Recenzja filmu Shrek 2 (2004)
Andrew Adamson
Kelly Asbury

Shrek gorszy, ale nadal nie traci formy

No i wreszcie jest. Po wielu miesiącach oczekiwań na ekrany weszła kontynuacja najsłynniejszej animowanej komedii wszech czasów. Polscy widzowie musieli wytrzymać ponad miesiąc dłużej niż ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Shrek 2 (2004)
No i wreszcie jest. Po wielu miesiącach oczekiwań na ekrany weszła kontynuacja najsłynniejszej animowanej komedii wszech czasów. Polscy widzowie musieli wytrzymać ponad miesiąc dłużej niż Amerykanie. Wszyscy znosili męki czekania, jednak zielony Ogr do spółki z Osłem wreszcie wracają na ekrany w całkiem niezłej formie.

Para młodych wraca z podróży poślubnej do swojego przytulnego i milutkiego bagna, jednak małżeństwo ogrów nie zazna długo spokoju. Rodzice królewny Fiony zapraszają ją i Shreka na przyjęcie z okazji ich zaślubin. Wszystko byłoby jak z bajki, gdyby nie to, że rodzice Fiony nie wiedzą, że ich córka i zięć są zielonymi stworami. Nikt jednak nie powiedział, że małżeństwo to cudowna instytucja. W części drugiej pojawia się wiele barwnych postaci. Latynoski Kot w butach, intrygancka Matka Chrzestna, jej lalusiowaty synuś Książę z Bajki oraz władcy Zasiedmiogórogrodu, czyli rodzice Fiony.

Druga część zdecydowanie różni się od pierwszej pod wieloma względami. Oryginalny Shrek to baśniowa opowieść z krwi i kości, gdzie głównym motywem jest uwolnienie królewny i gdyby nie komediowa konwencja czułbym się jak na starym disneyowskim filmie. Akcja jedynki była niezwykle prosta bez zwrotów akcji i zawirowań. Scenariusz dwójki mógłby spokojnie robić za historię sensacyjną. Świetnie zbudowane jest napięcie, bajkowy świat przekształca się w iście amerykański klimat, a zwroty akcji są nieustanne. Dwójkę można nazwać też mniej śmieszną. Może wynika to z tego, że przeważa tu komizm sytuacyjny, a nie słowny, a może to po prostu wina zbyt małej roli osła, której w ogóle nie wynagradza Kot w butach (przynajmniej jest tak w polskiej wersji językowej). Jednak braki komediowe nadrabia wspomniany już przeze mnie scenariusz, więc gdybym wybrał się na "Shreka 2", nie mając świadomości tego, co zrobiła na świecie część pierwsza, pewnie wyszedłbym z kina bardziej zadowolony.

Polski dubbing znów nie zawiódł. Zamachowski i Stuhr nie zdążyli stracić formy przez kilkadziesiąt miesięcy. Osioł nadal śmieszy najbardziej. Zamachowski świetnie radzi sobie z bagażem emocjonalnym przeznaczonym dla jego postaci. Przy tych dwóch gwiazdach w polskiej wersji językowej blado, co nie znaczy źle, wypada Wojciech Malajkat (Kot w butach). W moim odczuciu lepiej wypadłby w tej roli Bogusław Linda, który kojarzy się w Polsce z twardzielem i łatwo można by dialogi Kota w Butach dopasować do ról Lindy z "Psów" czy innych hitów z Bogusiem. Jednak szkoda gdybać, bo już nic się nie zmieni. Moim zdaniem do dubbingu najwięcej wnieśli aktorzy podkładający głos do Matki Chrzestnej oraz Harolda, czyli ojca Fiony. Można też pochwalić Wojciecha Manna za świetny głos, który użyczył barmance z oberży, która pojawia się w filmie.

Technicznie dwójka niczym nie ustępuje jedynce, a nawet ją prześciga. Nowe postacie są po raz kolejny cudem komputerowej techniki. Kot w butach do złudzenia przypomina prawdziwego futrzaka, a animowani ludzie są co raz bardziej bliscy realnym. Bardzo podoba mi się też wygląd baśniowego Zasiedmiogórogrodu i fabryki eliksirów magicznych Matki Chrzestnej. Lepsza niż w jedynce jest również muzyka, świetnie nadająca klimat każdej scenie i mówię tu zarówno o piosenkach specjalnie wybranych do "Shreka 2" jak i o kompozycjach Harry'ego Gregsona-Williamsa. Dla mnie jednak prawdziwym hitem jest polska wersja znanego amerykańskiego przeboju, który śpiewa Wróżka Chrzestna, jakiego nie ujawnię, wolę, żeby to dla każdego była niespodzianka. W każdym razie na pewno warto kupić soundtrack z drugiej części przygód ogra.

Jedno jest pewne - "Shreka 2" trzeba zobaczyć. Jest to film na pewno różniący się od pierwszej części, co nie znaczy, że gorszy, może czasem mniej śmieszy, ale na pewno wstydu producentom, reżyserom i innym specjalistom nie przyniósł. A moim zdaniem najlepiej nie słuchać recenzentów, tylko samemu po prostu obiektywnie ocenić to, co zobaczy się na ekranie. Ja oceniam w miarę pozytywnie, choć nie powiem, że różnych potknięć nie zauważyłem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 15% uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).
zebro
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o