Recenzja gry 1-2-Switch (2017)

Symulator patrzenia w oczy

Wraz z pojawieniem się na sklepowych półkach nowej konsoli Nintendo wyposażonej w kontrolery ruchowe nie mogło zabraknąć wykorzystującej ją gry.
Filmweb sp. z o.o.
Wraz z pojawieniem się na sklepowych półkach nowej konsoli Nintendo wyposażonej w kontrolery ruchowe nie mogło zabraknąć wykorzystującej ją gry. Tym razem jednak Wielkie N nie powtórzyło rozwiązania z Wii, gdzie w pudełku z konsolą znajdowała się płytka z grą, ale zdecydowało się sprzedawać "1-2-Switch" jako oddzielny produkt. Szok, niedowierzanie, koniec legendy? Nie, to całkiem przemyślany ruch.

photo.title

"1-2-Switch" to zbiór 28 zabaw imprezowych, w pełni wykorzystujących tkwiący z niepozornych Joy-Conach potencjał. Tym, co jednak odróżnia je od wszystkich poprzednich gier ruchowych, jakie widzieliśmy, jest przeniesienie akcji z ekranu telewizora na samych graczy. Praktycznie wszystkie minigry w "1-2-Switch" proszą przed każdym uruchomieniem, abyśmy nie patrzyli w ekran, a w oczy naszego przeciwnika. Możemy oczywiście zignorować te zalecenie, jednak nie da nam to żadnej przewagi, ponieważ na ekranie nie wyświetla się w tym czasie nic, co mogłoby pomóc w wygraniu pojedynku. Co więcej, patrzenie prosto w oczy naszemu oponentowi okazuje się najtrudniejsze w całej zabawie i wymaga niezłego skupienia.

Znajdujące się w "1-2-Switch" minigry są różne – albo super, albo gnioty. Nie ma sensu opisywać każdej z nich z osobna. Skupmy się nad tym, co udało się Nintendo najlepiej i co zupełnie im nie wyszło. 

photo.title

"Quick Draw" i jego rozbudowana wersja "False Draw" to klasa sama w sobie. Stajemy na przeciw oponenta, trzymamy skierowanego w dół Joy-Cona, a kiedy usłyszymy komendę, wyciągamy nasz wirtualny pistolet w stronę przeciwnika i pociągamy za spust. Kto celniej i szybciej odda strzał, wygrywa. "False Draw" potrafi nas dodatkowo podpuszczać, rzucając błędne komendy. Kolejny imprezowy hit to "Milk", czyli dojenie krowy. Choć mało w tym głębi, to wierzcie mi – specyficzne ruchy, które każe wykonywać nam gra, zainteresują wszystkich. Rewelacyjnie wypada też "Ball Counting", w którym przechylając Joy-Cona, musimy policzyć, ile znajduje się nim kulek. Żadna inna gra tak dobrze nie pokazuje możliwości HD Rumble; każdy, kto chwytał kontroler w rękę, był w stanie przechylając go, poczuć turlające się w środku kulki. Zabawne, choć wymagające więcej precyzji jest "Treasure Chest", w którym obracając w rękach kontroler, odwijamy zaplątany na skrzyni łańcuch. Jest to też jedna z gier, proszących o patrzenie na ekran telewizora. Swoją jedną minigrę dostała również wbudowana w prawy Joy-Con kamera na podczerwień. "Eating Contest", bo o niej mowa, wymaga od nas przyłożenia kontrolera do ust i udawania, że coś jemy – kamera zlicza nasze ruchy i pokazuje nam na koniec, ile kanapek zjedliśmy.

photo.title

Niestety, nie wszystkie dają tyle zabawy. "Baby" polegające na wyjęciu Switcha z docka i bujaniu go do snu, jest po prostu dziwne i nie byliśmy w stanie do końca zrozumieć, co gra tak naprawdę zlicza. "Baseball" jest nieprecyzyjny i w tym przypadku przydałaby się jakaś animacja na ekranie, a "Boxing Gym" polega na nudnym "simon says…". Podobnie jak wyglądający żenująco z boku "Dance Off" czy polegający na obracaniu kontrolerów na stole "Joy-Con Rotation". Podsumowując jednak, z 28 wchodzących w skład "1-2-Switch" gier bawiłem się świetnie przy osiemnastu, a pozostałe dziesięć nauczyłem się szybko omijać podczas skakania po menu gry.

Zaskakujące dla wielu graczy podczas pierwszego kontaktu z "1-2-Switch" mogą być filmiki wprowadzające do minigierek nagrane z prawdziwymi aktorami. Swoją rolę spełniają perfekcyjnie, dokładnie tłumacząc i pokazując nam o co chodzi, jednak to, jak wyglądają, woła o pomstę do nieba. Najlepiej opisuje je modne ostatnio w internecie angielskie słowo "cringe".

photo.title

Nintendo podjęło słuszną decyzję, nie dołączając "1-2-Switch" do konsoli. Gra, choć naprawdę nieźle spisuje się na imprezach, mogłaby bezpośrednio sugerować klientom, że Nintendo Switch to kolejna zabawka dla niedzielnych graczy, na którą czasami wyjdzie coś większego. Kupując gołą konsolę, sami decydujemy, czym dla nas będzie to urządzenie – miejscem do hardkorowego zarywania nocek przy "Zeldzie", centralą imprezowych zabaw czy też jednym i drugim. Samo "1-2-Switch"nie jest jednak złe i wciąż, prawie dwa miesiące od premiery, włączamy je, aby powygłupiać się ze znajomymi. Poczekajcie jednak na obniżkę ceny do akceptowalnego, dwucyfrowego poziomu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Marcin Dąbkowski
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra
o