Recenzja filmu Pod Mocnym Aniołem (2014)
Wojciech Smarzowski

Trzydzieści osiem milionów powodów

W historii polskiego kina wyróżnia się kilka ważnych nurtów, takich jak kino moralnego niepokoju lat 70. i 80. czy kino popularne lat 80. W XXI wieku można posunąć się do stwierdzenia, że za ...
Filmweb sp. z o.o.
W historii polskiego kina wyróżnia się kilka ważnych nurtów, takich jak kino moralnego niepokoju lat 70. i 80. czy kino popularne lat 80. W XXI wieku można posunąć się do stwierdzenia, że za sprawą Wojciecha Smarzowskiego mamy do czynienia z indywidualnym filmowym nurtem, który można by nazwać kinem terapeutycznym. Oto bowiem urodzony w Korczynie twórca kręci filmy, których seans jest niejako wspólną, narodową psychoterapią, możliwością spojrzenia z boku na bolesną rzeczywistość, która potrafi przerazić. Alkoholu, który jest głównym tematem "Pod Mocnym Aniołem" w filmach Smarzowskiego nie brakowało nigdy, ale był on raczej elementem tradycji, a nie problemem urastającego do tragedii. Opierając scenariusz na prozie Jerzego Pilcha, Smarzowski bierze na warsztat, jak sam przewrotnie mówi "polski sport narodowy", i dokręca śrubę.

Bohaterem filmu jest Jerzy – pisarz-alkoholik w średnim wieku. Całkowicie oddając się nałogowi, którego rozwoju nie jest w stanie powstrzymać, raz za razem trafia na oddział deliryków, aby po pewnym czasie w niezłej formie go opuścić i ponownie zawitać do baru "Pod Mocnym Aniołem". I tak toczy się zarówno życie bohatera, jak i fabuła filmu. Picie, picie, picie, oddział deliryków, historie alkoholików o piciu, picie, picie, oddział deliryków, picie. Zamknięty piekielny krąg, którego ledwo tlącym się światełkiem jest miłość, dla której można przestać pić?


"Nie ma filozofii picia, jest tylko technika picia" - mówi Kolumb (Jacek Braciak) - jeden z pacjentów oddziału. A potem zostaje już tylko picie, bo choć książkę Pilcha można traktować jako filozoficzną rozprawę o upadku, to film jest wyłącznie tego upadku brutalnym obrazem. Obrazem, na który ciężko patrzeć, choć obserwujemy go na co dzień. Upodlenie goniące upodlenie, dno staczające się w jeszcze większe dno. Smarzowski nie uznaje kompromisów. Pokazuje świat choroby, którą każdy doskonale zna, ale nikt nie chce widzieć. Choroby pełzających we własnych odchodach i pływających w rzygowinach przegranych żyć. Świateł, które zgasły utopione w kolejnym kieliszku.

Nałóg nie jest tu wybiórczą skazą, przez którą cierpią nielicznie przeklęci. Nałóg jest wszędzie, w każdym, zawsze. Niezależnie od statusu społecznego, zawodu, wieku, płci – PIJE KAŻDY! I chyba to jest najbardziej przerażające w tym ekranowym zwierciadle rzeczywistości. Nie odrażające historie "klasyków", lecz fakt, iż "debiutanci", których tak szybko ubywa, z nieświadomą łatwością mogą się "klasykami" stać. "Piję, kiedy wypijam pierwszy kieliszek, i piję, kiedy wypijam ostatni kieliszek, wtedy piję tym bardziej, ponieważ ostatniego kieliszka nie wypiłem nigdy". Alkoholizm nie jest wyborem. Alkoholizm jest prawdą, która niczym zmutowany gen przekazywana jest z krwiobiegu do krwiobiegu, z pokolenia na pokolenie. I nie ma przed nim ucieczki, ale jest nadzieja – "ona", miłość spod bankomatu.

Nie można jednak nie zauważyć, że największą wartość filmu, czyli obecność w nim powieści Pilcha, może być również jego największą wadą. "Pod Mocnym Aniołem" to bowiem dzieło kompletne wyłącznie w syntezie z literackim pierwowzorem. Bohaterem filmu jest poniekąd sam Pilch, a silnym tłem fabularnym - literatura. Nie może być inaczej, gdy za barem stoi sam Bukowski, a w tle słychać cytaty mistrzów "alkoholowej literatury". "Pije pan w przerwach między pisaniem czy pisze w przerwach między piciem?" - pyta Jerzego Doktor Granada (Andrzej Grabowski). I to właśnie literatura zarówno Pilcha, jaki i przez Pilcha opisana jest drogowskazem w krętym, fabularnym labiryncie, który aplikuje Smarzowski. Niestety jej nieznajomość może doprowadzić do o wiele mniej zintensyfikowanych, ekranowych doznań.


Narracja prowadzona jest w sposób całkowicie nielinearny, a jedyną stałą fabularną jest chaos będący odzwierciedleniem nałogu i oczywiście sam alkohol. Akcja przeskakuje między życiem Jerzego, jego alkoholowymi wizjami i rojeniami, opowieściami "mieszkańców" oddziału deliryków i sekwencjami krótkich "terapeutycznych spowiedzi", w których bohaterowie zwracają się wprost do kamery. Każdy fragment dzieli charakterystyczny dla Smarzowskiego, ostry, wręcz brutalny montaż. Wypowiedzi ucięte w połowie, niedokończone myśli i szybkie przebitki w połączeniu z nietuzinkowym filmowaniem, łączącym kadry niemal dokumentalne z dobitną dosłownością, dają efekt ładunku, który na półtorej godziny wciska w fotel.

Obsadzony w głównej roli Robert Więckiewicz jest niczym wirtuoz-przewodnik oprowadzający po kolejnych kręgach alkoholowego piekła. Zarówno fizycznie, jak i mentalnie mistrzowsko przechodzi następne stadia wyniszczenia, upodlenia, przegranego życia. Jest piciem i niepiciem, diabłem i aniołem, nałogiem i jego nienawiścią. Tym samym jeszcze dobitniej ugruntowuje reputację aktorskiego geniusza. Jak zawsze u Smarzowskiego świetnie prezentuje się jego "stała ekipa": Jacek Braciak, Kinga Preis, Marcin Dorociński, Arkadiusz Jakubik, Marian Dziędziel, Lech Dyblik.

"Pod Mocnym Aniołem" to nie tylko żywy dowód na to, że w Polsce znajduje się prawie dwieście razy więcej sklepów monopolowych niż w Szwecji i Norwegii razem wziętych. To film, którego ogólny odbiór może się różnić w zależności od sposobu przygotowania do seansu, bo niestety takowe należy poczynić. Niemniej z całą pewnością uświadamia, że prawie nikt już nie jest "debiutantem", a obraz zgrozy i obrzydzenia, na który po seansie nie chce się patrzeć, w mniejszym czy większym stopniu czeka na ulicy zaraz po wyjściu z kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (69 głosów).
Aldo_Raine
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie