Recenzja filmu Biały oleander (2002)
Peter Kosminsky

Zgrzyty na linii matka - córka

Muszę przyznać, iż całkowity przypadek sprawił, że zaczęłam oglądać ten film. Kiedyś coś o nim słyszałam, lecz jakoś nie byłam specjalnie zainteresowana. Po paru minutach opowieść tak mnie ...
Filmweb sp. z o.o.
Muszę przyznać, iż całkowity przypadek sprawił, że zaczęłam oglądać ten film. Kiedyś coś o nim słyszałam, lecz jakoś nie byłam specjalnie zainteresowana. Po paru minutach opowieść tak mnie wciągnęła, że już nie mogłam się oderwać i wrócić do przerwanego wcześniej zajęcia.

Siłą tej historii są kobiety - to dramat obyczajowy w całości poświęcony kobietom i ich emocjom. Już to samo w sobie jest zaskakujące. Mężczyźni odgrywają w tym filmie jedynie poboczne role, lecz ich pojawienie się na ekranie powoduje komplikacje w życiu płci pięknej. Poszczególne etapy egzystencji każda z nas wyznacza sobie sama, jednak nie można zaprzeczyć, iż znaczny wpływ mają na to osoby trzecie, zwłaszcza te z najbliższego otoczenia. Wspomnienia, nie ważne, czy dobre, czy złe, są naszą mocą i pozwalają dźwigać ciężary, jakie zsyła na nas los. Osobiste doświadczenia, życiowe zakręty - to wszystko pamięta się do końca. "Biały Oleander" nie byłby tak niezwykły, gdyby nie fantastyczna obsada i gra aktorska na najwyższym poziomie. Wszystkie aktorki stworzyły niewiarygodnie realistyczne postaci, o których nie da się zapomnieć. Do złudzenia przypominają one osoby, które przypadkowo mijamy na ulicy: nie znamy ich historii, lecz wiemy, że jest niezwykła.

Na początek trzeba wspomnieć o wyjątkowo młodo wyglądającej Alison Lohman. Jej rola była wyjątkowo trudna, ponieważ musiała pokazać wyraźną ewolucję swojej bohaterki od nieśmiałej i wrażliwej dziewczynki, poprzez zbuntowaną nastolatkę, do kobiety po przejściach. Lohman wykazała się dużym zaangażowaniem i zrozumieniem swego zadania, gdyż jej gra przekonuje widza w stu procentach. Początkowo Astrid jest delikatną, łagodną, i uległą osóbką, która pozostaje pod całkowitym wpływem swej silnej matki. Nie wierzy we własne siły, biernie poddaje się dominacji swej rodzicielki. Michelle Pfeiffer stworzyła tu wyjątkowo sugestywną postać zimnej, silnej i pewnej siebie kobiety, która potrafi się okrutnie zemścić. Jej uroda tworzy otoczkę dookoła jej charakteru, podobnie jest w przypadku tytułowego kwiatu, który wabi, a następnie zabija trucizną w obronie własnej. W grze Pfeiffer bez wątpienia zaskakuje pewien minimalizm, skrytość i oszczędność w wyrażaniu uczuć. Lodowaty błękit jej oczu mówi sam za siebie, fascynuje widza i nie pozwala mu oderwać wzroku od ekranu. Trudno jednoznacznie ocenić tą tajemniczą egoistkę i zarazem jakże charyzmatyczną, kapryśną i szczerą aż do bólu bohaterkę, która cały czas zachowuje spokój, nie ma oznak szaleństwa i żyje w zgodzie z samą sobą. Mimo wszystko jest w stu procentach nieprzewidywalna, niemożliwa do zdefiniowania. Okrucieństwo i skrywana złość w pewnej chwili dają jednak o sobie znać. Nie można zaprzeczyć, iż rola Ingrid to jedna z najbardziej charakterystycznych kreacji aktorskich w karierze Pfeiffer.

Tragiczne wydarzenie w życiu matki i córki burzy ich dotychczasowy rytm i styl życia. W jednej chwili Astrid zostaje sama, choć wcale nie jest przygotowana do zderzenia z rzeczywistością. Do tej pory matka była całym jej światem i jedynym autorytetem, nie pozwalała córce na odkrycie głębi własnej duszy. Jedyną rolą dziewczynki było dostosowywanie się do zmiennych nastrojów matki. Nie mając przyjaciół, idealizowała swoją mamę, w duszy postawiła jej pomnik nieustraszonej wojowniczki walczącej z całym światem, dla której nie istnieje pojęcie słabości. Ingrid na odległość nie może już oddziaływać na Astrid tak jak by chciała, dlatego dziewczyna stopniowo zaczyna się zmieniać: początkowo staje się mniejszą kopią swych opiekunek z rodzin zastępczych, jednak matka krytykuje jej postępowanie, gdyż obawia się utraty kontroli nad córką. Jak tytułowy biały oleander chroni siebie wytwarzając własną truciznę. Dziewczyna dopiero po dłuższym czasie uświadamia sobie, że wcale nie jest taka jak opiekunki i że nie chce być taka, jak jej własna matka. Odkrywanie własnej tożsamości jest bolesne i trudne, jednak uczy przetrwania i mobilizuje do działania. Dziewczyna nabywa nowych doświadczeń, tworzy sobie własną koncepcję dobra i zła. Zaczyna rozumieć, że dotychczasowy, toksyczny wpływ matki był czynnikiem ubezwłasnowolniającym, dlatego postanawia walczyć o siebie i wreszcie się usamodzielnić. Bolesne przeżycia nie załamują jej, lecz pozwalają wybrać własną ścieżkę w życiu. Alison Lohman jest wyjątkowo wiarygodna i przekonywująca w roli osoby borykającej się z przeciwnościami losu i niepoddającej się tak łatwo, jak mógłby na to wskazywać jej delikatny wygląd.

Drugoplanowe role też są strzałem w dziesiątkę. Renée Zellweger świetnie zagrała bardzo delikatną i wrażliwą Claire, która najbardziej w świecie potrzebuje miłości i zainteresowania, a jak na złość: właśnie tego nie dostaje, co umożliwia jej dalszą egzystencję. Robin Wright Penn też jest przekonywująca, jako krzykliwa, porywcza i chwilowo bardzo religijna Starr. Na szczęście aktorka stanęła na wysokości zadania i oddała tragizm swojej bohaterki, która właśnie uświadomiła sobie, jak ważne jest odkupienie win z przeszłości.

"Biały Oleander" to opowieść o trudnym dorastaniu, zdobywaniu doświadczeń i odkrywaniu własnej osobowości. Nikt nie jest doskonały, każdy musi przebyć długą drogę, nim ostatecznie zrozumie samego siebie. Bez wątpienia ogromny wpływ na rozwój młodej osoby ma jego najbliższe otoczenie i ludzie, z którymi na co dzień przebywa. Ich oddziaływanie nie zawsze jest pozytywne, często bywa tragiczne w skutkach. Patrząc na to w ten sposób o wiele lepiej można sobie uświadomić fakt, iż w rzeczywistości każda cząstka naszej duszy pochodzi od kogoś innego, została ona utworzona przez wpływ innej osoby. Ostateczny kształt nadajemy oczywiście my sami, jednak nieustannie potrzebujemy pewnych wzorców, aby móc się rozwijać. Jeśli ktoś będzie wystarczająco silny, to być może po latach odkryje w sobie coś, co w rzeczywistości nie należy do niego i wówczas postara się to zmienić zgodnie z własnymi upodobaniami.

Ten film ukazuje także rzeczywiste i jakże skomplikowane relacje matki z córką. Nigdy nie jest wystarczająco dobrze, rodzicielka zawsze chce ukształtować pociechę na swój obraz i podobieństwo, czyli najzwyczajniej w świecie: pragnie uczynić z niej swoją kopię. Nie można zapominać, że matka ma bardzo duży wpływ na córkę i potrafi to umiejętnie wykorzystać. Kiedyś przychodzi jednak taki moment, w którym dziewczyna zdaje sobie z tego sprawę i wówczas rodzi się w niej bunt przeciwko takiemu traktowaniu. Wtedy okazuje się, jaka w rzeczywistości jest jej matka: czy potrafi się zmienić, czy też nadal będzie emanowała jedynie toksyczną miłością. Właśnie w ten sposób powstają zgrzyty na linii matka - córka. Więź tej dwójki może przetrwać tylko dzięki współdziałaniu i zrozumieniu obu stron, nie w obliczu dominacji jednej z nich. Po latach najczęściej okazuje się, że wiele zachowań młodej kobiety, wbrew jej woli, rzeczywiście przypomina właśnie jej mamę.

Podsumowując: "Biały Oleander" to wyjątkowo prawdziwy obraz, który przemawia do widowni, zwłaszcza tej kobiecej części. Jest to zasługą czterech utalentowanych aktorek, które stanęły na wysokości zadania i stworzyły na ekranie wyjątkowo wyraziste postaci. To po prostu niezwykły film, który trzeba zobaczyć, gdyż skłania on do refleksji nad własnym życiem i postępowaniem. Gorąco polecam!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 97% uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)