Kino polubiło MMA

  • recenzja kinowa Wojownik (2011)
Kinematografia zawsze lubiła sport. Jest on najlepszą ilustracją walki, poświęcenia, rywalizacji oraz ciężkiej pracy. Kinematografia zawsze lubiła boks, powstało wiele lepszych i gorszych filmów na ten temat. Zazwyczaj były to filmy biograficzne na bazie życiorysów prawdziwych bokserów, jak choćby "Wściekły Byk" i "Ali", filmy sportowe, które opowiadały głównie o zawodniku i dyscyplinie, którą uprawiał, jak "Rocky", oraz historie dramatyczne, dla których boks jest mniej lub bardziej ważnym tłem, jak "Fighter" czy "Za wszelką cenę".

Mieszane sztuki walki, znane bardziej jako MMA w Stanach Zjednoczonych istnieją od 1993 roku, gdy odbyła się pierwsza gala organizacji UFC. Nagły wzrost popularności tego sportu przypada na rok 2005 i stale rośnie. Nic więc dziwnego, że także Hollywood zainteresowało się MMA. Do tej pory powstało kilka filmów, mających na celu głównie popularyzację tego sportu na świecie. Jednym z pierwszych był "Po prostu walcz", czyli historia chłopaka, który przebył drogę od żółtodzioba do mistrza. Powstała także kontynuacja filmu o nielegalnej gali MMA, zorganizowanej wśród licealistów. Były to filmy dość średnie, w drugiej części wystąpili nawet prawdziwi zawodnicy UFC: Todd Duffee, w jednej z ról głównych, a Lyoto Machida w małym epizodzie. Wisienką na torcie nieudanych filmów o mieszanych sztukach walki jest "Circle of Pain", gdzie w obsadzie znajdziemy więcej fighterów niż aktorów, a film jest jedną wielką reklamą. Jak więc widać kino nie przepadało za tematem MMA, aż do filmu "Warrior". 

Szczerze mówiąc, gdy zdecydowałem się na obejrzenie "Warriora" spodziewałem się czegoś na kształt wyżej wymienionych filmów. Motyw o dwóch braciach nieco podobny do wspomnianego już "Fightera", motyw "wielkiego turnieju, podobny do "Po prostu walcz 2". Jakiś mały związek w tych porównaniach pewnie jest, jednak sam film w żadnym szczególe nie przypomina powyższych.

Tommy (Hardy) i Brendan (Edgerton) są braćmi rozdzielonymi za młodu. Ich ojciec (Nolte) był alkoholikiem, więc Tommy z matką uciekli. Brendan został przy ojcu, ponieważ był zakochany i nie chciał opuszczać swej dziewczyny. Aktualnie jest on nauczycielem fizyki z Filadelfii, a jego brat w niejasnych okolicznościach wrócił z Iraku. Obaj z różnych przyczyn decydują się na wzięcie udziału w wielkim turnieju MMA, nazwanego "Sparta". 

Film ukazuje determinację obu braci w treningach i walkach, trudne relacje obydwu z ojcem, oraz między sobą. Historia opowiedziana w "Warriorze" moim zdaniem jest oryginalna i bardzo ciekawa oraz zaserwowana widzowi w odpowiedni sposób. Oczywiście jest trochę amerykańskiego efekciarstwa, lecz nie rzutuje ono na odbiorze filmu. Przy całej serii pozytywów, jednym z  małych minusów jakie dostrzegłem jest dość mały realizm samych walk. Niestety MMA jest mniej efektowne niż zaprezentowano to w filmie. Co do plusów... Jedną z największych zalet "Warriora" jest dla mnie muzyka, świetnie skomponowana, oddająca idealnie klimat filmu. Także gra aktorska jest na wysokim poziomie. Cichy i tajemniczy Tommy oraz zdesperowany nauczyciel Brendan to postacie dobrze zagrane przez Hardyego i Edgertona, jednak największą gwiazdą tego filmu jest dla mnie Nick Nolte, grający ich ojca, byłego alkoholika, oddanemu Bogu i religii. Jego gra jest trochę patetyczna, ale przy tym poruszająca.

Ważnym w tym filmie elementem są także zdjęcia, wykonane bardzo poprawnie. Na dwa sposoby można jednak odbierać ujęcia scen walk w klatce. Praca kamery jest tam chaotyczna, z jednej strony oddająca dynamizm bójki, z drugiej nie pokazuje zawodników w "całej okazałości".

"Warrior" jest też dość wyraźną reklamą firmy odzieżowej "Tapout", od dawna związanej z MMA. Sam film jest zresztą zadedykowany jej tragicznie zmarłemu założycielowi Charlesowi Lewisowi. 

Podsumowując, "Warrior" to film, który spodoba się nie tylko fanom mieszanych sztuk walki. Jest to świetny, poruszający dramat, który przypadnie do gustu także osobom nie przepadającym za bijatykami.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
TheWorldIsYours
ocenia ten film na:
8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

komentarze

pozostało 255 znaków
  • blonde_filmaniak

    Polecam recenzję filmu na blogu: http://krytycywkapciach.blogspot.com/2012/12/wojownik.html

  • rhotax

    Wydaje mi się, że zdjęcia walk musiały być tak 'pocięte' na dużych zoomach, żeby nie było widać 'braków i nienaturalności' ruchach głównych aktorów (którzy wydaje mi się wcześniej nie mieli styczności z treningami sztuk walki ?) i w paru takich szerszych ujęciach (gdzie widać całe postacie) widać, że kopnięcia obu braci nie są takie dynamiczne, szybkie i 'naturalne' jak by to się mogło wydawać na podstawie tych dynamicznych ujęciach w zbliżeniu.

  • TheWorldIsYours

    Wiem wiem, jednak dla mnie jest to bardziej dramat niż film stricte sportowy, stąd zakwalifikowanie go do dramatów.

  • hubert787

    Mała poprawka. "Fighter" też jest filmem opartym na faktach. Nie wiem czy tak miało być, ale po przeczytaniu wstępu recenzji można odnieść wrażenie, że napisałeś o filmie "Fighter" jakby nie był na faktach.

  • karson84

    dobra recka, co do zdjec tez irytowaly mnie momenty kiedy operator "ucinal" sceny podczas walk, nie wiem czy byl to zabieg celowy ale troszke wkurzajacy. Szkoda, ze Nolte zostal pominiety w Globach...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: