno przypaść do gustu wszystkim miłośnikom "cyklu neapolitańskiego" Eleny Ferrante. Podobnie jak włoska pisarka, rosyjski filmowiec ze szczegółami opisuje trudną drogę do kobiecego wyzwolenia. W centrum reżyserskiego zainteresowania znajduje się Ila grana przez magnetyczną Darię Żowner. Dziewczyna ma w sobie szorstki wdzięk i charyzmę dorównującą Jennifer Lawrence z czasów "Do szpiku kości". Zatrudniona w warsztacie samochodowym ojca bohaterka nie potrafi zrozumieć, dlaczego z jednej strony może wykonywać typowo męski zawód, a z drugiej musi wykazywać posłuszeństwo wobec patriarchatu. Postawa Ili, kategorycznie sprzeciwiającej się instytucji aranżowanych małżeństw i frazesom o klanowej lojalności, zostaje wystawiona na próbę w obliczu rodzinnej tragedii. W niecodziennych okolicznościach bohaterka musi dokonać trudnego wyboru pomiędzy własnym szczęściem a lojalnością wobec najbliższych.

Położenie dziewczyny dodatkowo komplikuje fakt, że przynależy ona do mniejszości żydowskiej, której sytuacja na Kaukazie wydaje się nie do pozazdroszczenia. Pochodzący z autonomicznej republiki Kabardo-Bałkarii Bałagow pokazuje swój region bez taryfy ulgowej. Zgodnie z wizją młodego reżysera, w jego rodzinnych stronach nieustannie nakręca się spirala nienawiści. Gnębieni przez stulecia przez Rosjan Kabardyjczycy obracają narastającą w sobie frustrację przeciwko zajmującej jeszcze słabszą pozycję mniejszości. W unikającym czarno-białych podziałów świecie Bałagowa również społeczność żydowska ma jednak swoje grzeszki. Nie przez przypadek przeciw emancypacyjnym dążeniom Ili najmocniej protestuje – zazdroszcząca córce odwagi – matka dziewczyny.


Widoczna w "Bliskości" na każdym kroku dbałość o szczegółowe ukazanie realiów życia w Kabardo-Bałkarii imponuje, ale wzbudza również kontrowersje. Po festiwalu w Cannes krytycy z oburzeniem opisywali sekwencję przedstawiającą kabardyjską młodzież, która z podziwem spogląda na nagranie przedstawiające czeczeńskich terrorystów masakrujących rosyjskich żołnierzy. Choć oglądanie tych obrazków bynajmniej nie należy do przyjemności, wyrażanie sprzeciwu wobec ich pokazania trąci hipokryzją. Reżyserowi nie chodzi przecież o upajanie się skandalem, lecz ilustrację procesu, zgodnie z którym lata upokorzeń prowokują przyzwolenie na przemoc wobec oprawców.

Być może "Bliskość" prowokuje tak wielki dyskomfort, gdyż okazuje się filmem znacznie bardziej uniwersalnym, niż mogłoby się wydawać. Przedstawione przez Bałagowa konflikty na tle etnicznym i klasowym stanowią dziś problem niemal całej Europy. Na tym tle reprezentowana przez Ilę niezależność myślenia okazuje się wartością tym bardziej godną naszego szacunku.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry