Recenzja filmu Źródło (2006)
Darren Aronofsky

Podróż

Darren Aronofsky, twórca psychologicznego "Pi" oraz wbijającego w fotel "Requiem dla snu", postanowił zaskoczyć wszystkich swoją najnowszą produkcją zgoła odmienną od poprzednich dokonań. Film ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Źródło (2006)
Darren Aronofsky, twórca psychologicznego "Pi" oraz wbijającego w fotel "Requiem dla snu", postanowił zaskoczyć wszystkich swoją najnowszą produkcją zgoła odmienną od poprzednich dokonań. Film "Źródło" jest niezwykle trudny do zdefiniowania, gdyż łączy w sobie trzy, zdawałoby się niemożliwe do połączenia gatunki. Mamy tu więc wątek historyczny, współczesną opowieść obyczajową, oraz wzbogacone o niesamowite efekty specjalne, widowisko science-fiction. Wszystkie te opowieści łączą się w jedną niebanalną historię z wyraźnym podtekstem filozoficznym. Wątki w "Źródle" przeplatają się, podobnie jak w filmach meksykańskiego reżysera Alejandra Gonzaleza Inarritu, czyniąc go jeszcze bardziej zawiłym.

Wątek obyczajowy dotyczy naukowca Toma Creo i jego ciężko chorej żony. Izzy stopniowo godzi się z faktem, że jej rak jest chorobą nieuleczalną. Stara się zachować pogodę ducha i żyć jak każdy normalny zdrowy człowiek. Tom natomiast popada w obsesję, zamyka się szczelnie w świecie swoich eksperymentów próbując odkryć lekarstwo na raka. Druga opowieść jest fikcją literacką. Izzy daje Tomowi do przeczytania swoją niedokończoną powieść o hiszpańskim konkwistadorze udającym się na karkołomną wyprawę do południowoamerykańskiej dżungli w poszukiwaniu legendarnego drzewa życia, strzeżonego przez krwiożerczych Majów. Jego determinacja wywołana jest przysięgą, jaką złożył ukochanej królowej Izabeli. Trzecia część filmu to już całkowicie odrealniona, futurystyczna podróż astronauty w tajemniczej kuli do odległej gwiazdy w głębi kosmosu. Ten surrealistyczny wątek wywołuje w oglądającym najwięcej pytań. Kim jest astronauta? Co łączy go z doktorem Creo? Dlaczego razem z nim w przestrzeni kosmicznej znajduje się drzewo? Aronofsky nie odpowiada na żadne z tych pytań w sposób bezpośredni.

We wszystkich trzech opowieściach możemy podziwiać tych samych aktorów. W rolę weterynarza, konkwistadora i astronauty wcielił się, z bardzo dobrym rezultatem, Hugh Jackman. Role jego ukochanych, Izzy oraz królowej Izabeli, reżyser powierzył swej żonie Rachel Weisz, której aktorski talent jest dla wielu sprawą niepodlegającą dyskusji. Niewielka, lecz profesjonalnie zagrana rola trafiła do Ellen Burstyn, jednej z głównych postaci "Requiem dla snu". Ogólnie trzeba zaznaczyć, że aktorstwo stoi na wysokim poziomie, szczególne brawa należą się, moim zdaniem, Jackmanowi. Jako podróżujący samotnie w wielkim kosmosie astronauta, nękany przez wątpliwości i lęki dotyczące swego istnienia oraz jako mężczyzna bezsilny wobec tragedii żony wypadł po prostu świetnie.

Drugi atut "Źródła" to efekty specjalne. Niezwykła odyseją w przestrzeni kosmicznej okraszona jest bajkowymi, kolorowymi obrazami. Wprawdzie tak odrealnione przedstawienie kosmosu, w kolorach złota i miedzi, może zrazić niektórych oglądających i niebezpiecznie zahaczać o kicz, ale taka właśnie jest ta część historii opowiadanej przez Aronofsky'ego. Nierealna, filozoficzna, skłaniająca do przemyśleń i do własnych interpretacji. Nie sposób też nie wspomnieć o muzyce, która doskonale współgra z filmem. Momentami mroczna, na przemian spokojna i podniosła, nie przeszkadza w odbiorze filmu, dodatkowo potęguje nastrój tajemniczości. Prawdziwa uczta dla uszu. Połączenie muzyki i efektów oraz aktorstwa Jackmana sprawia, że sekwencja w kosmosie jest niesamowitym, magicznym, zapadającym na długo w pamięć widowiskiem.

Oczywiście nie można zapominać o pozostałych dwóch częściach filmu. Historia umierającej dziewczyny, zafascynowanej wierzeniami Majów i jej bezradnego męża na prawdę chwyta za serce. Również wątek przygodowy, przypominający nieco zeszłoroczne "Apocalypto" Gibsona, ma w sobie "to coś". Jest rozbudowany i wciągający, typowe kino akcji, jeżeli nie liczyć sposobu, w jaki się kończy.

W efekcie powstał film, z którego równie dobrze można by zrobić trzy różne produkcje. Jednak Aronofsky zdecydował się połączyć je w całość, skłonić widza do wyciągania własnych hipotez na temat losów jego bohaterów i sposobu, w jaki tak różne historie można scalić w jedno. Twórca nie narzuca widzom swojego punktu widzenia, pozwala na swobodne domysły i interpretacje. Nie zgadzam się z opiniami, że "Źródło" jest jedynie opowieścią o reinkarnacji, o umieraniu i rodzeniu się na nowo. W filmie, jeżeli ktoś umiera, to umiera na zawsze. Obraz opowiada raczej o miłości, o cierpieniu, o bólu po stracie ukochanej osoby, ale też o nadziei i nieustannym poszukiwaniu własnego szczęścia. Dla wielu głównym przesłaniem będzie stwierdzenie, że od śmierci nie ma ucieczki, jest ona początkiem czegoś nowego i nieznanego. Film Aronofsky'ego nie pozostawia nikogo obojętnym. Niektórych zniechęca swoją zawiłością, dla innych może być inspiracją i początkiem niezwykłej podróży.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).
Aldo_Martinez
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie