Recenzja filmu Cesarzowa (2006)
Yimou Zhang

Upadek dynastii Tang

Po sukcesach "Hero" i "Domu latających sztyletów" Zhang Yimou pozostał w konwencji kina kostiumowego, lecz tym razem zrezygnował z elementów podniebnego baletu (a przynajmniej zepchnął je na ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Cesarzowa (2006)
Po sukcesach "Hero" i "Domu latających sztyletów" Zhang Yimou pozostał w konwencji kina kostiumowego, lecz tym razem zrezygnował z elementów podniebnego baletu (a przynajmniej zepchnął je na trzeci plan) na rzecz klasycznego dramatu historycznego z elementami batalistycznymi. "Cesarzowa" to monumentalny epos, przywodzący na myśl szekspirowskie dramaty Kurosawy i zrealizowany według tych samych prawideł co najlepsze chińskie filmy kostiumowe początku ubiegłej dekady. Dzieło Yimou, reklamowane jako najdroższe przedsięwzięcie w historii chińskiej kinematografii, onieśmiela przepychem już od pierwszych minut, sprawiając, że świadomość zawrotnych pieniędzy wyłożonych na produkcję nie opuszcza nas nawet przez chwilę. Bajkowe, bogato zdobione wnętrza i emanujące kolorami kostiumy są więc niemym, ale i bardzo dostrzegalnym bohaterem tego filmu. Co ciekawe, miast przytłaczać, akcentują tylko aktorów.

Pośród tej porywającej otoczki rozgrywa się wielowątkowy dramat z udziałem rodziny cesarskiej, pełen spisków i sekretów, które kolejno dane jest nam odkrywać. Zgrabnie poprowadzona narracja stopniowo wzmaga dramaturgię i podsyca oczekiwanie na porywający i od początku nieuchronnie tragiczny finał. I to właśnie na finiszu film wymyka się z rąk Yimou, podobnie jak wcześniej "Dom latających sztyletów". Tam raziła przesadna alegoria zaserwowana w ostatnich minutach, tutaj jest to podobny brak umiaru, ale już pod postacią samych wydarzeń, których natłok w ostatnim kwadransie psuje nieco efekt końcowy.

W całej tej wielowątkowej intrydze pierwsze skrzypce gra dawna muza reżysera, Gong Li, równie olśniewająca co za swych najlepszych lat; w roli cesarzowej dumna i dostojna, ale i wyzywająco piękna, wspaniale wyglądająca w złocistych kostiumach. Jej partnerem jest inna ikona kina azjatyckiego, Chow Yun-Fat, tutaj zdecydowanie bardziej powściągliwy w wyrażaniu emocji niż można by tego oczekiwać, ale za to jakże inny od ról z którymi jest powszechnie kojarzony. Cesarskiej parze równego kroku dotrzymuje młode pokolenie aktorskie; wystarczy tu wspomnieć świetnych Liu Ye czy Jay Chou. Doborowa obsada jest zresztą kluczem do sukcesu "Cesarzowej", bo to właśnie świetnie zagrane postacie, poprzez swoją wielowymiarowość budują całe napięcie i budzą największe emocje.

Zhang Yimou nie serwuje nam jednak niczego nowego, bo jego nowy film to po prostu utrzymany w podniosłym tonie, ładnie zrealizowany dramat "szekspirowski", których kino trochę już zna. Faktem pozostaje jednak, że "Cesarzowa" to wspaniały powrót do tradycji dumnego dramatu kostiumowego, którego w kinie azjatyckim w ostatnich latach brakowało. Porównań z dawnymi, pełnymi politycznych podtekstów dziełami Kaige'a czy właśnie Yimou, "Cesarzowa" pewnie nie wytrzyma, ale nie zmienia to faktu, że jest to przejmująca, pełna wizualnego rozmachu i emocji opowieść.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 19% uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).
eon_blue
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o