Miłość. Film Krzysztofa Kieślowskiego

"Miłość. Film Sławomira Fabickiego" można uznać za typowe polskie kino środka. Środka, bo to prawdziwa średnia krajowa z całym dobrodziejstwem inwentarza. Twórca pamiętnej "Męskiej sprawy" nakręcił niemal wzorcowy "polski film" – z wszystkimi wadami i zaletami, jakie niesie ze sobą ta łatka.

Pomysł przyszedł Fabickiemu do głowy po przeczytaniu gazetowego reportażu o tzw. "olsztyńskiej aferze". To ostatnimi czasy dość powszechna wśród "naszych" filmowców metoda poszukiwania inspiracji – przypomnijmy sobie ostatnie filmy Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze, Małgorzaty Szumowskiej, Katarzyny Rosłaniec. Abstrahując od jakości ich poszczególnych produkcji, wydaje się, że twórcy ci nieco zbyt pochopnie stawiają znak równości między prawdą czasu a prawdą ekranu. Wyjście od jakiegoś "życiowego" ekscesu niekoniecznie jest dobrym sposobem na opowiedzenie o tymże życiu. Zwłaszcza że to humanistyczne pochylanie się nad ludzką niedolą łatwo sprowadzić wówczas do czystej (choć nieraz nieuświadomionej) eksploatacji. Jest tu też element szantażu. Klękaj, widzu! To Wzruszające! Bo Prawdziwe!  

Trzeba jednak oddać Fabickiemu sprawiedliwość. Nie (melo)dramatyzuje on według gazetowo-telewizyjnych wzorców, wspomnianą aferę traktuje zaledwie jako punkt wyjścia. Zapewne bliskie mu są ostatnie dokonania Rumunów czy "Rozstanie" Farhadiego. Tak jak tamci twórcy Fabicki nie dzieli swojej szachownicy na czarne i białe, a przyznaje racje sprawiedliwie, po równo. Bohaterami są Maria (Julia Kijowska) i Tomek (Marcin Dorociński), młode, szczęśliwe małżeństwo u progu kryzysu. Każde z nich na swój sposób próbuje radzić sobie z tragedią, która ich dotknęła – i każde popełnia błędy. Inna sprawa, że wady rozdzielono między nimi dokładnie wzdłuż granicy stereotypów płciowych: ona jest emocjonalna i irracjonalna, on usztywniony i impulsywny. Uznajmy zatem łaskawie, że zmagają się z rolami, w jakie wpędziło ich społeczeństwo. Zresztą faktycznie miotają się na całego, podejmują kontrowersyjne decyzje, na przemian irytując i intrygując. Główny zwrot fabularny wydaje się co prawda niezbyt przekonujący, ale to w końcu element zaczerpnięty z życia. Z Samą Prawdą nie ma co dyskutować.

Gorzej, że Fabicki nie zatrzymuje się na subtelnym rozegraniu międzyludzkiego dramatu i doprawia swój film symbolami. Wnętrze kościoła znacząco się rozświetla, ptaszek symbolicznie wpada przez okno i umiera, widmo Kieślowskiego krąży (pamiętamy wszyscy jastrzębia z "Amatora"). Reżyser ewidentnie, mimo irańsko-rumuńskich inspiracji, cierpi na kompleks twórcy "Dekalogu". Prześladująca polskich autorów niezdolność do metaforycznego zabicia własnych filmowych ojców przyjmuje tu formę – jak choćby w "Lęku wysokości" czy "Nie opuszczaj mnie" – lamentu nad śmiertelnością rodziców. Chora na raka matka Tomka (Dorota Kolak) i jej mąż (Marian Dziędziel) są lustrem dla małżeństwa bohaterów. Ta rodzinno-symboliczna odpowiedź Fabickiego na postawione sobie pytania wypada oczywiście dość zachowawczo. Iskierką nadziei okazuje się bowiem dziecko. Rodzicielska pałeczka zostaje przekazana – możemy odetchnąć z ulgą! Z tego klucza myślowego bierze się też absurdalny motyw z chorym dzieckiem "czarnego charakteru" (Adam Woronowicz). Tak, zrobił źle, ale – pokarany upośledzonym potomkiem – wystarczająco dostaje po karmie. Subtelne zniuansowanie bohatera i dotyk kosmicznej sprawiedliwości w jednym, upiornym zabiegu scenariuszowym.

Film Fabickiego wciąż jest jednak świadectwem kunsztu realizatorskiego. Trzyma w napięciu jak thriller i jest świetnie zagrany. To właśnie aktorzy niosą tę "Miłość", nawet mimo dość oczywistego rozdania ról: Dorociński jako porządny facet w kryzysowej sytuacji, Woronowicz jako śliski typ, Dziędziel jako patriarcha. Dlatego najlepiej wypada nieopatrzona jeszcze – choć ostatnio coraz intensywniej obecna na ekranach – Julia Kijowska. Dobre aktorstwo to niby też średnia krajowa. Ale manieryzmy, charakter i surowy autentyzm, jakimi Kijowska nasyca swoją postać, sprawiają, że chociaż w tym względzie film wybija się ponad przeciętną.


Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (121głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
5/10 średni

komentarze

pozostało 255 znaków
  • jacpod
    jacpod
    2013-08-30 07:29:50 +0200

    Pokarany byłby wtedy,gdyby ułomne dziecko urodziło się po jego niegodnym czynie.Tu syn ma już kilka lub nawet kilkanaście lat.To tłumaczy jego esemes"żałuję,że to dziecko nie jest moje"

    3
  • paszczak57
    paszczak57
    2013-04-01 22:14:22 +0200

    Dla mnie to nie te stereotypowe role były widoczne, lecz przełamanie każdej postaci i każdej sytuacji. Właśnie to najlepsze w scenariuszu - nic nie jest banalnie oczywiste i nie idzie po prostej z góry wytyczonej. Poza tym uderzyło mnie jedno - rzeczywiście bliskie życiu, które widzę. Mianowicie w każdej parze to kobieta bierze na siebie ciężar dojrzałości i odpowiedzialności. Pan prezydent po chwili zapomnienia i dziecinnego poddania się zachciance chowa się dosłownie za żoną, która wzięła na siebie ciężar odpowiedzialności i przebaczyła, zrozumiała? Idzie dalej drogą swego życia. Matka dostrzega i wie. Maria rozumie, czeka (bo warto, bo dziecko?), ale i tak sama by sobie poradziła. To Tomek jest bezradny. Taki kawał życia, bardzo wiarygodne i dobrze zagrane.

    1
  • malowana
    malowana
    2013-03-27 22:17:42 +0100

    ''Absurdalny motyw' z chorym dzieckiem'' nie musi być formą kary,wskazuje raczej na złożoność sytuacji.Może mieć wpływ na zachowanie ''śliskiego typa''. Trudna sytuacja rodzinna bohatera mogła doprowadzić do zafascynowania się koleżanką z pracy,być może dlatego żałował,że nie może być ojcem jej dziecka,zdrowego dziecka.Powyższa recenzja wymaga głębszej refleksji,jej autor natomiast założył tezę,którą koniecznie chciał potwierdzić.

    1
  • ravsikorski
    ravsikorski
    2013-09-10 11:25:50 +0200

    "Z tego klucza myślowego bierze się też absurdalny motyw z chorym dzieckiem "czarnego charakteru". Tak, zrobił źle, ale – pokarany upośledzonym potomkiem – wystarczająco dostaje po karmie." Film, to DRAMAT OBYCZAJOWY, ale ta recenzja, to jakaś KOMEDIA. Czarny charakter dostaje po karmie??? Że co? - przepraszam. Człowieku - zostaw polskie kino i zajmij się komentowaniem filmów spod znaku Bollywood.

  • Boreas
    Boreas
    2013-09-05 17:07:13 +0200

    "Inna sprawa, że wady rozdzielono między nimi dokładnie wzdłuż granicy stereotypów płciowych: ona jest emocjonalna i irracjonalna, on usztywniony i impulsywny. Uznajmy zatem łaskawie, że zmagają się z rolami, w jakie wpędziło ich społeczeństwo." - czyżby gender zawitał na filmwebie?

  • sten44
    sten44
    2013-08-29 22:49:49 +0200

    autor, choć mnóstwo dobrych recenzji napisał, tutaj moim zdaniem za dużo się naoglądał filmów i trochę na wyrost doszukuje się wszędzie porównań czy niemal kalki. przeciętność, przeciętnością (czy też średnią), niemniej miło czytać, że "Miłość" góruje nad "Rozstaniem" w jakimś, jednym choćby elemencie :) recenzja recenzji to nie jest to co lubię najbardziej, więc na tym kończę. myślę, że sam nie napisał bym wcale lepszej, więc dziękuję za możliwość przeczytania tej opinii :)

  • maniuj90
    maniuj90
    2013-03-29 12:26:32 +0100

    http://kinopolska-sfera.blogspot.com/2013/03/28-miosc.html Serdecznie zapraszam :)

  • lord_malboro
    lord_malboro
    2013-03-24 00:46:46 +0100

    odnosiłem podobne wrażenie, to jakby parafraza nowotestamenckiego przekazania miłości mistrza dekalogu, wielokrotnie przypominać chciało Kieślowskiego, może to tylko przez nie dające się zakamuflować wzruszenie, może nie.

  • maxnowicki_blogspot_com
    maxnowicki_blogspot_com
    2013-03-23 13:10:16 +0100

    bardzo zla recenzja. autor nie ma pojecia o pracy scenarzysty, jak wiec moze ja oceniac?. inspiracja gazetowymi wzmiankami to sposob znany wielu, tak kreci Spielberg i tak kreci Coppola, a nie jak autor pisze tylko 'nasi' filmowcy. na widok tego braku elementarnej wiexzy o materii, ktora sie ocenia, przerwalem czytanie

  • elwis100
    elwis100
    2013-03-22 08:15:25 +0100

    Kurczę obejrzałabym, serio...mnie zaciekawiło... ;-)

  • ziew
    ziew
    2013-03-20 22:11:43 +0100

    Kłopot mamy, Autorze, bo życie nie przyznaje racji "sprawiedliwie, po równo". Wystarczy się głębiej zastanowić, aby uniknąć w tekście takich myślowych szablonów. Hint: z czyjego punktu widzenia?

  • justykob
    justykob
    2013-03-19 16:41:33 +0100

    daj nam Boziu w kinie polskim wiecej takiego "badziewia".!!

  • dead_evil
    dead_evil
    2013-03-19 12:23:04 +0100

    sam film wydaje mi się kolejnym polskim badziewiem "o życiu", ale jeśli się potrafi to można nawet o takim badziewiu napisać bardzo ładną recenzję

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o