Recenzja filmu M jak morderstwo (1954)
Alfred Hitchcock

Najciemniej pod latarnią

To już chyba oficjalne - Hitchcock jest jednym z moich ulubionych reżyserów. Wiem, że to trochę późno, ale lepiej zorientować się po czasie, niż do końca pozostawać w nieświadomości. Ta dygresja ...
Filmweb sp. z o.o.
To już chyba oficjalne - Hitchcock jest jednym z moich ulubionych reżyserów. Wiem, że to trochę późno, ale lepiej zorientować się po czasie, niż do końca pozostawać w nieświadomości.

Ta dygresja nasunęła mi się zaraz po obejrzeniu kolejnego kryminału mistrza - "M jak morderstwo". Wybrałem ten film, bo po odświeżeniu sobie "Rear window" zapragnąłem bliżej zapoznać się z twórczością Hitchcocka, a ponieważ bardzo lubię też Grace Kelly, to decyzja nie była trudna - wybrałem obraz z obiema osobami na liście twórców.

Co za film! Może i nie zaczyna się od osławionego trzęsienia ziemi, ale intryguje widza od pierwszych minut. Już na samym początku postać grana przez Kelly czule całuje się... z dwoma różnymi mężczyznami. A to nie może zakończyć się dobrze.
Nie przypominam sobie, bym obejrzał kiedyś podobny obraz. Zwykle po popełnieniu przestępstwa widz wraz z bohaterem stara się dojść do prawdy, odkrywając coraz to nowe dowody prowadzące go do rozwiązania zagadki niczym nić Ariadny prowadziła do wyjścia z labiryntu. Tutaj konwencja odwrócona jest o 180 stopni, bo przestępca szczegółowo objaśnia szczegóły zbrodni zanim ta zostanie dokonana! Co więcej, z pozoru jest to zbrodnia doskonała, która nie może się nie udać. Z pozoru, bo gdzie w grę wchodzi czynnik ludzki, nic nie jest ostatecznie przesądzone. I kiedy wszystko zaczyna się walić, obserwujemy gorączkowo improwizującego zbrodniarza, by tylko odsunąć podejrzenia. Widz śledzi każdy jego ruch, zna każdą jego myśl i w końcu musi przyznać - ujdzie mu to na sucho!

Oczywiście nie zapominajmy, że jest to hollywoodzki film, więc i happy end jest tu jak najbardziej na miejscu. W jaki sposób pozytywni bohaterowie dojdą prawdy? I co ważniejsze, jak to w ogóle możliwe skoro zarówno antagonista, jak i widz są przekonani, że plan nie ma dziur?

W tym tkwi cała maestria! Wszystko dzieje się pod nosem widza. Planowanie zbrodni, sama zbrodnia i tuszowanie po niespodziewanym obrocie spraw. Przez cały czas widz siedzi jak na szpilkach, chłonie każdy detal, a i tak mi i przyjaciołom, z którymi oglądałem ten film, umknął ten jeden drobny szczegół. Najciemniej jest pod latarnią. Kiedy w końcu zrozumiałem, do czego zmierza detektyw pozostało mi tylko stuknąć się w czoło i z uznaniem pokręcić głową. Kiedy w ostatnich minutach filmu ważyło się rozwiązanie, siedziałem napięty jak struna, wstrzymując oddech i redukując mruganie do minimum. To się nazywa napięcie! I to w filmie dziejącym się praktycznie w jednym pokoju, bez żadnych wybuchów, bullet time'ów i kaskaderskich sztuczek.

Na koniec wspomnę jeszcze o przecudownej Grace Kelly. Oglądanie jej na ekranie to czysta przyjemność. Jest taka naturalna i ma tyle wdzięku, że trudno oderwać od niej wzrok. Dzięki temu widzowi jeszcze bardziej zależy na jej bohaterce.
Cóż, pozostaje mi teraz tylko starać się o następny film. Najlepiej Hitchcocka i z Kelly w obsadzie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (51 głosów).
Hotaru
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!
o