Recenzja filmu Lejdis (2008)
Tomasz Konecki

Kobietki

Opadło wreszcie narodowe podniecenie, blichtr i owczy pęd (popęd?) związane z filmem „Lejdis”. Można wreszcie pokusić się o obiektywną recenzję, nie narażając się na posądzenie o ponuractwo, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Lejdis (2008)
Opadło wreszcie narodowe podniecenie, blichtr i owczy pęd (popęd?) związane z filmem „Lejdis”. Można wreszcie pokusić się o obiektywną recenzję, nie narażając się na posądzenie o ponuractwo, zacofanie, poniżanie tego „co polskie” i inne tego typu obelgi. W końcu najbardziej lubimy roman(tyzm)se i martyrologię, ale nie lubimy, jak ktoś mówi o tym głośno.

Mamy więc cztery przyjaciółki (Łucja, Korba, Gośka, Monika) znające się od małego i ich życiowe perypetie. Każda z nich ma jakieś marzenia, związane czy to z wyglądem osobistym (typu powiększenie cycków), czy przyszłym partnerem (znalezienie męża), względnie koncentrowaniem się na teraźniejszości. Czyli o wszystkim i o niczym. I tutaj jest pies pogrzebany. Konecki i Saramonowicz raz próbują brać się za czysto slapstickową komedię, po czym przeskakują na rodzinny dramat, przeplatając to kwestią tożsamości seksualnej (jeśli to ma być przełamanie tabu, to niech już lepiej homoseksualizm tabu w polskim kinie pozostanie). Niekonsekwencja, a nawet ignorancja, z jaką para reżyserów buduje kolejne sceny, spłaszcza wszystkie poruszane tematy i jest nie tyle niesmaczna, co zwyczajnie niebezpieczna. Czerpiąc wzorzec z niedorozwiniętych amerykańskich komedii romantycznych i rodzimych seriali/telenowel, tworzą oni jarmark dla wielkomiejskiej widowni. „Lejdis” stawia bowiem pomost między formą, jaką powinien posiadać film pełnometrażowy ze stylistyką produkcji telewizyjnych. Nieuważny widz różnicy tej nie wychwyci, stąd niebezpieczeństwo o (wcale nie błahą kwestię) autonomię kina. Nie może być tak, że minimalistyczne gusta telewidzów będą kształtowały popyt, podporządkowując sobie X muzę. Gdyby jeszcze „Lejdis” pozostały na stopie bezpretensjonalności, za którą można było polubić „Testosteron”, nie czepiałbym się i zbyt wiele nie oczekiwał, ale tutaj widać wręcz pozerską postawę twórców przekonanych o tym, że kreowane przez nich postacie mają wierne odbicie w rzeczywistości.

Primo: wizerunek kobiet wyzwolonych. Niby taka Korba jest świadoma swojej seksualności i niezależności od mężczyzn, niby taka twarda z niej sztuka, lecz tak naprawdę to owieczka w wilczej skórze szukająca prawdziwej miłości (profil postaci jak z podręcznika: „Zostań dobrym psychologiem”). Secundo: wątek homoseksualny. Artur (Piotr Adamczyk), mąż Gośki, czasami jest hetero, czasami homo. Gdy jest hetero, chodzi szczęśliwy i namiętnie spółkuje z żoną, gdy jest homo, płacze i korzy się przed samym sobą i wszystkimi wokół – karykatura pełną gębą. Tertio: łączenie gatunków. Zupełnie nie wiadomo, po co wprowadzony jest wątek choroby ojca jednej z bohaterek i próba uczynienia z tego cichego dramatu. Na tle całości wygląda to co najmniej kuriozalnie, nadając kwestii przemijalności telenowelową formę (typu: „życie fajne je, ale uważaj, bo na starość i ty możesz poważnie zachorować”) obraca ją w niezobowiązującą małostkę. Fabularny infantylizm wraz z typowo polską frazą „wszystko będzie dobrze” daje piorunujący efekt – oto scenariuszowy śmietnik po brzegi wypełniony kliszami, stereotypami i żartami w stylu glamour. Co prawda nieźle zagrany (Więckiewicz to prawdziwy aktorski kameleon) i posiadający kilka śmiesznych dialogów, ale przypominający multipleks wyładowany popcornem.

Można by jeszcze długo „punktować” film Koneckiego i Saramonowicza (odpowiednio reżyser i scenarzysta), ale mija się to z celem. Ich najnowszy produkt ukazuje, jak wygląda kino nad Wisłą. Albo robi się nastawioną na masy komedię romantyczną albo dramat (vel hagiografię) o tym, ile to nasz szacowny naród (vel jednostka wybitna) wycierpiał(a) („Katyń”; „Karol – człowiek, który został Papieżem”) i ... jak nadal cierpi (patrz: filmy kręcone na Śląsku). Szkoda tylko, że najbardziej cierpią na tym kinomani.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 65% uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 1/10 nieporozumienie

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)