Recenzja filmu Zacznijmy od nowa (2013)
John Carney

Zaśpiewaj to jeszcze raz

Tworzący do tej pory poza Hollywoodem Carney nie ugiął się pod ciężarem tamtejszych wymogów. Nakręcił "Zacznijmy od nowa" tak, jakby była to produkcja zrobiona po godzinach w gronie znajomych i ...
Filmweb sp. z o.o.
Udało się "Once", powinno się udać drugi raz. Choć John Carney nie chce się wyśpiewać, "Zacznijmy od nowa" to niemalże remake jego słynnego filmu z 2006 roku. Reżyser opowiada podobną historię pary utalentowanych wrażliwców, którym najłatwiej wyraża się uczucia poprzez piosenki Zgodnie z zasadą inżyniera Mamonia wszyscy lubimy znane melodie. Nowe dzieło Carneya ma więc spore szanse na sukces.


Świetny Mark Ruffalo wciela się w postać utytułowanego producenta Dana, który zamienił studio nagrań na bar, a instrumenty na cysternę Johnny'ego Walkera. Nijaka twórczość nowych zespołów przyprawia go o migrenę, a show-biznes jawi mu się jako legowisko grzechotników. Wypalony, cyniczny Dan dostaje szansę na ucieczkę ze smugi cienia dzięki spotkanej przypadkowo Brytyjce Grecie (Keira Knightley). Bohater zaproponuje dziewczynie pomoc przy nagraniu jej debiutanckiej płyty. Okoliczności sprawią, że zamiast odgradzać się od świata w wygłuszonym pomieszczeniu dwójka zapaleńców wyjdzie z mikrofonem i gitarami na hałaśliwe, tętniące życiem ulice Nowego Jorku. Miasta, o którym stary dobry Frank Sinatra śpiewał: Jeśli uda mi się tam, uda mi się wszędzie.

Młodość kontra dojrzałość, entuzjazm i świeżość kontra doświadczenie, Wenus versus Mars. Carney wie, jak na bazie tych dychotomii przyrządzić zabawny i wiarygodny emocjonalnie film. Jego zawartość najlepiej oddaje pierwotny angielski tytuł "Can A Song Save Your Life" (Czy piosenka może ocalić twoje życie?). To opowieść o tym, jak sztuka staje się sposobem na wyzwolenie się z klatki traum i życiowych niepowodzeń. Jak pozwala artyście oswoić samotność i osiągnąć niezależność. Niby nic nowego, ale ogląda się z przyjemnością. Wyluzowany Ruffalo i eteryczna Knightley są wdzięcznym tandemem, a także potrafią wygrać niejednoznaczną relację łączącą ich bohaterów. Gwiazda "Piratów z Karaibów", choć podobno nienawidzi śpiewać, okazała się również przyzwoitą wokalistką. Napisane przez Gregga Alexandra utwory to zgrabne, aksamitne ballady, które wpadną pewnie w ucho fanom Nory Jones i Billie Holiday.


Tworzący do tej pory poza Hollywoodem Carney nie ugiął się pod ciężarem tamtejszych wymogów. Nakręcił "Zacznijmy od nowa" tak, jakby była to produkcja zrobiona po godzinach w gronie znajomych i rodziny: bez glamouru, czułostkowości rodem z komedii romantycznych i oczywistego happy endu. Choć film nie chwyta za serce z taką samą siłą co "Once", wciąż jest to niezła odtrutka na to, co przychodzi do nas z amerykańskiej taśmy produkcyjnej. Gdybym miał go porównać do gatunku muzycznego, byłby to raczej zwiewny soul niż pop.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 91% uznało tę recenzję za pomocną (169 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)