Recenzja filmu Autostopem przez galaktykę (2005)
Garth Jennings

Monty Python?!

Zdążyła się już ugruntować tendencja do porównywania, a nawet nieomal utożsamiania "Autostopem przez Galaktykę" z obrazami Monty Pythona. Można, pewnie że można. Rzeczywiście, na potwierdzenie ...
Filmweb sp. z o.o.
Zdążyła się już ugruntować tendencja do porównywania, a nawet nieomal utożsamiania "Autostopem przez Galaktykę" z obrazami Monty Pythona. Można, pewnie że można. Rzeczywiście, na potwierdzenie takiego punktu widzenia zaraz w pierwszych minutach filmu pojawia się piosenka, iście w stylu "Cyrku". Ale dalej? Owszem, angielski humor. Tylko czy każdy brytyjski film pozbawiony znamion dramatu lub nie mieszczący się w ramach charakterystycznych dla romansu historycznego będziemy do końca świata kojarzyć z Monty Pythonem? Czy twórca nowej produkcji nie może dotknąć klasyki, by nie zostać z nią utożsamiony? Czy film musi być nowatorski, żeby mógł żyć własnym życiem? Z pewnością nie. Owszem, nie każdy tytuł wchodzący na ekrany zmienia losy kinematografii, lecz, do licha ciężkiego, nie znaczy przecież, że tylko te wyjątkowe warto oglądać.

Drażni mnie twierdzenie, że "Autostopem..." jest dla ludzi lubiących taki rodzaj humoru, jaki odnajdujemy w tytułach Monty Pythona. To nie to samo! Trzeba odróżnić go od humoru angielskiego, jako takiego. Każda nacja ma własne obyczaje, każdy naród inaczej żyje i z czego innego się śmieje. Prawda stara jak... ludzkość. Jest humor włoski (komedie gagowe), francuski (może ktoś jeszcze pamięta cholerycznego łysego żandarma? A czy komuś coś jeszcze mówi zbitka "różowa pantera"?), amerykański, norweski, polski (wiecznie kwaśny) oraz, oczywiście, angielski. I właśnie z takim mamy tutaj do czynienia.

Dlaczego zniechęcać do pójścia do kina osoby, które za Monthy Pythonem nie przepadają? Może wreszcie czas "odpytonić" "Autostopem..." i powiedzieć obiektywnie: film jest nakręcony sprawnie technicznie. Utrzymany możliwie, jak najbliżej pierwowzoru. Gra aktorska nie pozostawia nic do zarzucenia - widać i słychać reżyserskie oraz autorskie przymrużenie oka. Efekty techniczne - także bez zarzutu. Więcej: doskonałe. Taka jest prawda.

Prawdą jest także, iż "Autostopem..." najbardziej spodoba się fanom książek Douglasa Adamsa. Wobec czego wrogom tego rodzaju twórczości faktycznie raczej nie należałoby polecać oglądania przygód Denta i Foxa. Ale tylko im! Przykładem mogę być ja. Za Montym nie przepadam, Douglasa czytam z mniejszą lub większą przyjemnością zależnie od przekładu i wydania. Film zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Może nie wiekopomne dzieło. Może nie. Ale bardzo sympatyczna rozrywka. Z największą przyjemnością obejrzę "Restaurację na krańcu wszechświata".

No to - wypij piwo, zjedz trochę solonych orzeszków (sól ci się przyda), łap ręcznik - i w drogę. Do kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)