Recenzja filmu Bon voyage (2003)
Jean-Paul Rappeneau

Wojenne wzloty i upadki

?Bon voyage? to najnowszy film Jean-Paula Rappeneau. Zdobył on aż 11 nominacji do Cezarów 2004 ? francuskiej nagrody filmowej, odpowiednika amerykańskiego Oskara. Reżyser słynnego ?Cyrano de ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Bon voyage (2003)
?Bon voyage? to najnowszy film Jean-Paula Rappeneau. Zdobył on aż 11 nominacji do Cezarów 2004 ? francuskiej nagrody filmowej, odpowiednika amerykańskiego Oskara. Reżyser słynnego ?Cyrano de Bergeraca? przedstawił w nim skomplikowaną, wielowątkową historię grupki Paryżan w pierwszych dniach niemieckiej okupacji Francji w czerwcu 1940 roku. Przeplatają się w niej dramat, komedia, sensacja i romans. Wszystko podane zostało w doskonałej formie z niesamowitym poczuciem dystansu wobec tamtych wydarzeń. Ogromne poświęcenie Rappeneau i ekipy współpracujących z nim filmowców zaowocowało powstaniem znakomitej opowieści.

Akcja filmu rozpoczyna się w roku 1939. Młody pisarz Frederic (Gregori Derangere) po uszy zakochany w gwieździe filmowej ? Viviane Denvers (Isabelle Adjani), zostaje niesłusznie oskarżony o zamordowanie hrabiego Aprela. Trafia za kratki. Kilka miesięcy później w czasie niemieckiej ofensywy na Paryż rząd francuski podejmuje decyzję o ewakuacji więzień. Fredericowi udaje się uciec dzięki pomocy współwięźnia Raoula (Yvan Attal). Obaj podobnie jak tysiące rodaków kierują się na południe kraju. W pociągu poznają Camille (Virginie Ledoyen), młodą asystentkę profesora Kopolskiego (żydowski fizyk) z College de France. Trójka bohaterów wysiada w Bordeaux, do którego ściągnęła cała paryska śmietanka towarzyska z najwyższymi władzami na czele. Na jednej z ulic Frederic spostrzega Viviane, jadącą samochodem u boku nowego kochanka ? ministra Beauforta (Gerard Depardieu). Postanawia dowiedzieć się, dlaczego okłamała go w sprawie śmierci hrabiego Aprela. Tymczasem Camille i profesor Kopolski próbują wywieźć z zagrożonej okupacją Francji pewną substancję chemiczną, niezbędną dla przeprowadzenia reakcji jądrowej. Swoją pomoc oferuje im Raoul. Ich tropem podążają niemieccy szpiedzy?

Ten pokrótce przedstawiony zarys fabuły nie oddaje w pełni kunsztu scenariusza ?Bon voyage?. Powstał on jako efekt pracy zespołowej aż pięciu osób. Jednak najwięcej do powiedzenia w tym gronie miał jego główny pomysłodawca i zarazem reżyser filmu ? Jean-Paul Rappeneau. Wielowątkowość fabuły ?Bon voyage? przypomina kino Roberta Altmana i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest to naprawdę mistrzowsko prowadzona opowieść. Znajdziemy w niej historię miłosnego zaślepienia, dojrzewania, tchórzostwa, egoizmu i wygodnego życia, heroizmu i poświecenia. Dorzućmy do tego kalejdoskop postaw Francuzów wobec wojny z Niemcami ? do konspiracyjnej walki, przez obojętność, tchórzostwo, uległość, a skończywszy na kolaboracji i szpiegostwie.

Ten film pokazuje nieznane nam bliżej fakty dotyczące tego okresu w historii Francji. W tłumie kręcących się po Bordeaux ludzi spotykamy generała Charlesa de Gaulle?a i marszałka Philppe?a Petaina (16 czerwca 1940 r. został premierem). Możemy przez chwilę przyjrzeć się obradom Zgromadzenia Narodowego, posiedzeniu nowego gabinetu rządowego. Ale te sceny są jedynie epizodami głównego wątku. Postacią spajającą wszystkie wydarzenia i postaci filmu jest Frederic. To młody idealista, naiwnie wierzący w szczerość słów swej ukochanej Viviane. Ona jednak przedkłada światowe życie nad uczucie biednego pisarza, nie zamierzając rujnować swej świetlanej przyszłości. Na jego drodze staje piękna Camille, która z oddaniem walczy o pomyślny wyjazd profesora Kopolskiego. Niczego nie udaje, jest bezpośrednia, po cichu podkochuje się we Fredericu. To ona ma szansę by odmienić jego życie.

Jedną z największych zalet filmu Rappeneau jest to, że opowiadana przez niego historia niesamowicie wciąga już od pierwszych scen. Pomimo chaosu wojny i jej dramatu, który pokazuje w drugim planie, obraz ten jest doskonałą komedią. To taka francuska specialite ? umieć opowiadać o rzeczach trudnych, czasem bolesnych w pozbawiony patosu sposób. Zupełne przeciwieństwo kina amerykańskiego. A śmiesznych sekwencji w ?Bon voyage? nie brakuje. Są one przede wszystkim związane z zachowaniem wyższych sfer w luksusowym hotelu Splendide w Bordeaux. Nieodrodną przedstawicielką tego światka jest diva Viviane, zmieniająca kochanków jak rękawiczki.

Film ten nie zachwycałby z pewnością tak bardzo gdyby nie zagrali w nim znakomici aktorzy. Największe oklaski należą się Isabelli Adjani, która przez ostatnie kilka lat była nieobecna na kinowych ekranach. Powraca z rolą wymarzoną, w nietypowej dla siebie komediowej konwencji. Jej Viviane to zagubiona w kłamstwach i pozorach kobieta, która nie chce zrezygnować z osiągniętej pozycji gwiazdy nawet za cenę upokorzeń. Adjani doskonale sportretowała neurotyczną i zmanierowaną postać aktorki, która nie potrafi oddzielić prywatnego życia od swych scenicznych wcieleń. Mistrzostwo ? nic dodać, nic ująć. Chciałbym jeszcze wyróżnić Gregoriego Darangere?a, na którego barki spadł obowiązek zagrania głównego bohatera filmu ? Frederica. Nie mniejsze słowa uznania należą się Gerardowi Depardieu, który przyzwyczaił już nas do swej świetnej artystycznej formy, jak i nadziei francuskiego kina ? Virginie Ledoyen w roli Camilli.

Pochwały nie mogą także ominąć realizatorów wizualnej strony ?Bon voyage?. Przepiękne zdjęcia wybitnego operatora Thierry?ego Arbogasta (m.in. ?Nikita?, ?Leon Zawodowiec?, ?Moja ulubiona pora roku?, ?Czarny kot, biały kot?, ?Femme Fatale?), nie byłyby tak efektowne gdyby nie wysiłek scenografa i twórców kostiumów. To oni nadali filmowi styl lat czterdziestych, a dbałość o szczegóły odtworzyła niepowtarzalny klimat wielkich produkcji filmowych z tego okresu. Rozmachowi inscenizacyjnemu filmu towarzyszy przyjemna dla ucha muzyka, skomponowana przez Gabriela Yareda. Są to najlepsze dźwięki, jakie wyszły spod jego ręki od czasu ?Utalentowanego pana Ripleya?.

?Bon voyage? to produkcja, której możemy pozazdrościć Francuzom. Rappeneau udowodnił, że w niekonwencjonalny i interesujący sposób można opowiedzieć nawet o najbardziej dramatycznych wydarzeniach z historii. A satyryczne potraktowanie tematu dodaje tylko lekkości i finezji opowiadanej historii. Talent, z jakim sfilmowany został ?Bon voyage? zasługuje na najwyższe uznanie. Widać tu efekt zgranej, pełnej pasji pracy wszystkich zaangażowanych w nią osób.

Sławomir Lipowczyk (Pan Li)

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Pan_Li
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły
o