Recenzja filmu Jia Nian Hua (2017)
Vivian Qu

Zbrukane anioły

Czasami można również odnieść wrażenie, że publicystyczne zacięcie reżyserki zniekształca jej spojrzenie na rzeczywistość. Słowem, za dużo tu czerni i bieli, a za mało szarości. Postacie ...
Filmweb sp. z o.o.
W filmie Vivian Qu raz za razem powraca obraz mierzącej kilkanaście metrów, wykonanej z plastiku statuy. Przedstawia ona graną przez Marilyn Monroe piękność ze "Słomianego wdowca" – kobietę-dziecko, blondynkę w białej sukience nieświadomie rozpalającą zmysły tytułowego bohatera. Przy całym swoim seksapilu postać Monroe to dziewczę zupełnie niewinne, beztroskie i pełne radości życia. Posiada więc wszystko to, czego poturbowane przez los młodziutkie bohaterki "Jia Nian Hua" mieć nie mogą. 

12-letnia Wen pochodzi z rozbitego domu i nie najlepiej dogaduje się z agresywną matką. 15-letnia Mia pracuje na czarno w motelu położonym przy plaży. Nie ma rodziny, a za mieszkanie służy jej klitka z piętrowym łóżkiem. Obie dziewczynki zobaczą się tylko raz, jednak to króciutkie spotkanie zaważy na życiu obydwu. Pewnej nocy młodsza zostaje zgwałcona, zaś starsza jako jedyna posiada dowód obciążający sprawcę. Nic nie wskazuje jednak na to, że sprawiedliwości stanie się zadość. Winowajca ma pieniądze oraz wpływy, zaś  Mia boi się zeznawać w obawie o utratę pracy i dachu nad głową. Czy zajmującej się sprawą Wen dociekliwej prawniczce uda się mimo to doprowadzić do wydania skazującego wyroku? 

– Jeśli reinkarnacja istnieje, to nie chcę się odrodzić jako kobieta – mówi w jednej ze scen rozgoryczona współlokatorka Mii. Dziewczyna próbowała zapewnić sobie lepsze życie, grając przed mężczyznami uległą kokietkę. W efekcie została jednak wykorzystana i poniżona. Jej historia to dla reżyserki jeszcze jeden dowód na to, że we współczesnych Chinach za pozłacanym parawanem propagandy sukcesu lęgną się rozmaite patologie. Bohaterki "Jia Nian Hua" (po polsku: Anioły noszą się na biało) na każdym kroku spotykają się z dyskryminacją płciową, szowinizmem, korupcją i kolesiostwem. Do długiej listy społecznych bolączek ukazanych w filmie należy doliczyć również wszechobecny egoizm oraz brak wrażliwości na cierpienia słabszych. Qu piętnuje, rozlicza, ale ma też w sobie dużo empatii w stosunku do nastoletnich postaci. Potrafi w poruszający sposób ukazać ich samotność i zagubienie. Nieprzypadkowo akcja dzieła rozgrywa się w nadmorskim miasteczku po zakończeniu sezonu turystycznego – puste plaże i jesienna apatyczna aura za oknem współgrają z tym, co dzieje się w głowach dziewczynek. 

Gorzej wypada scenariusz wypełniony mniejszymi lub większymi kiksami. Wątpliwości budzi choćby decyzja Wen, by wraz z koleżanką przyjąć zaproszenie obcego mężczyzny i pójść z nim do motelu. Trudno też uwierzyć, że Mia w ramach room service'u serwuje dzieciom piwo, a potem, gdy jej postępek wychodzi na jaw, nie zostaje z niego rozliczona. Czasami można również odnieść wrażenie, że publicystyczne zacięcie reżyserki zniekształca jej spojrzenie na rzeczywistość. Słowem, za dużo tu czerni i bieli, a za mało szarości. Postacie dorosłych wydają się jednowymiarowe, a autorski pesymizm niemal do samego końca nie zostaje rozrzedzony choćby odrobiną światła. W efekcie powstał film szlachetny i smutny, ale skażony grzechem oczywistości. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 33% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły