Recenzja filmu Mr. & Mrs. Smith (2005)
Doug Liman

W małżeństwie jak na wojnie

"Uprawiaj miłość, nie wojnę" - tak brzmiało jedno z amerykańskich haseł propagandowych lat 60-tych. Jego autor nie wiedział zapewne, że miłość czasami może być jak wojna… jak wojna na śmierć i ...
Filmweb sp. z o.o.
"Uprawiaj miłość, nie wojnę" - tak brzmiało jedno z amerykańskich haseł propagandowych lat 60-tych. Jego autor nie wiedział zapewne, że miłość czasami może być jak wojna… jak wojna na śmierć i życie. Przekonali się o tym Jane i John - bohaterowie najnowszej komedii sensacyjnej "Mr. & Mrs. Smith".

Film amerykańskiego reżysera Douga Limana (twórcy między innymi "Tożsamości Bourne'a", "Go") reklamowany jest jako "największy przebój lata!". Jest to ocena mocno na wyrost; w rzeczywistości "Mr. & Mrs. Smith" to porządna komedia pomyłek i niedopowiedzeń.

John i Jane Smith to typowe, amerykańskie małżeństwo "z pięcio- lub sześcioletnim stażem". Żyją sobie oni spokojnie na przedmieściach ogromnej aglomeracji, mają zwyczajnych sąsiadów, codziennie rano wymykają się do pracy… Na pozór rutyna i nuda, ale rzeczywistość jest zgoła inna, bowiem małżonkowie wykonują w tajemnicy przed sobą zupełnie inny zawód - są płatnymi mordercami pracującymi dla konkurencyjnych agencji. Co więcej znają się na swoim fachu bardzo dobrze i lubią tę robotę. Jednak podwójna tożsamość musi w końcu prowadzić do nieuniknionego konfliktu. I prowadzi! Każdy z małżonków dostaje zadania zlikwidowania… swojego partnera/partnerkę. Rozpoczyna się zabójcza gra, z której pozornie tylko jedno z nich może wyjść cało…

Scenariusz filmu oparty jest na prostym i znanym motywie kłótni w małżeństwie. Nie mamy jednak do czynienia ze zwykłą sprzeczką, ale z regularną wojną na śmierć i życie. Ostre słowa zostały w "Mr. & Mrs. Smith" zastąpione prawdziwym arsenałem - od zwykłych noży, aż do granatów, bomb i bazook. "Akcesoria" te gwarantują wiele szalonych strzelanin i walk "cieszących oko" widza. Aby jednak bawić się naprawdę dobrze, musimy zaakceptować liczne nielogiczności obecne w filmie.

W rolach głównych zobaczymy Brada Pitta i Angelinę Jolie - obecnie chyba najpiękniejszą parę w Hollywood. Sławni aktorzy zagrali dobrze, choć zdecydowanie lepiej radzili sobie w filmach sensacyjnych i historycznych. Być może komedia to nie gatunek filmu, w którym Brad i Angelina czują się najlepiej. Niekwestionowanym bohaterem drugiego planu jest Vince Vaughn grający przyjaciela Pana Smitha - Eddiego. Aktor znakomicie wcielił się w graną przez siebie postać, którą z pewnością polubią widzowie. Eddie jest bowiem (mimo wykonywanego zawodu - mordercy) człowiekiem strachliwym i mało opanowanym, co prowadzi do dużej ilości śmiesznych scen.

Komizm w filmie oparty jest głównie na gagach sytuacyjnych. Mnóstwo niedopowiedzeń oraz sekwencje, w których małżonkowie mimo tak długiego stażu dopiero teraz zaczynają dowiadywać się czegoś o sobie wywołują niewymuszony uśmiech.

Pysznie wyszła sekwencja pierwszej kolacji po tym, jak skrywana przez tyle lat prawda wreszcie wyszła na jaw. Niezdecydowanie małżonków czy walczyć, czy udawać, że nic się nie stało może autentycznie rozbawić.

Niesamowite popisy kaskaderskie, wielkie wybuchy, dopracowane efekty specjalne to niekwestionowane zalety filmu. Warta zobaczenia jest scena pościgu po autostradzie. Choć dużo jej brakuje do szalonej gonitwy drogami Matrixa (w "Matrix: Reaktywacja") sekwencja ta jest prawdziwą "ucztą dla oczu". Widać, że twórcy nie szczędzili pieniędzy i… samochodów.

"Mr. & Mrs. Smith" można z czystym sercem polecić na sierpniowe upały. Nie zawiodą się Ci, którzy oczekują przede wszystkim kina akcji, a więc efektownych "rozwałek" i strzelanin. Zadowoleni z kina wyjdą również widzowie, którzy oprócz pościgów chcą się również trochę pośmiać. Na osłodę jest jeszcze piękna Angelina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)