Papierowa historia

"Serce ze złota" z całą pewnością na jest najlepszym pomysłem dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z kinem Bollywood. Może bowiem sromotnie się zawieść i w ten sposób zniechęcić do całej indyjskiej kinematografii. Obraz Naresha Malhotry to - pomimo obecności Aishwaryi Rai - produkcja hurtowa, jakich setki powstają w największej na świecie Fabryce Marzeń. Dla tych, którzy już jednak liznęli trochę produkcji Bollywood, "Serce ze złota" będzie mimo wszystko ciekawym doświadczeniem, gdyż daje możliwość zapoznania się z tradycyjnymi filmami, które rzadko kiedy trafiają poza granice Indii.

Fabuła filmu Malhotry jest dość prosta. Główny bohater to bogaty biznesmen, któremu do pełni szczęścia brakuje już tylko jednego: pięknej żony. Traf jednak chce, że pewnego dnia spotyka kobietę tak piękną, że zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Niestety, mimo usilnych starań dziewczyna odtrąca jego zaloty, gdyż jest szczęśliwie zakochana w innym mężczyźnie.

Przypadek, a raczej wypadek, może i bywa bolesny, lecz głównemu bohaterowi da jeszcze jedną szansę na znalezienie miłości. Jednak ceną za to jest amnezja jednej osoby i śmierć innych. Czymże jest śmierć innych, kiedy samemu można w końcu zyskać radość?

W powszechnej świadomości kino Bollywood kojarzy się z tandetną i naciąganą fabułą, która nawet meksykańskie telenowele zawstydziłaby swoją naiwnością, a jednocześnie skomplikowaniem fabularnym. "Serce ze złota" jest niestety żywym ucieleśnieniem wszystkich tych stereotypów. Historia pełna jest niewiarygodnych momentów, które nawet u fanów Bollywood wywołają zaskoczenie i zmieszanie. Ważne momenty są akcentowane dźwiękowo w sposób przypominający raczej amatorską robotę niż profesjonalne wykonanie. Nawet montaż momentami kuleje. Gdyby nie obecność znanych gwiazd, byłaby to trzeciorzędna produkcja, która zainteresowanie wzbudziłaby jedynie u bywalców objazdowych kin na prowincji Indii (pod warunkiem braku konkurencji).

Jednak nawet gwiazdy nie ratują tego filmu. Z całej obsady jedyną osobą, która pozostawia po sobie pozytywne wrażenie jest Paresh Rawal. On świetnie czuje się w tego typu rolach, ciepłych i zabawnych zarazem. Co zaskakujące, piękna zazwyczaj Aishwarya Rai tu jest wyraźnie przygaszona. Świetnie tańczy, to trzeba jej przyznać, lecz tym razem zabrakło jej ekranowej charyzmy i nie przykuwa wzroku widza. Najbardziej szkoda mi Arjuna Rampala, którego lubię i chciałbym, żeby w końcu zaczął grać znaczące role w znaczących produkcjach. Niestety, mimo że rola Jaia zdaje się pasować do niego, nie udało mu się z niej wykrzesać ognia i całość wypada zaledwie poprawnie.

Muzyczna strona "Serca ze złota" również spodoba się fanom kina tradycyjnego. Piosenki są bowiem bardzo indyjskie i pomimo nowoczesnej miejscami choreografii pozostają bardzo osadzone w lokalnym kolorycie. Z wszystkich piosenek najlepszą zarówno pod względem muzycznym jak i choreografii do niej przygotowanej wypada "Saajan Saajan". To jednak trochę za mało, by zapisać się na dłużej w pamięci.

Cóż, "Serce ze złota" dużo obiecuje, lecz niewiele dostarcza. Nie sądzę, by w biografiach twórców i aktorów, obraz ten miał zająć poczesne miejsce. Film w zasadzie jedynie dla naprawdę zagorzałych fanów bollywoodzkiego kina.
100% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

komentarze

dodaj komentarz
    WTF:false,ads:true