Recenzja filmu Mucha 2 (1989)
Chris Walas

Mucha za szybą

W filmie "Mucha II" reżyser chce zabrać widza w podróż po kinie równie "brudnym" i intrygującym, co jego Cronenbergowski poprzednik. Czy ta trudna sztuka mu się udaje, czy też może cytując ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Mucha 2 (1989)
Chris Walas rozpoczynając pracę nad drugą częścią "Muchy", podjął się niewątpliwie trudnego zadania. Nie dość, że kontynuował prace Davida Cronenberga, dla którego podróż po tego rodzaju kinie jest jak chleb powszedni, to chcąc nawiązać do najmocniejszych stron swojego poprzednika  musiał udowodnić tezę, iż potrafi stworzyć obraz szokujący i niesmaczny, który jednocześnie będzie bawił sporą rzesze fanów gatunku.


Akcja sequelu rozpoczyna się parę miesięcy po oryginale, w nowoczesnym laboratorium Bartok Industries. Veronica – dziewczyna tragicznie zmarłego geniusza Setha Brundla – umiera podczas porodu, a Martin – dziecko, które urodziła – staje się przedmiotem badań naukowych i eksperymentów. Syn bohatera poprzedniej części mieszka w pokoju laboratoryjnym, będąc pod stałą obserwacją. Jako obiekt badań wykazuje się nieprzeciętnym intelektem, fotograficzną pamięcią  i co najciekawsze, niebywale szybkim rozwojem fizycznym. Bohater już w wieku pięciu lat przypomina młodego mężczyznę. Wtedy pod czujnym okiem szefa eksperymentu – Bartoka (Lee Richardson), rozpoczyna pracę w laboratorium  nad udoskonaleniem  wynalazku swojego ojca. Nam pozostaję jedynie czekać na odkrycie jego mrocznej tajemnicy. 

Reżyser od początku filmu mocno romansuje z banałem. Wyświechtany motyw walki dobra i zła jest kompletnie irracjonalny w obliczu konwencji filmowej "Muchy". Jeśli w obrazie Cronenberga całość miała dość szarawy odcień, to u Walasa mamy tylko czerń i biel oraz stertę utartych schematów. Chłopiec to niewinna, niczego nieświadoma ofiara pozbawionych empatii naukowców. Naukowców, którzy zmierzają po trupach do celu, wykorzystując przy tym niewinne zwierzęta i samego Martina (Eric Stoltz). W obliczu fabularnych wydarzeń główny bohater pozostaje kompletnie bez wyrazu. Widzowi trudno poczuć do niego współczucie czy litość, a w jego walce o wolność i niezależność nie chce się nawet kibicować. Nie jest to wina samego aktora, a raczej sposobu, w jaki jego postać została napisana. W scenariuszu pozbawiono jej ludzkiego pierwiastka, stała się zbyt płaska i prostolinijna, przez co widzowi trudniej było odczuwać do niej sympatię. Innymi słowy, zabrakło tego, co było mocną stroną ekscentrycznego bohatera z "jedynki". Wątek romantyczny upchany w fabułę tak samo bezcelowo jak bezcelowe jest powiedzenie o nim coś więcej. Na osłodę należy docenić pracę charakteryzatorów. Proces przeobrażania się bohatera z młodzieńca w humanoidalną muchę został przedstawiony w bardzo dobry, godny poprzedniczki sposób. Niesmaczny i obrzydliwy, ale również intrygujący, a nawet na swój sposób śmieszny to przymiotniki, które najtrafniej opisują jego metamorfozę. Stopniowanie kolejnych etapów przemiany Martina reżyser dawkował w ten sposób, abyśmy nie stracili zainteresowania słabszym tłem fabuły.


Największym problemem "Muchy II" jest to, iż jest ona sequelem. Jako druga część świetnego poprzednika nie może uniknąć porównań, te natomiast boleśnie weryfikują pracę aktorów i reżysera. Obraz amerykańskiego twórcy nawet gatunkowo nie spełnia swojej roli. Bliżej mu do melodramatu z elementami sci-fi, niż do trzymającego w napięciu horroru, jakim niewątpliwie było dzieło Cronenberga. Ocena filmu jest dość trudna, jeśli wiemy, jak trudnego zadania podjął się reżyser. Dlatego też na jego drodze między beznadziejnością - a udaną kontynuacją, krzyżyk postawiłbym gdzieś pośrodku. Co czyni z niego film mocno przeciętny.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
zdziechu24
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni