Matematyka kina
Zero, 2009 [kino] napisano:

87%

uznało tę recenzję za pomocną
(131 głosów).

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Film Pawła Borowskiego (autora bardzo dobrej krótkometrażówki "Kocham cię") ogląda się z ulgą. To co w rozmaitych "Sennościach" i "Drzazgach" usiłowano nam wbić do głowy przy pomocy młotka, tutaj widzimy na własne oczy. Okej, wierzę już, że można nad Wisłą nakręcić sensowną, wielowątkową fabułę, która będzie się trzymać kupy i do której nie będzie pasować metafora domku z kart. Teraz poproszę o ciekawsze historie z wykorzystaniem tej konwencji, traktujące zachodnie wzorce narracyjne jak środek do celu, nie zaś cel sam w sobie.

Można się pogubić, zwłaszcza na początku. Kamera śledzi bohatera A, by za chwilę niefrasobliwie go porzucić i podążać śladami B, C i D. Znajomy śmieje się, że płynie to trochę jak w filmie "W sieci zła" z Denzelem Washingtonem, gdzie duch zbrodniarza wędrował pomiędzy przypadkowymi ludźmi. Zestawione z matematyczną precyzją sceny zaplatają się, zazębiają, układają w wewnętrznie spójne sekwencje, tworzą logiczną fabułę.

Początkowo obraz sprawia wrażenie przeciągniętej do granic cierpliwości ekspozycji, ale z czasem, gdy ogarniemy, że to metoda twórcza, "haczyk", na którym wisi scenariusz, robi się lepiej. Tym bardziej, że Borowski pamięta o dwóch niezbędnych składnikach polifonicznej fabuły – silnym ładunku emocjonalnym w każdej scenie oraz przestrzeni między postaciami, scenariuszowym "oddechu". Poszczególne wątki przecinają się, lecz ich bohaterowie nie wydają się ustawieni na jasno wytyczonych szlakach. Borowski zderza ich ze sobą, jednak nie stara się nikogo przekonać, że krokami tych "kosmicznych mrówek" (cytując klasyka) kieruje jakieś fatum. Zamiast moralizować na temat Przeznaczenia, reżyser przegina się w stronę Przypadku. To dość oczywista ścieżka w przypadku historii spod znaku wielkiego miasta i wielkiej samotności, ale trudno czynić z tego zarzut.   

W ogóle, największym sukcesem reżysera jest to, że prawie każdą wadę jego filmu można obrócić w zaletę. Weźmy aktorów poobsadzanych według irytująco oczywistego wzoru. Andrzej Mastalerz – szary gość, któremu życie rzuciło parę kłód pod nogi; Cezary Kosiński – stłamszony japiszon; Marian Dziędziel – chamowaty i zapocony taksówkarz; Roma Gąsiorowska – autystyczna "landryna" w mini spódniczce; Przemysław Bluszcz – alfons i damski bokser; Michał Żurawski – śliski, korporacyjny wąż. Gdy jednak okazuje się, że każdy z nich wnosi na plan bagaż swoich poprzednich ról, Borowski wygrywa. Minimalnym nakładem sił może scharakteryzować swoich protagonistów i nie traci cennego czasu (film trwa tylko półtorej godziny) na sceny dookreślające to, co dobrze wiemy.  

Nie odkrywając może Ameryki w warstwie myślowej (wszyscyśmy nieszczęśliwi w królestwie szkła i betonu), debiutujący na dużym ekranie reżyser pokazał, jak robić formalnie zdyscyplinowane, wielowątkowe kino, które nie popada w śmieszność i pretensjonalność. Jeden do "Zera" dla Borowskiego.   

Podziel się z innymi:

Zobacz też:

Pozostałe recenzje użytkowników (1):

komentarze

Dodaj komentarz
marcin_rybicki1974

Film obejrzałem bez bólu, autentycznie dobra ścieżka dźwiękowa. Nie sposób jednak nie dostrzec prób naśladownictwa takich choćby obrazów jak 21 gramów Inarritu...Gdybym nie obejrzał wcześniej tryptyku wymienionego reżysera, film z pewnością uznał bym za ciekawszy...

ob_mf ob_mf

Jeden z obrazów nagrodzonych w Gdyni w 2009. Jak dla mnie, lepszy od "Rewersu", nakręcony bardzo starannie, z dbałością o detal i zegarmistrzowską precyzją.
Co do castingu, to rzeczywiście aktorów dobrano wg może aż za bardzo czytelnego wzorca, ale ten film to w dużej mierze metafora, a postacie to tak naprawdę archetypy, więc jest to zabieg korzystny.

Ja wspomniałbym jeszcze o doskonałej muzyce z hipnotycznym gitarowy riffem "Barowego Klasyka".

mikel27 mikel27

Jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat. Pozycja zapada w pamięć na długo

m_kubera m_kubera

Film dosyć trudny w odbiorze. Bardzo długie ujęcia ostatnio niespotykane w "nowoczesnym kinie". Ale po ostatnich gniotach polskiego kina warto ten film obejrzeć.

codoczego

Niczego sobie na piątkowy wieczór. Polecam!

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: