Plan minimum

Nie chciałem, musiałem, przeżyłem – "Wałęsa. Człowiek z nadziei" nie jest tak kiepskim filmem, na jaki się zapowiadał. Nie jest również tak dobry, by traktować go jak coś więcej niż kolejne dzieło oświatowe. Więckiewicz zgarnie nagrody, Wajda odbierze honory, widzowie spłacą koszty produkcji. Plan minimum wykonany.

Ramą fabularną jest słynny wywiad przeprowadzony przez Orianę Fallaci (Maria Rosaria Omaggio) w 1981 roku. Wałęsa przyjmuje włoską dziennikarkę w mieszkaniu w Gdańsku i otwiera kolejne wrota do swojej przeszłości. Najpierw obserwujemy, jak aresztowany przez esbecję podpisuje cyrograf, by zdążyć na porodówkę, potem spotykamy go podczas strajku okupacyjnego w stoczni, w trakcie kolejnych pobytów w areszcie, w końcu – na obradach Okrągłego Stołu. Wajda odhacza kolejne fakty z biografii, jakby przekładał na obrazy noblowski biogram, a jedyne momenty artystycznego wigoru przypadają na ikoniczne obrazki i cytaty: wspinaczkę na stoczniowy mur, "nie chcem, ale muszem", negocjacje z dyrektorem stoczni, Klemensem Gniechem, wystąpienie Danuty Wałęsowej (Agnieszka Grochowska) w Norwegii. Tę atrapę scenariusza przygotował Janusz Głowacki i głównie dzięki niemu w filmie tli się jakieś życie – lapsusy językowe Wałęsy są tu niespodziewanymi puentami dramatycznych dialogów, a w scenach jego przepychanek z władzą na patosie żeruje szyderczy humor. Ciekawie wypada zwłaszcza wątek kolejnych spotkań z bezradnymi oficerami SB, Nawiślakiem (Zbigniew Zamachowski) i Majchrzakiem (Cezary Kosiński).  Niezłe są także sceny z Fallaci, gdy bohater powoli wchodzi w rolę, którą zaprojektowały dla niego zachodnie media.

W świetnej interpretacji Roberta Więckiewicza lider Solidarności to trochę rewolucjonista składający na ołtarzu walki z komunizmem spokojne życie u boku żony i synów, a trochę bojujący ze złem superbohater, któremu pelerynę zastępuje wysłużony sweter, zaś literkę S na piersi – sumiasty wąs. Cała historia ma zresztą coś z popkulturowych "opowieści założycielskich" w rodzaju "Dzienników motocyklowych" Waltera Sallesa: elementy konstytuujące mit Wałęsy – od ubioru, przez mimikę, po język ciała, są tu namiętnie ikonizowane i Więckiewicz jest w tym procesie niezrównany. Kiedy w retrospekcjach cofamy się do roku 1970, bohater dopiero zaczyna mówić i działać jak Lech Wałęsa. Podczas rozmowy z Fallaci wydaje się już świadomy swojego statusu medialnego i kulturowego. Tym większa szkoda, że Wajdzie nie udaje się oddać napięcia między filmową przeszłością a czasem teraźniejszym. Naszpikowany elipsami i skrótami film skutecznie odbiera kolejnym faktom historycznym narracyjną wagę, zaś relacje między bohaterami odziera z jakiejkolwiek dynamiki. Najlepiej widać to oczywiście w scenach domowych, w których obnosząca cierpiętniczą minę Agnieszka Grochowska nie wychodzi poza uświęcony wizerunek Matki Polki, a jedyny konflikt między Lechem i Danutą budowany jest na motywie oblężenia Wałęsy w czterech ścianach – najpierw przez współpracowników, potem przez wyznawców.

Ogląda się to wszystko w miarę nieźle, bo choć Wajda nie ma już nic ciekawego do zaoferowania w kwestii filmowego języka, to wciąż potrafi przeprowadzić myśl od A do Z. Oczywiście, nie byłby sobą, gdyby nie rozwiał wszystkich wątpliwości dotyczących współczesnej oceny zasług i kariery pierwszego wybranego w wyborach powszechnych prezydenta III RP. I tak, esbecja zagania Wałęsę na mur, a kompromitujące dokumenty podpisywane są w strachu, stresie i nieświadomości. To niepotrzebny naddatek informacji, zwłaszcza że reżyser znajduje subtelniejsze sposoby na zaakcentowanie swojej solidarności i faktu wieloletniej przyjaźni z bohaterem. W jednej ze scen Wałęsa odbiera ulotkę od bohaterów "Człowieka z żelaza", Macieja i Agnieszki Tomczyków. To nie pierwszy moment u Wajdy, w którym spotykają się bohaterowie jego uniwersum (vide "Pierścionek z orłem w koronie" i parafraza sceny z "Popiołu i diamentu"). Żaden jednak nie był tak jawną polityczno-artystyczną deklaracją. I tak transparentnym przekazaniem pałeczki w sztafecie o wolną Polskę.

67% uznało tę recenzję za pomocną (227 głosów).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

zobacz też:

pozostałe recenzje użytkowników (1):

komentarze

dodaj komentarz
  • jak w kazdej recenzji beda za i przeciw!!!! jedni beda pisc wiersze na ten temat inni beda szydzic!!! ja nie wiem po ktorej stronie stanac!!! pomozecie !!! no pomozecie extra!!! :)

  • GNIOT zrobiony na szybko, byle jak, pośpiesznie, montaż chyba dzień przed premierą zrobił jakiś studencina, ja jako obcokrajowiec w ogóle nie wiem o czym był.------- zgadzam sie!!!! rzadko sie zgadzam ale tu szybko sie zgadzam! z czym jeszcze sie zgadzam-----------"Nie jest również tak dobry, by traktować go jak coś więcej niż kolejne dzieło oświatowe" - dla mnie sedno tej recenzji -----------O ile do połowy jakoś daje radę (mimo że Wajda zręcznie wybiela biografię Wałęsy jak może) potem film zmienia się w serię oderwanych od siebie scen. Wyraźnie autorzy nie wiedzieli jak przedstawić widzom wydarzenia po stanie wojennym. auper szkoda czasu na film lepiej przeczytac ksiazke danusi W i sie dowiemy jak bylo :)

  • GNIOT zrobiony na szybko, byle jak, pośpiesznie, montaż chyba dzień przed premierą zrobił jakiś studencina, ja jako obcokrajowiec w ogóle nie wiem o czym był.

  • "Nie jest również tak dobry, by traktować go jak coś więcej niż kolejne dzieło oświatowe" - dla mnie sedno tej recenzji.

  • Fakt - scena z Tomczykami to jeden z ważnych akcentów filmu. Szkoda, że dość łopatologicznie rozwiązana - wystarczył moment, gdy kamera chwyta ich twarze "kątem oka", gdy wsiadają do wagonu, a jeśli już koniecznie miało być ukazane "przekazanie pałeczki", to dalsza scena wewnątrz pociągu mogła być tak samo rozrysowana - dla spostrzegawczych... Szkoda. A czy zauważyliście Państwo nawiązanie do filmu "Przepraszam, czy tu biją?" ?

  • O ile do połowy jakoś daje radę (mimo że Wajda zręcznie wybiela biografię Wałęsy jak może) potem film zmienia się w serię oderwanych od siebie scen. Wyraźnie autorzy nie wiedzieli jak przedstawić widzom wydarzenia po stanie wojennym.

  • Recenzja jest pomocna dla chcących podjąć decyzję o tym, czy film obejrzeć. Jeśli ktoś nastawia się na dzieło teoretycznie najbardziej znanego, najbardziej zasłużonego, a przez to (w domyśle) jednego z najlepszych reżyserów polskich, a więc na kino bardzo dobre - zawiedzie się . Niestety, pomijając fakt ewidentnej gloryfikacji postaci głównego bohatera, ustawienia go w nieuzasadnionej roli wybitnej jednostki, wybijającej się z masy szaraczków i ludzi kompletnie niezdecydowanych na to , co chcą zrobić, film się po prostu ze sceny na scenę banalizuje . Reżyserskie grepsy nie działają, akcja nie wkręca na poważnie. Być może racja jest w tym, co jest napisane w poprzedzającym poście - chyba ktoś "pospieszał" . "Ogląda się w miarę nieźle " - tak, ale to Wajda - podobno "miszcz nad miszcze" . Nie czuć "łapy" mistrza. Może za dużo wolności mieli satelici od czarnej roboty, jak to w filmie bywa . Nie mam pojęcia. I po raz pierwszy nie było czuć Edelmana w Edelmanie . Recenzent ma rację, film oświatowy dla młodzieży. Szkoda, przykre.

  • Wajda przedstawia punkty zwrotne w działalności opozycyjnej bohatera obrazu, pokazując go w zdecydowanie idealistyczny sposób. Wprawdzie Wajda nigdy nie ukrywał swojej sympatii do Wałęsy i w gruncie rzeczy należało się spodziewać zdecydowanie pozytywnego jego obrazu, jednakże film jest dla mnie w jakiś sposób sztuczny, zbyt patetyczny. Nawet sceny nieco bardziej intymne, rodzinne, mają w sobie coś papierowego http://miejskalegenda.blogspot.com/2013/11/waesa-czowiek-z-nadziei.html

  • Film ewidentnie robiony na szybko, o czym świadczą liczne literówki w napisach końcowych w stylu "budowa dekoracj", czy niezdecydowanie na planszach w trakcie filmu, jak zapisać „Solidarność” - w cudzysłowie czy bez. A było ich raptem kilka.

  • Jak na film Wajdy - bardzo udany.... Oczywiście nieziemska rola Więckiewicza- to dla roli Więckiewicza najbardzie warto zobaczyć ten film. Jest jak zwykle mistrzem!

  • Przeciętny film Wajdy. Polecam swoją recenzję http://krytycywkapciach.blogspot.com/2013/10/waesa-czowiek-z-nadziei.html

  • Więckiewicz zagrał po mistrzowsku i choćby dla samej tej roli warto zobaczyć ten film.

  • Dobrze, że ten film powstał. Jest w miarę obiektywny. W odpowiednich momentach rozładowuje napięcie humorem. Dla starszego pokolenia - wspomnienia w pigułce. Dla młodszego - strawna lekcja historii; może docenią, w jakich czasach żyją teraz... Świetnie dobrana muzyka. Film oddaje atmosferę; chociaż nie jest może obrazem wybitnym, ale sprawnie zrobionym (melanż dokumentu i współczesnych dogrywek). Więckiewicz - rewelacyjny!!! Grochowska - też bardzo dobra. Jednym zdaniem - warto ten film zobaczyć! Przynajmniej dlatego, żeby mieć własne zdanie.

  • Film strony artystycznej nie posiada w ogóle. Historyczną? - Chyba jest za bardzo pocięty na kawałki, za to dla kogoś, kto nie żył w tamtych czasach (1980+) to jest jedna z najlepszych komedii jakie ostatnio widziałem, i właśnie za te zabawne momenty gorąco ten film polecam.

  • Film nie jest zły. Nawet odrobinę więcej niż poprawny. Wajda potwierdza, że potrafi reżyserować. Więckiewicz, że potrafi grać. A film, no cóż, że "polityka nie lubi prawdy, zaś prawda nie lubi polityki".

  • świetna recenzja, konkretnie, bez owijania, brawa dla autora.

  • szkoda czasu

  • Film jest ok, nie ma się czego wstydzić, a muzyka dobrana idealnie.

  • "kolejne dzieło oświatowe" Podoba mi się to określenie!

  • pewnie się narażę większości, ale dla mnie ten film to sztandarowy przykład polskiej tandety. Kolejny przykład filmu zrobionego za grosze. Pozytywnie zaskoczył mnie Więckiewicz. Może nawet zmienię o jego talencie zdanie. Dorota Welman, jej rola w tym filmie to wielka porażka. W innych rolach sprawdza się znakomicie, ale aktorstwo powinna sobie darować. Ogólnie rzecz biorąc film słaby i na oskara nie powinniśmy sie nastawiać.

  • Dobra recenzja, trafne sp[ostrzeżenia i uwagi, duża wiedza w temacie autora, za jedyny minus uznałbym nadużywanie momentami języka 'specialistycznego' l;ub słów uznawanych powszechnie przez polska plechę za trudne.

  • Więckiewicz był aż tak dobry, że stworzył z roli Wałęsy karykaturę, w ogóle cały film nie oddaje powagi tamtych sytuacji i czasów. Nic nowego nic odkrywczego - powielanie utartych przekonań, zwrotów. Wątek Henryki Krzywonos to jakaś pomyłka. Zero głębi w tym filmie, przekazywanie tylko tego co znamy - " Nie chcem ale muszem" albo "Ten tramwaj dalej nie pojedzie". Brak wewnętrznej analizy bohaterów. Zbyt uproszczony, czasem nawet denerwujący.

  • Film dobrze się ogląda. Nawet bardzo dobrze! Wajda ,,mówi" otwarcie, że jest ,,ZA" Wałęsą. W kinie w Kielcach było 7 osób na wczorajszym seansie...

  • http://kinopolska-sfera.blogspot.com/2013/10/35-waesa-czowiek-z-nadziei-2013.html Zapraszam do recenzji!

  • Trudno ten zlepek scen nazwać filmem. Z zażenowaniem myślę o tym kandydacie na Oscara. Recenzja dobrze oddaje wartość artystyczną filmu; lepiej, żeby nie wypowiadały się na temat recenzji osoby, które filmu nie widziały. To już nie ten Wajda z czasów Dantona.

  • Film świetny – oglądałam z wypiekami na twarzy i z łezką w oku, czy to na wspomnienie lat młodości, czy też na skutek wyzwolonych przez obrazy i dźwięk uczuć patriotyzmu ... Obsada aktorska rewelacyjna i to nie tylko głównych postaci, również postaci epizodycznych w tym filmie, czy drugoplanowych, jak chociażby Dorota Welman jako Henryka Krzywonos, czy Maciej Stuhr w roli księdza... Bezbłędny montaż nagrań archiwalnych ze współczesnymi nagraniami do filmu – np. gdy Więckiewicz jako Wałęsa siedzi przy okrągłym stole obok prawdziwego Tadeusza Mazowieckiego i innych historycznych postaci... No i genialna ścieżka dźwiękowa – nie żadne smętny, tylko muzyka młodzieżowa lat 80-tych – idealnie pasujące i obrazujące tamtą rzeczywistość piosenki np. Brygady Kryzys, czy fragment „Hej, naprzód marsz” pabianickiego punkrockowego Proletaryatu... No i super, że Wajda poprzestał na heroicznym etapie życiorysu Wałęsy i w ogóle nie wspomniał okresu prezydentury, bo to już całkiem inna bajka... A co do recenzji pana Walkiewicza - od razu widać jakie ugrupowanie polityczne wspiera autor, w związku z czym odziera to tę recenzję z obiektywizmu. Poza błędem merytorycznym, który wytknął już jeden z moich przedmówców – komentatorów i niesmaczne są osobiste przytyki co do przyjaźni z bohaterem. Tak prawdę mówiąc to Wajda jest taką osobistością świata filmowego i jedynym jak do tej pory Polakiem - laureatem Oscara ZA CAŁOKSZTAŁT, że pewnie większość Polaków chciałaby móc się pochwalić choćby znajomością z nim...

  • Bardzo zgrabna językowo recenzja, ale rzeczywiście przebija z niej jakiś wyjątkowy subiektywizm, być może podszyty uprzedzeniem (do Wałęsy?, do Wajdy?). Mnie (nie widziałem filmu) interesuje czy rzecz została zrobiona sprawnie warsztatowo, czy jest momentami np. błyskotliwa. Czy rzecz trzyma w napięciu, czy może przynudza?

  • http://www.youtube.com/watch?v=KgJw2PIgBzk

  • Nie udało Ci się Michale uniknąć subiektywnej oceny, która bije spomiędzy linijek tej recenzji. A szkoda, bo jesteś jednym z najlepszych recenzentów filmowych w Polsce. Niemniej i za młody, żeby pamiętać jak było naprawdę, może stąd te zarzuty wobec Wajdy, że próbował gdzieniegdzie Wałęsę wybielać. Cóż, może tania propaganda nieudaczników zrobiła swoje. Film ogólnie dobry, wręcz bardzo dobry, zgadzam się że Wajda nie stosuje w nim nowego języka, ale i tak sukces, że nie powstało coś na wzór "Katynia", którego oglądać się po prostu nie dało. Więckiewicz zagrał genialnie, momentami Wałęsa jak żywy. Wybitna kreacja aktorska.

  • fajny film, Więckiewicz zajebisty.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true