Recenzja filmu Szkolny chwyt (2006)
Ryan Fleck

Requiem dla marzeń

Niesamowicie trudnym zadaniem jest nakręcić film o uzależnieniu od narkotyków poprzez nie pokazywanie ani dobrych, ani złych stron tego nałogu, nie grożąc widzowi niewidzialnym palcem, że branie ...
Filmweb sp. z o.o.
Niesamowicie trudnym zadaniem jest nakręcić film o uzależnieniu od narkotyków poprzez nie pokazywanie ani dobrych, ani złych stron tego nałogu, nie grożąc widzowi niewidzialnym palcem, że branie jest czymś złym i wyniszczającym. Ryan Fleck podjął się takiej próby w "Half Nelson? i wyszedł obronną ręką, bo chociaż daje nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z ludzkim dramatem, nie zamierza stawać po niczyjej stronie.

Dan Dunne (Ryan Gosling) jest nauczycielem historii w jednym z gimnazjów na Brooklynie. Ma poczucie misji, chce być kimś, kto pokaże swoim uczniom drogę w życiu, nie wymaga od nich nauczenia się dat ważnych wydarzeń, lecz zrozumienia ogólnego mechanizmu, na czym one polegały. Oprócz roli swoistego przewodnika swoich podopiecznych, Dan ma ze sobą poważny problem: z jednej strony chce być poważny i szanowany, z drugiej jest uzależniony od narkotyków, co powoli niszczy jego życie osobiste oraz przysparza mu kłopotów w pracy. Owym kłopotem nie są tylko podejrzenia ze strony kolegów, lecz także odkrycie jego sekretu przez jedną z uczennic.

Takich filmów była już cała masa, Fleck nie próbuje być więc oryginalny. Mamy prostą historię uzależnionego faceta, który walczy ze sobą i każdego dnia stacza się jeszcze niżej, rezygnując ze swoich marzeń i planów. Branie pozwala mu powiedzieć sobie prosto w twarz, że sam do niczego nie dojdzie, a raczej nikt mu nie pomoże, bo w dzisiejszych czasach wyciąganie ręki nie jest na porządku dziennym. Dan nie chce zostać nakryty na tym, że bierze, że jest słaby i wszystko, o czym opowiada to tylko stek bzdur, ale poprzez przyjaźń z uczennicą powoli wychodzi z nałogu.

"Half Nelson? to typowo amerykański film: główny bohater ma problemy, więc bierze, ktoś się o tym dowiaduje i pomaga mu przez to przejść, choć on sam tego nie chce, w scenie finałowej na znak zmiany goli brodę, co ma symbolizować zrzucenie wielkiego ciężaru, jakim była obecność narkotyków w jego życiu. Ten film nie byłby aż tak godny uwagi, gdyby nie fenomenalne aktorstwo Ryana Goslinga. Kanadyjczyk bez zbędnej teatralności i dramaturgii wcielił się w postać Dana, pokazując cierpienie młodego nauczyciela z przerażającą naturalnością. Nie dziwi nominacja do Oscara, chociaż wydaje mi się, że brak rozgłosu wokół roli Goslinga jest nieco niepokojąca.

Film Ryana Flecka miejscami jest nudnawy, denerwować może sposób kręcenia a la "Requiem dla snu?, ale nie można temu obrazowi odmówić jednej rzeczy: reżyser pozwala nam samemu ocenić postępowanie Dana, bo ani razu nie pozwala na ocenienie jego postępowania przez głównego bohatera. Produkcje o narkomanii są o tyle trudne do zweryfikowania, ponieważ z jednej strony żal mi tego, który musi walczyć ze swoją ?ciemną stroną?, ale z drugiej sam ugrzązł w tym bagnie, i sam musi się z tego wydostać. Warto obejrzeć "Half Nelsona? chociażby po to, aby zobaczyć, jak nie-efekciarsko można potraktować problem uzależnień, który przez ostatnie lata jest wałkowany bardzo dokładnie i często na wyrost.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 63% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
dolly_shiller
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)