Recenzja filmu Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej (2006)
Larry Charles

Uniwersalny "obrażacz"? Dla każdego coś (nie)miłego!

"Borat" od samego początku był przewidziany jako projekt skandalizujący. Pamiętacie "Ali G Indahouse"? Ten sam człowiek, Sacha Baron Cohen, i to samo poczucie humoru, uderzające w widza z potęgą ...
Filmweb sp. z o.o.
"Borat" od samego początku był przewidziany jako projekt skandalizujący. Pamiętacie "Ali G Indahouse"? Ten sam człowiek, Sacha Baron Cohen, i to samo poczucie humoru, uderzające w widza z potęgą huraganu, mogą zabić każdego. Jedni uśmieją się na śmierć, a inni z obrzydzenia wyzioną ducha. Silniejsze jednostki mają ewentualnie szansę na wyjście z kina ze zmieszaną miną, gdyż tak naprawdę nie będą pewne, co też przed chwilą widziały. "Borat" to również przykład filmu, do którego trafnie dobrano kampanię reklamową. "Oto film, który jest w stanie obrazić każdego" - dumnie głosiły plakaty. Cóż, autorowi tych słów należy się nagroda za trafne podsumowanie całego obrazu w jednym prostym zdaniu.

Czym jest więc Borat? A raczej kim? Jak głosi fama, jest to jedna z najważniejszych person w całym Kazachstanie. Jest to również reporter krajowej telewizji, który wraz ze swym producentem i kamerzystą wyrusza na zbawczą misję do USA, by zaczerpnąć wzorce od zachodnich "sąsiadów". W ramach hołdowania stereotypom, Borat nie za bardzo rozumie pojęcie "cywilizacja" (podobnie zresztą, jak pozostali Kazachowie ukazani w filmie). O toalecie nie słyszał, humanitaryzm to wyraz zbyt trudny, by go pamiętać, a higiena to coś, czym zajmują się inni. Motywem przewodnim całego paradokumentu jest konfrontacja tego przerysowanego braku obycia z "wysoką, amerykańską kulturą".

Efekt, który ukazał się widzom na srebrnym ekranie, jak już wspomniałem, podbił serca jednych, innym nakazując szybkie wyjście z kina w celu pokazania swojego stanowczego protestu przeciw tego typu produkcjom. Mieszkańcy Kazachstanu zostali ukazani mniej więcej na kształt nieokrzesanych zwierząt (może trochę demonizuję, ale w mojej skromnej opinii nie mijam się za bardzo z prawdą), a Amerykanie... Zgadniecie? Tak, brawo! Naród półgłówków i idiotów! Standard, znany nam już w pewnym stopniu z, między innymi, produkcji Michaela Moore'a. Osobiście jestem już znudzony takim podejściem do sprawy, ale cóż - widać, że zapotrzebowanie na tego typu karykaturalne produkcje wciąż nie chce zmaleć.

Humor, zaprezentowany w "Boracie", zdecydowanie nie jest wysokich lotów. Nie da się opędzić od dowcipów: rasistowskich, seksistowskich, o fekaliach etc. Cóż, wolę nie oceniać za bardzo zawartości merytorycznej większości dialogów, gdyż, jak to się ładnie mówi, "co komu pasuje". Osobiście przyznam, że kilka gagów mnie szczerze rozbawiło, ale większość jednak w ogóle nie zdołała trafić w moje gusta. Zawiodłem się natomiast pointą, która tak naprawdę nie wynikała za bardzo z przedstawionych przez autorów wydarzeń.

Do plusów można zdecydowanie zaliczyć wykonanie techniczne. Po pierwsze, stylizacja jest naprawdę trafiona i, jeśli ktoś nie czytał o "Boracie" przed pójściem na seans, może przez długi czas trwać w przekonaniu, że... ogląda prawdziwy dokument. Sacha Baron Cohen w żadnym stopniu nie przypomina swojej poprzedniej kreacji, Alego G, a Ken Davitian (odtwórca roli producenta) robi bezbłędnie autentyczne wrażenie. Ponadto zdecydowanie sprawnie poradzono sobie z montażem i doborem materiału. W filmie nie ma żadnych widocznych przestojów, dzięki czemu czas mija względnie przyjemnie (chyba że jest się zagorzałym przeciwnikiem niskiego poczucia humoru).

Uznałem, że wypada jeszcze odpowiedzieć na pytanie, czy czuję się obrażony zawartością "Borata", skoro we wstępie poruszyłem ten temat? Cóż, może nie dosłownie, ale pewne mieszane uczucia mi jednak pozostały (chociażby po scenie krzyżowania Żyda, która niespecjalnie trafiła w moje poczucie humoru). Czy warto więc iść na film, z góry narażając się na, na przykład, urażenie uczuć religijnych? Cóż, na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Osobiście jestem zadowolony z seansu, gdyż było to kolejne przeżycie kinematograficzne. Jest to również propozycja na tyle ciekawa, że warto ją rozważyć podczas przeglądania repertuaru (czy, zapewne niebawem, zasobów DVD). Z góry jednak zaznaczam, że... ostrzegałem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 54% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
KoZa
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)