Wiek miłości

Nazwisko reżysera filmu "Miłość po francusku" fanom romantycznych komedii jest zapewne obce. Nic dziwnego, bowiem do tej pory David Moreau preferował krwawe jatki ("Oni") i nieudolne remaki azjatyckich horrorów ("Oko"). Filmy te zrealizował jednak we współpracy z Xavierem Paludem, a tym razem postanowił zadziałać solo i pokazać swoją łagodniejszą stronę.

Bohaterką "Miłości po francusku" jest zbliżająca się do czterdziestki rozwódka Alice, która poświęciła się dla kariery. Niestety praca w magazynie modowym jest niewdzięczna, konkurencja o stanowisko redaktorki naczelnej zacięta i Alice szybko orientuje się, że jest zagrożona. Jej konkurentka jest młodsza, trzyma rękę na pulsie najnowszych technologii i wie, jak wykorzystać łóżko do promocji własnej osoby. Na szczęście w życiu Alice przypadkowo pojawił się student o wdzięcznym imieniu Balthazar. W wyniku nieporozumienia Alice zostaje posądzona o uwiedzenie młodziaka, co nagle zwiększa jej notowania w oczach szefostwa. Kobieta rozpoczyna więc grę pozorów. Ale serce nie sługa i to, co zaczyna się jako gra, wkrótce przemienia się w coś zupełnie innego...

Moreau w wersji "lite" pozytywnie zaskakuje. Co rzecz jasna nie jest wielką sztuką, "Oko" było bowiem kompromitująco słabym filmem. Opowiadanie o miłości wychodzi reżyserowi znacznie lepiej. Historyjka jest lekka i przyjemna, a dwoje bohaterów uroczych i sympatycznych. Oczywiście w filmie nie ma nic nadzwyczaj oryginalnego. Podobnych opowieści powstaje na całym świecie setki, jeśli nie tysiące. Ta też raczej w niczyjej pamięci na dłużej nie zagości. Zaletą "Miłości po francusku" jest to, że kiedy trwa nie nudzi, poprawia humor, a przy okazji w mało inwazyjny sposób walczy z seksistowskimi podwójnymi standardami dotyczącymi związków z dużą różnicą wieku.

Siłą reżysera jest to, że niczego nie zepsuł. Prawdziwym skarbem komedii są odtwórcy głównych ról. Virginie Efira to etatowa gwiazda komedii romantycznych, którą mogliśmy oglądać w Polsce chociażby w "Tylko nie miłość". Role sympatycznych, zabieganych kobiet sukcesu mogłaby grać z zamkniętymi oczami i przez sen. Pierre Niney tryska młodzieńczym zapałem i urokiem. Jego gwiazda dopiero zawisła na kinowym firmamencie i zapewne szybko będzie się wznosić. Oboje tworzą bardzo zgraną parę, dzięki czemu podbiją serca niejednego romantyka.

Moreau dobrze zrobił, że się przekwalifikował. W ten sposób wrócił na właściwe artystyczne tory. "Miłość po francusku" to obraz mało ambitny, ale stanowić może idealny fundament do budowania stabilnej filmowej kariery.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (43 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
6/10 niezły

komentarze

pozostało 255 znaków
  • nataliadz

    Recenzja bardzo dobra. Ze swojej strony bardzo film polecam: lekki i przyjemny- idealny na popołudnie po pracy.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true