De Rochester o sobie samym

  • recenzja kinowa Rozpustnik (2004)
Tytułowy rozpustnik to John Wilmot, XVII-wieczny poeta, przyjaciel króla Anglii – Karola II. Wilmot zasłynął zarówno jako genialny poeta, jak i  – a może przede wszystkim – jako perwersyjny i zepsuty libertyn, którego burzliwe życie stało się kanwą tej opowieści.

Sam Wilmot bowiem, w którego rolę wcielił się znakomity Johnny Depp, na wstępie zaznacza, że nie przypadnie do gustu słuchaczom jego opowieści. Nakreśla zarys swojej historii i próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tak naprawdę w życiu pragnął. Jego życie to balansowanie pomiędzy poszukiwaniem doznań i przyjemności, a chęcią poznania prawdy i sensu istnienia.

Życie Wilmota znakomicie odzwierciedla nastroje i klimat XVII-wiecznej Europy, a zwłaszcza Anglii i Francji. Zepsucie i wewnętrzne rozdarcie bohatera doskonale komponują się z wysmakowanym, pełnym splendoru, a nad wyraz próżnym środowiskiem arystokracji, której to przedstawicielem jest właśnie John – hrabia de Rochester.

Brak spełnienia, zarówno w miłości, jak i w sferze literatury popycha Wilmota w wir coraz niebezpieczniejszych eksperymentów z własnym ciałem. Artysta staje się nałogowym alkoholikiem, awanturnikiem i pełnym pogardy i niechęci rozpustnikiem. Jest przez to rozpoznawalny w każdym, nawet najbardziej plugawym zakątku królestwa. Pewnego dnia de Rochester wybiera się do teatru, gdzie pada zauroczony urodą i błyskiem talentu młodej dublerki – Elizabeth Barry. Wyśmianą i obrzuconą wyzwiskami aktorkę Wilmot postanawia docenić i stworzyć z niej gwiazdę. Zakłada się o 15 gwinei z towarzyszami, którzy bardziej pewni są tego, że miast uczyć ją sztuki teatralnej, Wilmot postąpi z nią jak ze zwykłą prostytutką. Mimo to John wygrywa zakład. A kolejna propozycja pada od samego króla – Karola II. Król prosi Wilmota, aby ten napisał "sztukę o życiu" na jego cześć, dzieło na miarę Szekspira, w którym on sam – król Karol II – ma być wyniesiony na wyżyny. Jednakże nawet wysoka nagroda nie przeszkodzi rozpustnikowi postąpić wbrew zdrowemu rozsądkowi. Zauważa zepsucie i próżność dworu królewskiego, również swój własny przegniły żywot i opracowuje sztukę o życiu, bezwzględnie i obscenicznie ukazując całą prawdę o stosunkach panujących w królestwie Karola, jego samego zaś porównuje do żeńskich narządów rozrodczych. Kompromitacja króla na oczach ambasadora Francji wymusza ucieczkę Wilmota. Jednakże jego "sława" gaśnie wraz z tym, jak podupada na zdrowiu i staje się przedwcześnie zniedołężniałym i schorowanym człowiekiem w wieku zaledwie 33 lat.

John Wilmot, hrabia de Rochester, nie różni się niczym od współczesnych mu osobistości typu markiza de Sade'a. Toteż jest niespełnionym artystą, libertynem i lekkoduchem, awanturnikiem bez czci i wiary. Zepsutym przedstawicielem swojego stanu, który jest jego przekleństwem i błogosławieństwem jednocześnie. Nie potrafi kochać, nigdy nie pozna miłości. Zaspokojenie podstawowych żądz w końcu nudzi się, a mimo to wciąż czuje niedosyt.

Filmowy debiut Laurence'a Dunmore'a, to znakomity portret człowieka zepsutego, bez wartości i zasad. Człowieka, który zatracił swoje człowieczeństwo i swoje życie, topiąc je w rozpuście, pijaństwie i przyziemnych przyjemnościach. Sam nieraz, zastanawiając się nad życiem, dostrzega jego bezsens i nazywa własna egzystencję "ziemskim łez padołem". Wszak jego życie to pusta wegetacja, bolesna prawda jest taka, że niczego nie tworzy, przeciwnie – stacza się i zatraca w swych poszukiwaniach. Nie jest to jednak gwarancja tego, że nie jest mu już pisane nawrócenie i odpokutowanie za grzechy...

Warto zauważyć, że film Dunmore'a to nie tylko jednolite studium postaci. Ciekawa jest również kompozycja filmu. Cały film, cała opowieść de Rochestera, tak jak jego życie, zamyka się w kilku aktach. Podobnie jak teatralna sztuka – rozpoczyna się prologiem – monologiem samego artysty, następnie jak w tragicznym dramacie bohater nieuchronnie skazany jest na klęskę. Teatralność przedstawionych scen potęgują zabiegi scenograficzne. Przez cały seans ekran tonie w mroku, przytłumionym świetle, przywodząc na myśl wnętrze sali teatralnej.

Na zakończenie postaram się podsumować moje rozważania. Film "Rozpustnik" to ciekawa i raczej udana próba reżyserska debiutanta – Laurence'a Dunmore'a. Zachwycać może gra aktorska, która wcale nie jest sprowadzona do gry jednego aktora. Przeciwnie – obok wspaniałego Johnny'ego Deppa całości obrazu dopełnia John Malkovich i Samantha Morton – tworząc znakomite trio, na którym osadzona jest cała opowieść. Ponadto starannie prowadzona narracja pogrąża nas w środowisku XVII-wiecznej Anglii. Na koniec pozostaje pytanie: czy polubiliśmy Wilmota? Czy przypadł nam do gustu?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

komentarze

pozostało 255 znaków
  • KICI

    ???

  • jacpod

    Nie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true