Z obłędem jej do twarzy

Nihil novi. Darren Aronofsky pozostaje jednym z najuważniejszych kronikarzy ludzkich obsesji. Widzi w nich wieczny żywioł destrukcji, ale i kreacji. Obsesja prowadzi u niego do obłędu, ten zaś bywa tożsamy z geniuszem. W "Czarnym łabędziu" ulubiony motyw reżysera trafia na podatny grunt – jego utwór tematyzuje sztukę, która nie od dziś chadza z obłędem, geniuszem i obsesją pod rękę.

W "Czarnym łabędziu" podążamy śladami baletnicy Niny (Portman). Podążamy dosłownie, gdyż Aronofsky korzysta tu z technik wypróbowanych w "Zapaśniku" i subiektywizuje narrację, omiatając bohaterkę zamaszystymi panoramami lub "zawieszając" kamerę na jej barkach. Ścieżka, którą wydeptuje dziewczyna, wiedzie z domu do teatru. W miejscu pracy czeka na nią morderczy trening, w domu – apodyktyczna matka. Wytresowana dziewczyna panuje nad każdym ruchem i nad każdym gestem. Kompensując matce utraconą karierę, zamienia swoje ciało w precyzyjne narzędzie. I to właśnie obsesja perfekcji stanie się przyczyną jej zguby. Rozerotyzowany trener Leroy (Cassel) tłumaczy dziewczynie, że perfekcja to również umiejętność zatracenia się. Ale Nina, choć na parkiecie wylewa pot, krew i łzy, zatracić się nie potrafi. Gdy w zespole pojawi się wyzywająca Lily (Kunis), a stawką w grze stanie się angaż w otwierającym nowy sezon "Jeziorze łabędzim", bohaterka będzie miała niewiele czasu, by zrzucić białe piórka i dać się uwieść czarnemu łabędziowi.  

"Wstręt" i "Mucha", Polański i Cronenberg. Dwa filmy i dwa nazwiska, z którymi w pierwszej kolejności kojarzy się utwór Aronofsky’ego. Niezwykła emocjonalna intensywność – efekt reinterpretacji klasycznych horrorowych, gotyckich chwytów – to domena Polańskiego. Z kina Cronenberga, pożyczył Aronofsky pojemną metaforykę rozpadu ciała. To oczywiście nie wszystkie tropy – toksyczna relacja między matką i córką przywodzi na myśl "Pianistkę" Elfriede Jelinek, w tle zaś pobrzmiewa nuta feministycznych shockerów w stylu "Pod moją skórą" Mariny de Van. O wielkości artysty nie świadczy jedynie to, że w oparciu o rzeczone nawiązania buduje autonomiczny język. I nawet nie to, że czytane w psychoanalitycznym kluczu dzieło nie rozpada się jak domek z kart. Dawno nie widziałem jednak filmu, który w tak kompletny i fascynujący sposób przekładałby jeden artystyczny język na drugi i opowiadał za pomocą obrazu o czymś możliwym do uchwycenia tylko w tańcu. W balecie Aronofsky’ego nie ma charakterystycznego dla kina o sztuce upajania się pięknem spektaklu, kontemplowania przedstawienia jako całości. Reżysera nie interesuje bowiem całość, lecz detal. Spektaklu nie oglądamy z perspektywy widowni. Kamera szusuje między wykonawcami, zdejmuje ich w zbliżeniach i półzbliżeniach, panoramuje jak szalona, kręci piruety. Operator Matthew Libatique odarł sztukę baletową z kiczu i wyciągnął na wierzch źródło jej erotycznej siły – ruch. Nie trzeba świetnej sceny lesbijskiego seksu, by uczynić "Czarnego łabędzia" najgorętszym filmem ostatnich lat.

Całość przypomina trochę szwedzki stół: horror, dramat, seks, rozpad ciała i rozpad umysłu. Do wyboru, do koloru. Portman daje lekcję aktorstwa, Kunis obdarowałaby seksapilem tuzin swoich koleżanek po fachu, a "francuski" do szpiku kości Cassel wygłasza pretensjonalne tyrady o pożądaniu i transcendencji. Amerykański krytyk nazwał Darrena Aronofsky’ego "Tonym Scottem kina artystycznego". I jest w tym sporo racji. Obsesja doskonałości, trauma rywalizacji w "sztafecie pokoleń", gmach sztuki wybrukowany męczeństwem – wszystko występuje u niego w wersji "pop". Kawa na ławę, bez subtelności i półśrodków. To, co w obrazie, trzeba tautologicznie przełożyć na słowa, a potem powtórzyć. Raz za razem, do znudzenia. Tutaj, w filmie zespolonym nierozerwalnie ze sztuką baletową, operującą równie niesubtelnymi środkami, działa to jednak na korzyść reżysera. Podobnie jak baletnica Nina, jego pompatyczny, eklektyczny i groteskowy "Czarny łabędź" jest bliski perfekcji.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (819 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (16)

zobacz wszystkie

komentarze

pozostało 255 znaków
  • peper777

    Świetna recenzja.

  • Nick_filmweb

    A ja myślę, że to ty jesteś 100% debilem, bo jemu tak jak i Tobie wystarczy przeczytać jedynie wybrany fragment większej całości a on w swoim debilnym umyśle, takim jak Twój, przyjmie, że wszystko zrozumiał.

  • Hestemoquial

    Myślę że krytyk jest idiotą, bowiem nie rozumie że to studium powstawania schizofrenii i tu leży klucz filmu a nie w geniuszu Aronofskego. w podręczniku psychiatrii, który dokładnie opisuje to samo.

  • nynavee

    "Nie trzeba świetnej sceny lesbijskiego seksu, by uczynić "Czarnego łabędzia" najgorętszym filmem ostatnich lat"...hmm, chyba krytykowi mina by zrzedła, gdyby dowiedział się, że ten film jest przede wszystkim o molestowaniu seksualnym dziecka przez rodzica... To, co najważniejsze w tym filmie nie jest podane na tacy i dlatego "Czarny łabędź" to arcydzieło.

  • ona_500

    Bardzo zręcznie napisana recenzja, ale czy trochę nie przekombinowana?

  • ona_500

    A mnie się recenzja podobała.

  • cyberpunx

    @Jehanne: Nie wiem, gdzie CI tu plusa wstawić, ale dokładnie tak, jeśli ktoś w tym filmie widzi coś "gorącego" (no dobra może poza tyłkiem Portman w pierwszej scenie solo-łóżkowej), to chyba oglądał inny film.

  • cyberpunx

    P.S. Scena lesbijskiego sexu jest jak z "Muchy" - Lily przypomina wielkiego owada, jakiegoś stwora, który pożera ofiarę - o to chodziło. Posłuchaj dźwięków zamiast skupiać się na jękach aktorki - jakby rozrywano mięso.. Gdyby nie ujęcia na Ninę za choinkę nie powiedzialabym, że to scena sexu! To miało być przerażające i było - gorące nie jest - to przecież dramat psychologiczny.

  • cyberpunx

    Sorry za szczerość, ale recenzja "Czarnego.." beznadziejna. Jeśli ty widzisz w nim "gorący film" to widomy znak, że kompletnie nie rozumiesz o co tam chodzi..

  • butass

    Tony Scott to slaby rezyser... nie to co jego brat Ridley

  • Blackbb4

    Tym razem chciałbym zadać rozstrzygające pytanie: czy między kłamstwem a przekonaniem istnieje w ogóle przeciwieństwo?

  • Blackbb4

    lobotomicznego psa

  • Blackbb4

    jest bliski perfekcji....smrodu

  • KotArystokrata

    Przychylam się do opinii GordonGeko "Wstręt" Polańskiego swoim beznamiętnym niemal medycznym spojrzeniem na obłęd zyskuje na głębi i na mnie również wywarł znacznie większe wrażenie...a co do Aronofsky`ego to jego "Czarny łabędź" (podobnie jak np. "Bestia" Borowczyka ) to dla mnie film zarówno ciekawy jak i obrzydliwy ;) Podobało mi się rozwinięcie myśli Nietzschego o (symbolizowanym przez dwa łabędzie) konflikcie apollińsko-dionizyjskim w sztuce . Postać Lily (alter ego Niny) ,przedstawiona w dużej mierze przez pryzmat fantazji tej drugiej (np. w scenie , w której uprawia seks z Thomasem) stanowi manifestacje pragnień, które "drzemią" w Ninie , a których się boi (sceny w metrze ,na moście, w nocnym klubie , po zgaszeniu świateł w sali ćwiczeń (odpowiadające sferze - "id" ) ...Tyranizująca Ninę matka, która prowadzi pełną hipokryzji i wyrachowania grę pozorów podczas gdy jedyne czego pragnie to zachować maksymalną kontrolę nad córką (np. kiedy obcina Ninie paznokcie albo w scenie z tortem - gdzie wzbudza w niej poczucie winy) .Ciekawa jest również postać Beth która tak jak przedmioty z jej garderoby utożsamia w filmie śmierć, destrukcję , artystę dążącego do samozagłady.(stąd ta kradzież Niny i późniejsza wizyta w szpitalu gdzie widziała w Beth swoją własną twarz) Wątek odkrywania własnej seksualności i jednoczesnego lęku przed nią jest w filmie bardzo czytelny może nawet za bardzo i to właśnie uważam za głównym mankament filmu. Zabrakło mi w nim poezji, niedopowiedzeń i zdania się na inteligencję widza (nie wiem czy słuszne w dzisiejszych czasach, ale myślę, że zawsze warto spróbować :) Zamiast tego reżyser zaserwował mi różowe słoniki i grającą pozytywkę w pokoju Niny , rozgadanego Thomasa, który z uporem hiszpańskiego inkwizytora prześladuje Ninę i widzów swoimi pretensjonalnymi pouczeniami dotyczącymi "treści" baletu, narcystyczną koncentrację Niny na sobie (graniczącą z paranoją) oddaną w senie lesbijskiego seksu , która (głównie ze względu na odgłosy) przypominała mi jedzenie małż , a poddanie się jej żywiołowi dionizyjskiemu (przemiana w czarnego łabędzia ) balansuje już na granicy groteski. Pomimo zastrzeżeń seans z "Czarnym łabędziem " uważam jednak za udany :) Mam również cichą nadzieję ,że taka nienachalna promocja Czajkowskiego zapędzi trochę więcej ludzi do oper , filharmonii i teatrów. Chociażby tylko z ciekawości ;) Pozdrawiam! (część przepisana z innego wątku)

  • Gordon Geko

    Autor trochę za bardzo poklepał po plecach reżysera i samą Portman. Zdecydowanie jest to typowa komercja dla masowego widza. Masowy w sensie mało rozgarnięty lub mało wrażliwy. Dlatego trzeba 10 razy powtarzać, że Nina widzi samą siebie, bo masa mogła to przegapić. (No chyba że brak pomysłów scenarzysty). Pustych chwytów było aż nadto, przez co film traci całkowicie głębię. Np. trzeba pokazać dosłownie zamianę w czarnego łabędzia, bo przecież gra aktorska sama nie wystarcza. I rzeczywiście nie wystarcza, bo Portman nie radzi sobie z tą wewnętrzną przemianą w wampirzycę: ciągle tylko cierpienia lub strach ma na twarzy. Drugie rozwiązanie - scenariusz źle został napisany. Ja rozumiem, że miała zagrać wrażliwą perfekcjonistkę, ale to zdecydowanie za mało na Oscara. Zdecydowanie wolę zimną jak głaz Catherine Deneuve we Wstręcie. Bo Wstręt był zimny jak głaz. Czarny łabędź jest za to kolorowy, więc i gra aktorska powinna być zróżnicowana. Dlatego naprawdę jestem zdumiony że Portman dostała Oscara i jeszcze nagrody za taką jednowymiarową kreację. Podsumowując, film nadmuchany, ale pusty jak balon.

  • Gordon Geko

    Świetna recenzja.

  • chiquita_4

    może i recenzja "trafia w sedno" a autor jest wielkim znawcą kina ale myślę, że jednak troszkę przesadził - wypowiedź jest zmanierowana i w irytujący sposób wyszukana. naprawdę fajnie, że znasz się na kinematografii jednak nie musimy znać wszystkich tytułów tych niekomercyjnych i najlepszej klasy filmów które obejrzałeś.

  • Ni_na_filmweb

    @klarcis17 : Nie wydaje Ci się, że ona naprawdę wbiła sobie ten odłamek szkła w brzuch? Wszyscy widzieli jej ranę i ja odniosłam wrażenie, że sekundy tryumfu po występie były jej ostatnimi... Nie rozumiem, czemu wszyscy się tak wykłócają. Zamiast krytykować opinię innych i obrzucać się nawzajem oskarżeniami o nieznajomość dobrego kina, napiszcie po prostu, czy Wam się podobał, czy nie i dlaczego. Mi się podobał, zrobił na mnie duże wrażenie, ale muszę jeszcze nad nim trochę przemyśleć. Jak dla mnie żadna z postaci nie wzbudzała sympatii, ale chyba nie o to chodziła. Płaczliwa mina i zahukanie pani Portman irytowało mnie, ale było w pełni uzasadnione. Ja z taką matką bym nie zdzierżyła ni godziny.

  • swietojebliwy

    obie dziewczyny sie popisaly i tego nie mozna nie widziec, nie znam sie moze na jakims ambitnym kinie ale dla takiego szaraczka jak ja ktoremu podobaja sie filmy jak... podziemny krag, requiem for a dream ta produkcja jest naprawde bardzo ciekawa, w tym filmie mamy wszystko!! i to na niezlym poziomie. ale moze nie jestem obiektywny.... jak patrze na portman to sie caly telepe ;DD

  • heidi_5

    nie zapominajcie o Kunis :)

  • Parnassus

    Portman genialna =)

  • emesch

    świetna recenzja, chociaż wg mnie brakuje w niej trochę krytyki ;)

  • Mithris

    świetna recenzja. Mam bardzo podobne wrażenia po obejrzeniu. Aronofsky to prawie mistrz kina. Dawno nie przeżywałem tak mocno filmu. Oczywiście nasuwają się skojarzenia z "Pjanistką" ale nie podejrzewam Aro o inspiracje z tego filmu. Co do "Muchy" to nie zgadzam się - zupełnie nie trafione porównanie. Całkowicie inna stylistyka.

  • trolik_filmaniak

    . 'Dla mnie najleszą rezenzją po wyjściu z kina jest milczenie, nawet jeśli idziesz do kina z kimś bliskim. Jeżeli nie chce Wam sie gadać .............. to znaczy, że się udało, trzeba pomysleć. A o to chodzi' dokladnie, jak mnie przytka to znaczy, ze jest dobrze...

  • wioletabp

    Znakomita recenzja, gratuluję wiedzy o kinematografii.

  • mucia

    brawa ze recenzję! jest wręcz... perfekcyjna. idealna

  • mimominu

    Doskonały film, Świetna recenzja.

  • nindustrialny

    Portman to niezla laszencja. A takie to male bylo w Leonie zawodowcu.

  • ewunia_9

    Zgadzam się

  • Agata_fw

    moim zdniem jest to dobra recenzja

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: