Recenzja filmu Serce nie sługa (2005)
Ben Younger

Oryginalność w deficycie

Proszę państwa, oto na polskim rynku kinematograficznym ukazał się kolejny "przeciętniak" - "Serce nie sługa". Nie, nie mylicie się - to komedia romantyczna! I owszem, jest tam kilka znanych ...
Filmweb sp. z o.o.
Proszę państwa, oto na polskim rynku kinematograficznym ukazał się kolejny "przeciętniak" - "Serce nie sługa". Nie, nie mylicie się - to komedia romantyczna! I owszem, jest tam kilka znanych nazwisk. Pytacie, czy to wszystko? Tak, to wszystko!

Fabuła, misternie skonstruowana i zekranizowana przez Bena Youngera, przypomina zmiksowany "Rodzinny dom wariatów", delikatnie przyprawiony elementami znanymi z filmu "Poznaj moich rodziców". Rafi Gardet (Uma Thurman) poznaje niezwykle przystojnego i wygadanego Davida Bloomberga (Bryan Greenberg) - młodszego od niej o 14 lat artystę. Wszystko układa się pięknie do momentu, gdy Rafi odkrywa szokującą prawdę. Jej psychoterapeutka (w tej roli Meryl Streep) okazuje się matką chłopaka i, co w danej sytuacji jeszcze gorsze, jest konserwatywną Żydówką. Nic więc dziwnego, że jest przeciwna związkowi swojego syna z ateistką.

Z założenia, perypetie całej trójki miały być zapewne prześmieszne, i to nawet przy zachowaniu całej swej politycznej poprawności (pominę tu średnio smaczną rozmowę dwóch kobiet o przyrodzeniu młodego Davida). Przyznam nawet, że przez pierwsze pół godziny zdarzało mi się czasem zaśmiać - później jednak jest już tylko równia pochyła, kończąca się ostrym hamowaniem na bardzo twardym murze. Teksty są oklepane - pan Younger nie próbował się silić na chociażby śladową oryginalność. Posunął się nawet do tak ogranych chwytów, jak obiad przy rodzinnym stole okraszony niezręczną ciszą i kilkoma gafami. Rutyna.

Jedynym plusem "Serce nie sługa" jest naprawdę dobra rola Meryl Streep - jeśli coś mogło w tym obrazie śmieszyć, to właśnie jej gra. Cóż by tu wiele mówić ? to prawdziwa aktorka. Niewiele znam takich, które potrafiłby się wykazać na tak niepewnym gruncie, jakim są komedie romantyczne. Wystarczy chociażby wspomnieć dwie przeciętne kreacje Susan Sarandon (świeży "Elizabethtown" i trochę starsze "Zatańcz ze mną"), by znaleźć, moim zdaniem, potwierdzenie tej tezy. Niestety z Umą Thurman już nie było tak dobrze - jej grze nie można nic specjalnego zarzucić, ale na pewno stać ją na więcej.

Nie mogę powiedzieć, że miałem jakiekolwiek oczekiwania wobec tego filmu, więc nie mogłem się też zawieść. W gruncie rzeczy, bliżej jestem, mimo wszystko, miłego zaskoczenia, a to właśnie za sprawą pewnej utalentowanej aktorki. Nie znaczy to jednak, żebym komukolwiek mógł polecić "Serce nie sługa". Dla osób mających chęć na seans w duecie polecam albo domowe zacisze, albo coś z polskiego repertuaru - na przykład "Tylko mnie kochaj". Ewentualnie, mogę jeszcze zapewnić fanów, tudzież koneserów filmów z Meryl Streep, że i tym razem się na niej nie zawiodą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 25% uznało tę recenzję za pomocną (53 głosy).
KoZa
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni
o