Recenzja filmu Shutter - Widmo (2008)
Masayuki Ochiai

Duch w obiektywie

No i znów, niestety po raz kolejny, spotykamy się w Hollywoodzie z remakiem azjatyckiego horroru. Jednak tym razem są dwie różnice; po pierwsze ów tytuł w Azji jest dobrze znany, a po drugie po ...
Filmweb sp. z o.o.
No i znów, niestety po raz kolejny, spotykamy się w Hollywoodzie z remakiem azjatyckiego horroru. Jednak tym razem są dwie różnice; po pierwsze ów tytuł w Azji jest dobrze znany, a po drugie po raz pierwszy Amerykanie postanowili nie przenosić akcji i realiów obrazu do USA, i pozostali w rodzimym kraju filmu. W tym wypadku wyszło to produkcji na wielki plus, gdyż udało się zbudować klimat podobny do oryginału. No i w samym Hollywood był to coś nowego. Jednak zacznijmy od początku.

Historia opowiada o pewnym małżeństwie, które jedzie do Tokio na miesiąc miodowy, podczas którego mąż ma sfotografować najnowszą kolekcją ubrań. Na jego zdjęciach pojawiają się niemożliwe do usunięcia plamy i smugi. Atmosfera robi się coraz bardziej nerwowa, gdy zbliża się termin oddania zdjęć. Tymczasem jego żona Nicky zwiedza Tokio, w poszukiwaniu inspiracji. Kiedy zaczyna jej się ukazywać pewna upiorna kobieta, szuka pomocy u spirytualistów z Tokio. Dowiaduje się od nich, że jej mąż uczestniczył kiedyś w wypadku, w którym zginęła kobieta. Sprawy komplikuje seria niewyjaśnionych zdarzeń.

Fabuła jest dość ciekawie poprowadzona i nie tak oklepana, choć bardzo podobna do oryginału. Trzeba przyznać, że tym razem Amerykanie stanęli na wysokości zadania i dopracowali scenariusz, zamiast go upraszczać. Dostaliśmy więc naprawdę przyjemną historyjkę, która może nie jest zbyt przerażająca, ale za to ciekawa i nie nuży.

Gra aktorska wypadła dobrze, ale bez rewelacji. Po prostu przyzwoita praca w przyzwoitym wykonaniu. Aktorzy niczym nie zaskoczyli. Mimo to widz nie nudzi się i ogląda kolejne losy filmowych postaci z przyjemnoscią. Dużym plusem są zdjęcia, zwłaszcza samego Tokio. Twórcy pokazali zarówno potęgę tego miasta, jak i jego mroczną stronę wraz z ciasnymi uliczkami. Dodatkowo umiejętnie potrafili pokierować kamerą, pokazując nowoczesność stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie nowości techniczne są na porządku dziennym i mieszają się z tradycyjną kulturą Japończyków. Dodajmy do tego zgrabny montaż i w finale otrzymujemy miły dla oka obraz.

Jednak mimo wszystko film nie jest pozbawiony znacznych wad. Po pierwsze posiada kilka nużących pauz, które niby mają budować napięcie, jednak tak się nie dzieje, ponieważ fabuła jest przewidywalna. Dopiero finał zaskakuje, jednak to za mało, aby stworzyć klimatyczny horror. Co gorsza, muzyka w całym filmie nie porusza, a wręcz niszczy resztki atmosfery.

W rezultacie dostaliśmy w miarę porządny horror, który nawet przyjemnie się oglądał, jednak tylko raz. Nie jest to pozycja, do której będzie się wracać. Dodatkowo, jeśli ktoś widział oryginał, to raczej nie powinien sięgać po jej amerykański odpowiednik. Nie zobaczy bowiem nic nowego. Natomiast każdemu, kto nie miał styczności z "Shutter - Widmo", a lubi lekkie kino grozy, serdecznie polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 31% uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).
artur_t
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)