Recenzja filmu Forrest Gump (1994)
Robert Zemeckis

Biegnij, człowieku, biegnij!

W chwili, w której świat go ujrzał, film od razu stał się klasyką. I w końcu nie ma się czemu dziwić. "Forrest Gump" to niesamowicie poprawny (w każdym tego słowa znaczeniu) film amerykański, z ...
Filmweb sp. z o.o.
W chwili, w której świat go ujrzał, film od razu stał się klasyką. I w końcu nie ma się czemu dziwić. "Forrest Gump" to niesamowicie poprawny (w każdym tego słowa znaczeniu) film amerykański, z góry skazany na niesamowite zyski. Bo w tym filmie nie ma się co nie podobać. Ciekawa i wzruszająca fabuła, świetna reżyseria, piękne zdjęcia, dobra obsada. Czego wymagać jeszcze? Nie jest to durna komedyjka dla nastolatek. Nie jest to też wysoko budżetowa "kicha", po obejrzeniu której dostaje się oczopląsu i nie wiadomo, o co chodzi. Film niesie przesłanie, które każdy średnio inteligentny człowiek potrafi zrozumieć. A mianowicie, że jeśli czegoś pragniemy, to nic nie stanie nam na przeszkodzie, by to wykonać. Bo tak naprawdę nie jest ważne, jak mądrzy jesteśmy, tylko jakie mamy serce i chęci, bo właśnie to może zmienić wszystko. Film jest pełen sekwencji, które na długo zapadną mi w pamięć, np. jak wiele o człowieku mówią jego buty, "poznasz głupiego po czynach jego", "biegnij, Forrest, biegnij!", "nie mam już na ten temat do powiedzenia" i wiele, wiele innych.


Film opowiada o losach tytułowego Forresta Gumpa (w tej roli rewelacyjny Tom Hanks), prostego, niezbyt mądrego człowieka, który pragnie tylko miłości swojej najlepszej przyjaciółki Jenny oraz dotrzymania złożonych obietnic. Film to jakby wspomnienia bohatera, który przypadkowym ludziom w parku opowiada całe swoje życie. Na początku dowiadujemy się - oczywiście - o dzieciństwie bohatera. Już wtedy jego życie nie było proste, bo musiał zmierzać się z przeciwnościami losu (które najczęściej okazywały się ludźmi), miłością, później z wietnamską wojną, środowiskiem hipisów. Wszystko, co robił Forrest, robił dla ukochanej Jenny, o której pamiętał w każdej sytuacji, mimo że ona nigdy nie odwdzięczyła mu się tym samym.

W całej historii najważniejsza jest oczywiście osoba głównego bohatera. Forrest nigdy nie był mądry - miał inteligencję poniżej normy. Lecz w jego stereotypowej głupocie kryła się podświadoma mądrość, może nie jako przejaw inteligencji, ale uczuć i wartości. Forrest nie miał problemów jak mądrzy i rozważni ludzie: robił to, co mu kazano i odnajdywał w tym radość, a kiedy miał ochotę robić coś innego, to robił. Nigdy nie zważał na konsekwencje, za to uparcie trzymał się wartości i sekwencji, jakie matka mu wpajała od najmłodszych lat. Forrest może nie posiadał mądrości, ale za to dobre serce. A przecież ono jest o wiele ważniejsze niż umiejętność wykonywania skomplikowanych rzeczy. Mężczyzna był jak dziecko: nazywał rzeczy po imieniu, nigdy nie owijał w bawełnę, robił to, czego w danym momencie potrzebował, uważnie słuchał. Był niesamowicie wyrozumiały i potrafił kochać. Myślę, że wielu widzów mu zazdrości tej determinacji, miłości, zdecydowania. Jego postać również mnie zafascynowała, doszłam nawet do wniosku, że wolałabym mieć jego serce niż umysł jakiegoś zarozumiałego mędrca. Znakomicie w tą rolę wczuł się Tom Hanks. Jest to (zaraz obok Johnny'ego Deepa) mój ulubiony aktor, i oczywiście w tym obrazie się na nim nie zawiodłam. Idealnie zagrał pokornego, niezbyt inteligentnego, ale za to wiedzącego czego chce mężczyznę, który nie stara się doszukać sensu w życiu, dla którego sensem jest życie. Tomowi należą się ogromne brawa (po części już spełnione, gdyż został nagrodzony Oskarem). Reszta obsady również spisała się bardzo dobrze, w szczególności Gary Sinise, który wcielił się w porucznika Dana Taylora (on natomiast za tę rolę dostał nominację do Oskara).


Niesamowicie podobały mi się zdjęcia w filmie. Niektóre krajobrazy były ujęte tak pięknie, że aż zapierało dech. Obrazy były przekonujące i często nakreślały klimat danej sceny. Jest to na pewno wielki plus. Muzyka, jaką słyszymy w filmie, jest muzyką rozrywkową. Na pewno do filmu pasuje i nakreśla jego kształt, klimat. Tak więc generalnie wszystko w filmie jest na "duże tak z wykrzyknikiem".
W obrazie nic mnie nie zawiodło. Tylko trochę mi smutno, że jestem taka przewidująca. Bo w końcu scenariusz miał typowo amerykańskie cechy, pewnie wszystko było wyliczone i producenci z góry wiedzieli, że film zostanie okrzyknięty kasowym. No i słusznie myśleli. Scenariusz i idea jest świetna, znakomita realizacja, reżyseria, gra aktorska. Oraz myśl, że jeśli czegoś naprawdę pragniemy, będziemy potrafili to osiągnąć, że to serce i uczucia są naprawdę ważne, bo tylko one potrafią nam dać prawdziwe szczęście? A zdanie "Biegnij, Forrest, biegnij!" ma dla mnie jakby jeszcze jedno, głębsze znaczenie. Jest jakby zwrotem do każdego widza, by się nie poddawał, zawsze szedł przed siebie, a nie oglądał na przeszłość, jest jakby podkreśleniem, jak wiele sił drzemie w każdym z nas? I może tym sposobem ludzie powinni szukać swojej drogi na Ziemi, wybierać i robić to, czego los od nich wymaga, bo przecież "życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiadomo, na co się trafi".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (143 głosy).
nass
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie