Recenzja filmu American Gangster (2007)
Ridley Scott

Krwawa emancypacja

Nim Afroamerykanie zaczęli rządzić w sporcie i muzyce, ciężką pracą, solidnością i zaangażowaniem wykuwali sobie pozycję w gangsterskim biznesie. O tych pionierskich czasach opowiada fresk ...
Filmweb sp. z o.o.
Nim Afroamerykanie zaczęli rządzić w sporcie i muzyce, ciężką pracą, solidnością i zaangażowaniem wykuwali sobie pozycję w gangsterskim biznesie. O tych pionierskich czasach opowiada fresk Ridleya Scotta. Twórca "Łowcy androidów" stworzył obraz, który ogląda się z prawdziwą przyjemnością, choć bez zbędnej ekscytacji. Namiętność zastępuje tu zimny dystans do bohaterów i precyzyjna konstrukcja oparta na dwóch doskonale uzupełniających się protagonistach (Washington i Crowe).

Frank Lucas to wzorcowy self-made man. Zaczynał z samego dołu łańcucha pokarmowego. Stopniowo wspinał się po szczebelkach gangsterskiej kariery, aż dokonał wielkiego skoku na kasę i władzę. Nie pytając się nikogo o zdanie został największym importerem heroiny na amerykański rynek. Jego towar rozprowadzany po ulicach zdobył sobie zasłużoną renomę, jego firma setki tysięcy uzależnionych klientów, a on sam miliony dolarów. Jego pozycja w branży była na tyle mocna, że szanowała go mafia i nie dotykała policja. Nic nie może jednak wiecznie trwać. A w ojczyźnie hot-dogów droga od pucybuta do milionera potrafi trwać tak samo krótko, co od milionera do pucybuta.

Gdyby potraktować dzieło Scotta nie jako pojedynek aktorski między dwoma laureatami Oscara bądź drugi po "Zodiaku" obraz lat siedemdziesiątych, ale jako film o wymowie politycznej, konkluzje byłyby nadzwyczaj ciekawe. W końcu to bardzo ambiwalentny portret mechanizmów wolnego rynku, który z jednej strony jest narzędziem emancypacji (w końcu pieniądze nie mają koloru), z drugiej potrafi tak samo zniewolić jak heroina rozprowadzana przez Lucasa. Sam bohater jest człowiekiem, który utożsamia postęp, ale jego ceną jest śmierć i choroba setek tysięcy jego braci i sióstr. "American Gangster" to jednak przede wszystkim solidne kino sensacyjne w starym dobrym stylu. Nie ma tu efekciarstwa, rozdmuchanych efektów specjalnych, jest za to przyjemny klimat nostalgii za gangsterką w starym dobrym stylu.

Wydanie DVD jest interesujące. Przede wszystkim film został zaopatrzony w komentarze Ridleya Scotta i scenarzysty Stevena Zailliana. W końcu to właśnie te pogadanki obok samego filmu są powodem zakupu płyty. Widz dostaje wersję filmu rozszerzoną o ponad 18 minut aby mógł dłużej delektować się solidnym towarem dystrybuowanym przez twórców. A na deser dostajemy możliwość zobaczenia alternatywnego zakończenia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (75 głosów).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie