Recenzja filmu Dziewczyna z szafy (2012)
Bodo Kox

Naprawdę i nie do pomyślenia

Współczesne mi polskie kino zaczyna się i kończy na Janie Jakubie Kolskim. I tyle mogłabym powiedzieć o własnym rozdziale rodzimej kinematografii. Moje dzieciństwo miało twarz i smak PRL-u. ...
Filmweb sp. z o.o.
Współczesne mi polskie kino zaczyna się i kończy na Janie Jakubie Kolskim. I tyle mogłabym powiedzieć o własnym rozdziale rodzimej kinematografii. Moje dzieciństwo miało twarz i smak PRL-u. "Dziewczyna z szafy" Bodo Koxa jest jak pierwszy kęs pomarańczy dwadzieścia lat temu. Smak zupełnie nowy, soczyście zaskakujący. Jednocześnie prawdomówność, z jaką przemawia ten obraz, pozwala mi mieć nadzieję na coś więcej w przyszłości niż przelotną relację.

Film Koxa to kino nienachalne, mądre, ale bez zadęcia. Ona szuka równoległych rzeczywistości, a przed tą, w której żyje, chowa się w szafie. On żyje w rzeczywistości innej niż reszta, tak jakby bezpieczne miejsce znalazł sam w sobie. I jest jeszcze kilkoro ich, którym ta dwójka nadaje życiowy rytm. Tłem dla ich historii jest szara, bliżej niesprecyzowana rzeczywistość, którą Kox znakomicie przetarł fragmentami wyobraźni i wizji naszych bohaterów. Wielkie sterowce zamiast chmur, ryby pływające w powietrzu, za szybą policyjnego radiowozu, druga gęba sąsiadki – wszystko zapożyczone z innych estetyk niż wspomniana realność. Wszystko to sprawnie dopowiada naszych bohaterów.

Ciąg przyczynowo-skutkowy tej historii jest prosty i oczywisty jak życie i śmierć, jak spotkanie i rozstanie, nadzieja i beznadzieja i wreszcie siła i bezsilność. Tak, film Koxa traktuje o bardzo poważnych rzeczach, ale pokazuje je w sposób niepoważny. To czyni "Dziewczynę z szafy" obrazem lekko poważnym, lekko głębokim, cudownie lekko strawnym.

Zdjęcia są proste jak historia. Są po to, by pokazać to, co pokazać trzeba – klaustrofobię korytarza, labirynt chodnika i turlające się po nim wielkie wydarzenia. Muzyka autorstwa duetu Joanna Halszka Sokołowska i Filip Zawada również świeża i nowa, podkreśla to, co wymaga podkreślenia, wybija rytm jak uderzenia stempla na poczcie.

Drażnią trochę znane twarze aktorów, które automatycznie odsyłają nas pamięcią do mizernych polskich pseudoprodukcji. Chociaż Wojtek Mecwaldowski, właśnie tutaj, w "Dziewczynie z szafy", nie jest w końcu swojskim głupkiem i jest wiarygodny.
Film Koxa nie przypadnie do gustu tym, którzy drżą z emocji w kolejnej szklanej pułapce. Ale spokojnie. To nie jest również film dla tych, którzy twierdzą, że filmy nie do przełknięcia da się przełknąć.

Obraz Koxa jest uroczo niekonsekwentny, czasami nie do pomyślenia, zaraz potem łapie za gardło. Jest jak karuzela, jak kalejdoskop, jak zwyczajne życie. Ten film powstał z szacunku do widza i to jest jego największą wartością.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (73 głosy).
o