Recenzja filmu Shrek (2001)
Joanna Wizmur
Andrew Adamson

Obalanie stereotypu baśniowego rycerza

Pojawienie się zielonego Ogra z bagien na bajkowej scenie politycznej zrewolucjonizowało pojęcie większości ludzi na temat bajek i baśni. Okazało się, że większość bohaterów tychże gatunków ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Shrek (2001)
Pojawienie się zielonego Ogra z bagien na bajkowej scenie politycznej zrewolucjonizowało pojęcie większości ludzi na temat bajek i baśni. Okazało się, że większość bohaterów tychże gatunków filmowych to po prostu małe, natrętne stworki, które w absolutnie bezczelny sposób śmiały zakłócić porządek na jakże wyjątkowych bagnach. I jak tutaj dalej lubić takich urwisów?! Na ratunek przybywa zatem Shrek - postać zaprzeczająca wszelkim kanonom piękna i doskonałości. Właśnie w ten sposób pierwsza i dzięki wywołaniu ogromnego zaskoczenia - najlepsza część omawianej przeze mnie animacji - podbiła serca widzów. Któż spodziewał się, że można w tak zabawny sposób wykorzystać najsławniejsze sekwencje z takich filmów jak chociażby "Matrix"? Siłą, mocą i potęgą pierwszej części "Shreka" było właśnie bezbrzeżne zdumienie widzów, którzy dzięki temu z nieco innej strony spojrzeli na większość znanych im bajek. Tego typu lektury mają to do siebie, że wszyscy doskonale znają ich zakończenie i morał, tymczasem "Shrek" skutecznie obalił wszelkie stereotypy i nie pozostawił na baśniowej zgrai ani jednej suchej nitki, dowodząc, że nawet księżniczki mają swoje mroczne tajemnice, zaś smoczyce potrafią kochać całym sercem... Czyż nie jest to urzekające?

Wyobraźcie sobie samotnika, największego i najzieleńszego na świecie samotnika. To właśnie nasz główny bohater imieniem Shrek. Jest on istotą z gatunku ogrów, których ludzie się panicznie boją, bez żadnej uzasadnionej przyczyny. Obwiniają ich o wszystkie swoje nieszczęścia i czasami usiłują urządzić sobie na takie stworzenie polowanie z nagonką, jednak dla ogra przechytrzenie ich jest dziecinnie proste. Shrek egzystuje sobie spokojnie na swoim bagnie, ma ustabilizowany tryb życia i nie przewiduje żadnych zmian. Los okazuje się jednak być dla niego wyjątkowo okrutny... Pewnego dnia spotyka na swej drodze wyjątkowo gadatliwego Osła i zupełnie przypadkowo ratuje mu życie, za co ten futrzasty zwierzak jest mu dozgonnie wdzięczny. W 'nagrodę' postanawia dotrzymywać towarzystwa swemu zielonemu wybawicielowi... Właśnie w ten sposób do chatki Shreka docierają echa wielkiej polityki: obdarzony nieprzeciętną posturą lord Farquaad w bezlitosny sposób wypędza poza granice swego królestwa wszystkie baśniowe stwory. Stosując tortury, usiłuje poznać ich tajemne miejsca spotkań. Zachęca ludzi do wyłapywania takich istot i oferuje za to wysokie nagrody. W krótkim czasie udaje mu się zrealizować swój niecny plan. Wystraszeni 'bajkowcy' postanawiają osiedlić się na... bagnie. Zanim Shrek zdąży wyjść za próg swej chaty, obozowisko już jest rozłożone i nie ma mowy o przeniesieniu go gdzieś indziej. Zdesperowany samotnik musi wyruszyć razem z gadającym Osłem w roli przewodnika do zamku lorda Farquadaa, mając na celu ostateczne wyjaśnienie całej sprawy i uzyskanie własności bagna na piśmie. Podróżnicy trafiają w sam środek turnieju, którego nagrodą jest niewyobrażalny wprost zaszczyt odbicia pięknej księżniczki Fiony ze szponów okrutnego smoka i dostarczenie jej lordowi na ślub. Zwycięzcą turnieju niespodziewanie zostaje Shrek, któremu za wykonanie zadania Farquaad obiecuje bagno na własność. Właśnie w ten sposób zaczyna się największa przygoda jego życia, którą początkowo przeklina w myślach, chociażby z powodu nieustannej obecności Osła u swego boku...

Pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że dubbing w jakimś filmie mnie wcale nie drażni. Polska wersja językowa jest na bardzo wysokim poziomie, zaskakuje trafnością doboru aktorów. Dialogi nie budzą niesmaku, zaś Osioł w wykonaniu Jerzego Stuhra jest o niebo lepszy od Eddiego Murphiego! Zaskakuje także Zbigniew Zamachowski jako Ogr, zaś Adam Frency jako lord Farquaad jest po prostu niesamowity! Nie udało się oczywiście przenieść wszystkich żartów z angielskiej wersji, jednak skutecznie zastąpiono je nawiązaniami do polskich filmów, co dla większości widzów jest nawet bardziej zrozumiałe i dlatego też śmieszniejsze. Gdy dodamy do tego wspaniałą stronę techniczną, niezwykle soczystą kolorystykę obrazu i precyzję w ukazaniu postaci (chociażby mimika twarzy), oraz świetny scenariusz i sposób animacji - otrzymamy niezwykłe dzieło, obok którego nie można przejść obojętnie. Inteligentna rozrywka na poziomie zapewniona w stu procentach!

Nie przeczę, że każda następna część "Shreka" też miała coś w sobie - druga: niezrównanego Kota w butach oraz osło-smoczki, zaś trzecia: małe ogry i inwazję złych postaci z bajek, lecz nie da się zaprzeczyć, że tylko "Shrek" z numerem pierwszym miał w sobie elementy magiczne, które chwyciły widzów za serca. Osobiście z chęcią powracam od czasu do czasu na owe tajemne bagna, gdzie można umyć ząbki jedyną w swoim rodzaju robaczkową pastą i zażyć zdrowotnej kąpieli w bąbelkowym błocie. Dookoła spokój, cisza, odgłosy natury... Zupełnie nagle przybywa sobie Osioł i już zaczyna gadać, a zaraz potem cała reszta wesołej kampanii rozpoczyna inwazję! "Ustalmy fakty: będziesz się tłukł ze smokiem i uganiał za jakąś lalą, żeby Farquaad oddał Ci ziemię, którą straciłeś, bo on zesłał na nią stado przeciętnych inaczej!" Właśnie w tym wszystkim moim zdaniem tkwi ogromny potencjał pierwszej części "Shreka". Chylę czoła przed jego twórcami... i gorąco polecam!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 93% uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)