Recenzja filmu Hotel Ruanda (2004)
Terry George

Ludobójstwo na oczach świata

Afryka. Rok 1994. Z rozgłośni radiowej dochodzi wiadomość o zestrzeleniu samolotu, na pokładzie, którego znajdował się prezydent Hutu. Rozpoczyna się od dawna wisząca na włosku rzeź ...
Filmweb sp. z o.o.
Afryka. Rok 1994. Z rozgłośni radiowej dochodzi wiadomość o zestrzeleniu samolotu, na pokładzie, którego znajdował się prezydent Hutu. Rozpoczyna się od dawna wisząca na włosku rzeź podejrzewanego o to plemienia Tutsi. Wszelkie prawa człowieka zostają złamane. Siły pokojowe ONZ ewakuują tylko białą część społeczeństwa, reszcie dając niewielką ochronę, której nie wolno nawet użyć broni. Wydarzenie to przez wielu jest uznawane za najbardziej niechlubne w historii od czasów nazizmu.

Co spowodowało, że ludzie z tego samego kraju, tylko innego plemienia, dokonali tak strasznych rzeczy? W czym się tak poróżnili i znienawidzili, że sięgnęli po maczety i rozpoczęli mord? Z rozgłośni płynie odpowiedź: "Gdy ludzie pytają mnie, czemu nienawidzę wszystkich Tutsi, przypominam im fakty z historii. Tutsi kolaborowali z Belgijskimi kolonistami, ukradli Ziemię należącą do Hutu, to zdrajcy i najeźdźcy, wypędzili nas (…). Zmiażdżymy tę plagę szkodników (…). Bądźcie czujni, obserwujcie sąsiadów". Na to samo pytanie zadane przez dziennikarza słyszymy odpowiedź: "Według belgijskich kolonistów, Tutsi są wyżsi, przystojniejsi. To Belgowie stworzyli ten podział. Wybierali ludzi z węższymi nosami, jaśniejszą skórą". Ostatnia kwestia dobitnie pokazuje bezsens tego szaleństwa, przez szaleńców napędzanego.

Całą zbiorową tragedię obserwujemy oczami Paula Rusesabaginy, kierownika hotelu Milles Collines w centrum Ruandy. Jest człowiekiem bardzo przedsiębiorczym, uczynnym, wiodącym spokojny, rodzinny żywot. Wybuch agresji i ludobójstwo jest dla niego szokiem, gdyż jego żona i szwagier są Tutsi. Jak więc ma zachować się człowiek, który za wszelką cenę musi ratować rodzinę, jednocześnie patrząc na bezsensowną rzeź niewinnych ludzi? Na początku waha się, czy powinien skorzystać ze swoich kontaktów i próbować ochronić tych ludzi, czy nie narażać się i spokojnie wytrwać w niedostatku. Te początkowe wątpliwości ustępują wraz z narastaniem konfliktu. Paul staje się prawdziwym bohaterem, człowiekiem, który wykorzystuje własną inteligencję i możliwości, by ochronić jak najwięcej istnień ludzkich, by osłonić dłonią gasnący płomień, ryzykując życiem własnym i całej rodziny. Jego hotel jest dla Tutsich ostatnią nadzieją. Każde inne miejsce niesie ze sobą śmierć i zniszczenie. Ostatecznie Paul Rusesabagina, (który był konsultantem na planie filmu) uratował 1268 uchodźców, Tutsi i Hutu, którzy zostali pozostawieni sami sobie, przez siły pokojowe. To, w jaki sposób Don Cheadle i partnerująca mu Sophie Okonedo odegrali swoje role, wykracza poza granice aktorstwa, to pełny realizm. Gdy ich dzieci znajdują się w niebezpieczeństwie, bądź gdy Paul decyduje się zostać w hotelu sam z resztką ocalałych, na twarzach aktorów malują się prawdziwe emocje. Płacz, strach, próba wyjścia cało niestety ekstremalnej sytuacji - wszystko to za sprawą tej dwójki potęguje emocjonalny szok u odbiorcy i bardziej niż zdjęcia buduje paradokumentalny nastrój opowieści. Oni nie grają – oni są w centrum tych wydarzeń.

Tutaj niestety wiara w człowieka, którą napełnił nas główny bohater (w pełni znaczenia tego słowa) się kończy, pryska jak mydlana bańka. Jak świat mógł dopuścić do tego wydarzenia? Jakim cudem w końcu dwudziestego wieku, w którym tak głośno mówiło się o prawach człowieka i rozliczano ze zbrodni wojennych można było nie interweniować przy masakrze dziejącej się na oczach wszystkich? Powiedzą: "O mój Boże, to straszne. I pójdą jeść kolację" – tak odpowiada wierzącemu jeszcze w ingerencje Zachodu Magda PaulowaPaulowi, dziennikarz, świadomy znieczulicy. Prawda jest brutalna. Żaden rząd nie podejmie działań, nie uda się do kraju, z których nie będzie miał żadnych korzyści materialnych. Żaden dowódca, za darmo nie narazi swoich ludzi dla wzajemnie wyżynających się dzikusów. Bardziej bogaci goście hotelu Milles Collines musieli prosić swoich znajomy zza granicy, aby ci podjęli jakiekolwiek działania. "Musimy ich tak zawstydzić, aż przyślą tu pomoc" – mówi Rusesabagina próbujący znaleźć wyjście z sytuacji. Najgorszym faktem jest jednak to, że ta sytuacja na świecie wcale się nie zmienia, stoi w miejscu niczym wielki pomnik z pochodnią w dłoni. Chyba każdy rozsądnie myślący człowiek wie, dlaczego Amerykanie wkroczyli do Iraku. Dla wolności, godności, ratowania dręczonych tam ludzi? Akurat. Dlaczego w takim razie nikt nie pomoże jawnie maltretowanemu, zastraszonemu i zagłodzonemu narodowi Korei Północnej, gdzie jeńcy przedostają się przez granicę i umierają przekazując nagrania video ukazujące piekło tamtego miejsca? Bo nie ma tam pieniędzy.

Najlepiej świadczy o tym zdanie bezradnego pułkownika ONZ (jak zawsze wyborny Nick Nolte): "Zachód uważa was za śmieci. Myślą, że jesteście brudni, bezwartościowi. Dlaczego to nie jest twój hotel Paul? Bo jesteś czarny. Nie jesteś nawet czarnuchem, jesteś Afrykaninem". W tym momencie poczułem autentyczny wstyd. Jako Europejczyk, jako Polak, jako człowiek.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 41% uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o