Recenzja filmu Słyszeliście o Morganach? (2009)
Marc Lawrence

Wsi spokojna, wsi wesoła

"Słyszeliście o Morganach?" to opowieść o młodym małżeństwie, państwu Morris. Poznajemy ich w chwili, gdy decydują się zakończyć swój związek. Nie są w stanie przewidzieć jednak, że kolejna ...
Filmweb sp. z o.o.
"Słyszeliście o Morganach?" to opowieść o młodym małżeństwie, państwu Morris. Poznajemy ich w chwili, gdy decydują się zakończyć swój związek. Nie są w stanie przewidzieć jednak, że kolejna "kolacja pojednawcza" zmieni całkowicie ich życie. Przypadkowo staną się świadkami morderstwa, a los rzuci ich tysiące kilometrów od ukochanego Nowego Jorku. Głównym bohaterom przyjdzie odnaleźć się z dala od metra, klaksonów i szumu wielkiego miasta. Będą musieli zmierzyć się z szalonymi kowbojami, dojeniem krów, a przede wszystkim z ciszą, w której spróbują na nowo odnaleźć swoją miłość. Piękna, romantyczna historia. Jest mi więc tym bardziej szkoda, że w każdej minucie filmu towarzyszyło mi uczucie, że już kiedyś widziałam podobną historię.

Przypomnieć można chociażby "Narzeczonego mimo woli", w którym to filmie bizneswoman (Sandra Bullock) zmuszona jest do wyjazdu na Alaskę. Właśnie tam, z dala od wielkomiejskiej dżungli zakochuje się w człowieku, którym jak dotąd pogardzała. W "Słyszeliście o Morganach?" otrzymujemy dokładnie to samo, ubrane dodatkowo w kiepską grę aktorską pary głównych bohaterów.

Meryl (Sarah Jessica Parker) jest mdłą, irytującą kobietą, której hormony szaleją z powodu braku dziecka. Gdzie podziała się bezkompromisowa, ostra, a przede wszystkim wyrazista Carrie Bradshaw z "Seksu w wielkim mieście"? Na dokładkę dostajemy równie nieciekawą postać Paula (Hugh Grant). Aktor ten, który w każdym filmie jest dokładnie taki sam, tutaj również nie zaskakuje. Jego mało błyskotliwe żarty oraz próba uwiedzenia urokiem osobistym dużego chłopca tym razem nie zdaje egzaminu. Dużo bardziej interesujące wydają się być role drugoplanowe, jak chociażby postać Emmy Wheeler (Mary Steenburgen) oraz przede wszystkim Claya Wheelera, granego przez genialnego Sama Elliotta. Po raz kolejny od czasów "Dziewczyn z Dzikiego Zachodu" czy "Byliśmy żołnierzami" udowadnia on, że nie trzeba dostać głównej roli, aby powalić widza charyzmą.

Za scenariusz i reżyserię odpowiedzialny jest Marc Lawrence - specjalista od wszelakich komedii romantycznych. Lekkość, a przede wszystkim radość, którą pamiętamy z "Prosto w serce" zostaje tutaj zastąpiona banałem i nieudanymi żartami. Być może bawią one widzów za oceanem, ale w europejskich realiach zostały przyjęte chłodno. Miłość, o którą walczą bohaterowie, która miała być sednem tego obrazu, została zepchnięta na bok. Na pierwszy plan wysuwa się natomiast skretyniały seryjny morderca, który powalony zostaje podkową (!) oraz mieszkańcy malutkiego miasteczka, którzy nie umieją policzyć do sześciu. Gdzieś wśród tego chłamu plącze się nasza para, która w dojrzałości dorównuje nastolatkom. Oprócz odrobiny finezji podczas pisania scenariusza, zabrakło mi również muzyki. Mamy przecież do czynienia z komedia romantyczną, dlaczego więc nikt nie pomyślał o wypełnieniu tego obrazu również dźwiękiem?

"Słyszeliście o Morganach?" to lekki i łatwy w oglądaniu film. Z czasem jego pretensjonalność jednak zaczyna dokuczać, a pod koniec banał, który widzimy, staje już ością w gardle. Polecam fanom gatunku, którzy pragną spędzić miły wieczór w towarzystwie drugiej połówki, z kieliszkiem wina w dłoni. Na taką okazję, kino tego rodzaju zawsze się przyjmie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
szum_potoku
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie