Recenzja filmu Ziemia niczyja (2001)
Danis Tanović

Obraz wojny

Lawina nagród na debiutancki film serbskiego twórcy Danisa Tanovicia, a zwłaszcza zwycięska potyczka o Oscara z "Amelią" J. P. Jeuneta, nakazywałaby rozpatrywanie "Ziemi niczyjej" w kategoriach ...
Filmweb sp. z o.o.
Lawina nagród na debiutancki film serbskiego twórcy Danisa Tanovicia, a zwłaszcza zwycięska potyczka o Oscara z "Amelią" J. P. Jeuneta, nakazywałaby rozpatrywanie "Ziemi niczyjej" w kategoriach arcydzieła. Należałoby się jednak zastanowić, czy temat podjęty przez reżysera nie został już wyczerpany. Przecież ileż to dramatów wojennych zostało zrealizowanych? Tak czy owak Tanovicia trzeba zrozumieć, przecież to oczywiste, że jako Serb chciał odezwać się w sprawie chyba najczarniejszych wydarzeń z historii swojego narodu. Zadanie
miał o tyle trudniejsze, że tematem wojny w Jugosławii zajął się po spektakularnym sukcesie (Złota Palma w Cannes) "Undergroundu" Emira Kusturicy, opowiadającego również o tych zdarzeniach. Pozostało więc Tanoviciowi stworzenie czegoś całkowicie nowatorskiego, ukazanie wojny w sposób totalnie oryginalny, niekonwencjonalny.

Wojna w "Ziemi niczyjej" to kompletny chaos. Nikt, może poza dobrze ustawionymi delegatami ONZ-u, nie może znaleźć w niej swojego miejsca, nikt jej nie chce. Zresztą kto mógłby chcieć? Nieustanne obcowanie ze śmiercią, brud, krew, odgłosy strzałów, w takiej sytuacji należałoby się zastanowić, czy rzeczywiście piekła trzeba szukać gdzieś tam głęboko pod ziemią, czy wystarczy po prostu obejrzeć się dookoła. Jednak skoro nikt jej nie chce, dlaczego trwa, dlaczego w ogóle do niej doszło? I na to pytanie odpowiedzi chyba nie ma. Podczas jednej z najważniejszych scen filmu, długiego dialogu dwóch głównych bohaterów, reprezentujących dwa różne fronty wojenne, dowiadujemy się, że żadna ze stron do wojny się nie przyznaje, obydwie obwiniają się nawzajem, powiedzieć by można, że wstydzą się tej całej sytuacji.

Totalny nonsens towarzyszy całemu filmowi. Bohaterowie zachowują się jak idioci. W najmniej odpowiednich momentach śmieją się, z rozkoszą wypalają papierosy, czy w końcu rzucają się na siebie z nożami. Najgorsze jest jednak to, że idiotyzm ten jest w stu procentach usprawiedliwiony, kiedy spojrzy się na idiotyzm zaistniałej sytuacji. Podczas błyskotliwych dialogów, przepełnionych gorzką dawką czarnego humoru, praktycznie nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. I taka jest wojna w oczach Tanovicia – nie wiadomo czy płakać z powodu śmierci, cierpienia, czy po prostu śmiać się z głupoty ludzi, którzy sami sobie zawdzięczają całe otaczające ich zło. Wedle tej zasady reżyser stworzył film. Tak poważne zdarzenie potraktował ze sporym dystansem, uważając chyba, że jest to najwłaściwszy sposób na opisanie idiotyzmu. Cały ten humor tak boleśnie podkreśla tragizm wojny, że należałoby pogratulować reżyserowi wybrania właśnie tej drogi przekazu.

Bezsprzecznie można stwierdzić, że "Ziemia niczyja" to arcydzieło. Tanović podołał jakże niemałemu wyzwaniu, stworzył film, który bez wątpienia na długo pozostanie w pamięci odbiorców. Wojna została ukazana jak nigdy wcześniej, jako jedna wielka głupota, z której należy się po prostu śmiać. Bez wahania można ten film stawiać w jednym szeregu z takimi antywojennymi dziełami jak "Czas Apokalipsy" F.F. Coppoli czy "Pluton" O. Stone'a. I bardzo dobrze. Być może właśnie dzięki takim filmom nasi przywódcy trochę więcej pomyślą nim zdecydują się na pójście wojenną ścieżką.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).