Recenzja filmu Zgromadzenie (2002)
Brian Gilbert

Świadkowie - czyli nasza powolna apokalipsa

Cassie, młoda Amerykanka, zostaje potrącona przez samochód na brytyjskiej prowincji. Niefortunna winowajczyni postanawia zaopiekować się ofiarą wypadku, której o dziwo nic się nie stało, prócz, ...
Filmweb sp. z o.o.
Cassie, młoda Amerykanka, zostaje potrącona przez samochód na brytyjskiej prowincji. Niefortunna winowajczyni postanawia zaopiekować się ofiarą wypadku, której o dziwo nic się nie stało, prócz, jak się zdaje, tymczasowego zaniku pamięci. Wraz z nim zaczynają nękać bohaterkę koszmarne wizje, które z biegiem czasu rozszyfrowuje. W tym samym czasie w miasteczku odkryto w przypadkowych i tragicznych okolicznościach zasypany przed laty wczesnochrześcijańską świątynię z I w. n.e. Trwają prace konserwatorskie, mające na celu wyjaśnić tajemnicę dziwnej grupy wyrzeźbionej z nietypowej perspektywy - postacie obserwujące mękę Chrystusa. Czy oba wydarzenia mają ze sobą jakiś związek...?

Tak rysuje się fabuła "Zgromadzenia", którego początek naprawdę nie jest zły. Pozostawia nas z wieloma intrygującymi pytaniami, dotyka tematów psychologii, religii i mistyki. Nastrój tworzy dodatkowo odpowiednia muzyka, podobna momentami do tej z "Basenu" Ozona. Po takim obiecującym wstępie widz oczekuje, że napięcie będzie wzrastać, a historia potoczy się dalej, nie tak jednak, ja to sobie wyobraził. Z czasem okazuje się jednak, że polotu i pomysłu starczyło twórcom ledwie na pierwsze pół godziny. I choć cała koncepcja fabularna, opowiadająca o tytułowym zgromadzeniu, ludziach, którzy obserwowali największe tragedie ludzkości, ma w sobie coś oryginalnego i wciągającego, to nieumiejętne jej poprowadzenie po prostu razi. Pojawia się chłopiec-astmatyk, motyw molestowania nieletnich i inne, których już wymieniać nie będę - nudne schematy - coś, bez czego niewiele współczesnych filmów potrafi się obejść.

Oprócz błędów taktycznych, jakby je można było nazwać, analizując "rozwój" akcji "Zgromadzenia", pojawiają się też inne. Okazuje się, że kościół romański powstał w I w. n.e., podczas gdy styl ten zaczął się formować u schyłku dziesiątego tysiąclecia. Statyści gapiący się na gwiazdę - Ricci to tylko jedna z wad technicznych. Ale najgorszy jest fakt, że film, zamiast straszyć, bawi swą głupotą i tandetnością.

Jeśli nie udało się przestraszyć, to może chociaż pojawiły się w "Zgromadzeniu" jakieś filozoficzne rozważania, skoro film dotyka chociażby problematyki apokryficznej? Ależ istniała oczywiście możliwość poprowadzenia specyficznej analizy ludzkich zachowań, którą mogła sprowokować kara, jaka spotkała "obserwatorów". Wątek obojętności na ludzkie cierpienie został tu jednak "załatwiony" dość powierzchownie. Tak, to kolejna niewykorzystana szansa.

Reżyser Brian Gilbert, podkreślał w wywiadach, że jest wielkim fanem horrorów. I tak jego "Zgromadzenie" korzysta po trosze z wielu filmów tego gatunku. Jest swoistą rozsypaną motywów, wątków, pełno tu zapożyczeń - swoistych kopii. Gilbert się w tym wszystkim niestety gubi i to dość szybko. Intrygujący początek filmu i całkiem ciekawa fabuła, tracą wiele przez zakończenie - nieco tandetne i nie do końca pasujące. Okazuje się po raz kolejny, że dobry horror nie jest tak łatwo nakręcić. I chyba nie warto się wybierać do kina, bo niedostatków, jakie wymieniłem, nie zniweluje występ Christiny Ricci, która w dodatku nie miała wielkiego pola do popisu. Lepiej sięgnąć po jakiś klasyk gatunku.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 0% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)