Recenzja filmu 2046 (2004)
Kar Wai Wong

Wspomnienia są śladami łez

Przed obejrzeniem filmu bałam się, że tym razem reżyser nie sprosta zadaniu i nie zrobi filmu na tak wysokim poziomie, jak jego poprzednie obrazy. Częściowo moje obawy okazały się słuszne, ale i ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa 2046 (2004)
Przed obejrzeniem filmu bałam się, że tym razem reżyser nie sprosta zadaniu i nie zrobi filmu na tak wysokim poziomie, jak jego poprzednie obrazy. Częściowo moje obawy okazały się słuszne, ale i tak uważam, że ten film jest genialny, nawet pomimo tych kilku wad, o których wspomnę później.

A o czym jest film? Generalnie fabuła nie jest zbyt skomplikowana (pomimo tego że przez pierwsze 20 minut kompletnie nie wiedziałam, o co dokładnie chodzi), kolejna historia ludzi, którzy zakochują się albo w nieodpowiedniej osobie, albo po prostu w złym momencie. Film wydaje się kontynuacją "Spragnienionych miłości", ale nie ma tego aż tak dużo, jak by się z początku wydawało. "Wspomnienia są śladami łez" - myślę, że w tych słowach zawarta jest cała treść filmu. Podobnie jak przy innych filmach tego reżysera, tu również mało jest słów, a dużo (jak zwykle) głośnej muzyki, bohaterowie wyrażają swoje uczucia gestami, spojrzeniami, jest dużo niedomówień... Film ogląda się przyjemnie, ale momentami miałam wrażenie, jakby reżyser sam pogubił się w tym ,co robił - nie ma co się dziwić, bo w końcu nad tym filmem pracował 5 lat.

Na początku filmu, padło krótkie wyjaśnienie, czym jest "2046". To miejsce, "gdzie każdy może odzyskać utracone wspomnienia", jest to również tytuł książki, którą pisze Chow. Jednak tak naprawdę myślę, że każdy z widzów znajdzie inną interpretacje "2046".

Jeśli chodzi o aktorów, muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem gry Faye Wong i uważam, że jej rola była zbyt mała. Kobieta jest niesamowita i naprawdę ma duży talent, dla niej nie ma rzeczy niemożliwej, jako android wypadła rewelacyjnie. Zhang Ziyi potrafiła wzbudzić we mnie współczucie do granej przez siebie postaci - mogę więc stwierdzić, że zagrała dobrze. Sam Tony Leung nie miał zbyt dużego pola do popisu. Tu trochę się zawiodłam, ale tak naprawdę, to przewidywałam, że tak może być.

Muzyka fenomenalna, niesamowita i dopasowana idealnie. Myślę, że na ten film warto wydać kilka groszy i obejrzeć go na wielkim ekranie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 10% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)