Recenzja filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (2016)
David Yates
Agnieszka Matysiak

Zoo Newta Scamandera

"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" to świetnie wprowadzenie do nowej magicznej serii, która dopiero przygotowuje się do rozwinięcia w pełni swoich spektakularnych skrzydeł. Owszem, ...
Filmweb sp. z o.o.
Muszę przyznać, że udając się do kin na spin-off serii opowiadającej o przygodach sławnego chłopczyka z blizną, byłem pełen obaw. Zwyczajnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Z jednej strony pomysł na związanie akcji omawianej produkcji wydawał się ciekawy, a możliwość ponownego zanurzenia się w świecie pełnym magii, który ponadto został przez J.K. Rowling znacząco rozbudowany, to kusząca propozycja. Z drugiej zaś, obraz pt. "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" stwarza pozory nachalnego skoku na kasę uwielbiających Harry’ego Pottera fanów. Jak jest naprawdę? Prawda leży pomiędzy powyższymi hipotezami, twórcy z pewnością zgarną krocie, lecz ich dzieło to niezwykle zabawna i pełna magii opowieść, której bohaterem jest idealistyczny marzyciel próbujący walczyć o dobro zwierząt i przełamywać stereotypy czy uprzedzenia panujące w ściśle zamkniętym świecie czarodziejów. Zainteresowani?

photo.title
 
Wychodzisz na peronie w Nowym Jorku. To będzie jedynie chwilowy postój. Taka myśl pojawia Ci się w głowie, gdy przedzierasz się przez zatłoczoną stację kolejową. W ręku czujesz podrygiwanie trzymanej mocno walizki, to pewnie znów któryś z Twoich zwierzęcych podopiecznych… Nagle, zaintrygowany wystąpieniem pewnej damy, zatrzymujesz się na chwilę, aby przysłuchać się propagandowemu monologowi, po czym zderzasz się z miejscowym niemagiem. Nawet nie zdajesz sobie w tym momencie sprawy, że to przypadkowe spotkanie zamieni Twój krótki pobyt w Nowym Jorku w pełną niebezpieczeństw i wyzwań przygodę. 

photo.title photo.title photo.title
 
Fabularnie jest solidnie, chociaż bez większych fajerwerków. W zasadzie całe "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" pełnią funkcję rozbudowanego prologu, w którym widzowie dostają możliwość zapoznania się z głównym bohaterem produkcji. Ten jest ogromnym pasjonatem zwierząt, marzycielem oraz idealistą, pragnącym zmienić świat na lepsze. Linia fabularna obrazu opiera się więc na odnalezieniu przez urokliwego Newta jego niesfornych zwierzaków. Jedynie gdzieś w oddali pojawia się echo czekającego nas w przyszłych odsłonach konfliktu, lecz ten uporczywie trzyma się dalszego planu, stanowiąc tylko zaplecze, po które twórcy sięgną w odpowiednim czasie. Mamy zatem do czynienia z solidnymi podwalinami, przypominającymi pod wieloma względami dwie pierwsze odsłony Harry’ego Pottera. Produkcje były pełne magii i sielankowej atmosfery, liczyła się w nich przede wszystkim dobra zabawa. Oczywiście dla kontrastu w omawianym dziele pojawiają się mniej pastelowe i kolorowe kadry – dla przykładu ciemne zakamarki Nowego Jorku lat 20. XX wieku czy wypełnione mrokiem domostwo przywodzące na myśl scenografię z kultowego obrazu grozy, a mowa tutaj o "Omenie". Jednakże całość utrzymana jest w pozytywnym i radosnym tonie. Przypuszczam, że klimat dzieła podobnie jak w filmowym cyklu traktującym o przygodach Harry’ego Pottera ulegnie znacznej zmianie w kolejnych częściach powstającej serii; historia stanie się dojrzalsza, a stawki, o które będzie się toczyć gra, niewyobrażalnie wzrosną.

  photo.title photo.title photo.title

Zatem Rowling w swoim debiucie na stanowisku scenarzysty ledwie zarysowuje bogaty i tętniący magią świat, oferując jednocześnie wystarczająco dużo, aby skutecznie zachęcić widzów do ponownych odwiedzin w kinie za kilka lat na seans kolejnych odsłon zapowiedzianej serii. Popularna pisarka postanowiła na razie odgrodzić się od znanej z Harry’ego Pottera rzeczywistości; akcja filmu rozgrywa się przecież w Ameryce Północnej, przed wydarzeniami opowiedzianymi w siedmioksięgu o przygodach chłopaka z blizną. Zmiana lokacji i czasu znacząco wpływa na świat magów, nawet mugole inaczej się tutaj nazywają. Nawiązania do poprzedniego cyklu powieściowego Rowling są więc jedynie umowne i mało wyraźne, co akurat wychodzi filmowi na dobre, ponieważ autorka skutecznie rozbuduje nieco sterylną i ograniczoną rzeczywistość magów, wychodząc w końcu poza mury najsłynniejszej (czyżby?) szkoły czarodziejstwa na świecie, a mowa tutaj o Hogwarcie.

photo.title photo.title photo.title
 
Na uwagę zasługuje również subtelny i niebanalny morał produkcji traktujący o przyjaźni, tolerancji i przełamywaniu uprzedzeń czy też przyjętych schematów. Relacja Newta Scamandera i Jacoba Kowalskiego to dobry przykład na zobrazowanie moich słów. W przedstawionym świecie magowie drżą przed ujawnieniem i potencjalną wojną. Za maską filmowego konfliktu Rowling ukrywa problem akceptacji i odmienności. Gdy różnimy się od większości, to zostajemy mimowolnie zepchnięci na margines i zmuszeni do skonfrontowania się z samotnością i często bezradnością. Ponadto ludzie często boją się tego, czego nie są w stanie zrozumieć. Doskonale zostaje to przestawione w omawianej produkcji i nie chodzi tutaj tylko o wzajemne uprzedzenia do siebie niemagów i czarodziejów, lecz również tych drugich, względem magicznych stworzeń, o których los walczy dzielnie Newt. Cała produkcja skłania do refleksji, ponieważ końcowy sukces bohaterowie zawdzięczają współpracy czarownika z mugolem i poprzez wykorzystanie jednej z tytułowych bestii. Wymowa filmu jest naprawdę piękna i warto na nią zwrócić uwagę.

photo.title

Niezaprzeczalnym atutem "Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć" jest ogromny ładunek pozytywnej energii, za który w filmie odpowiada genialny humor. W zasadzie jest on na tyle wyraźny i udany, że skutecznie przysłania fabularne niedociągnięcia i osładza śledzenie w gruncie rzeczy schematycznej i przewidywanej historii. Twórcy stroją sobie żarty z przeróżnych sytuacji. Dzięki podjętemu przez nich tematowi mają możliwość ukazania znanych nam wszystkim sytuacji w krzywym zwierciadle. Pomagają im w tym główny bohater obrazu, Jaccob i tytułowe zwierzaki. Humor przejawia się ponadto zarówno w dialogach, jak i scenach akcji. Mimo to głównym źródłem śmiechu są wyolbrzymione, często odpowiednio podkolorowane i umiejętnie przemyślane zbiegi okoliczność, jak także przeróżne wypadki, które bardzo często zahaczają o absurdalność lub zwyczajną głupotę. Mimo to dzięki przyjętej konwencji i wykreowanej rzeczywistości, wygłupy Newta śledzi się z nieschodzącym z twarzy uśmiechem, a jego niesforne zwierzaki niewątpliwe posiadają ogrom uroku, temu zaś po prostu trudno się oprzeć.

photo.title photo.title photo.title
 
Wisienką na torcie są rewelacyjne efekty specjalne, które zwyczajnie wbijają w fotel. Potwierdzeniem moich słów jest ulokowane w niewyróżniającej się niczym szczególnym walizce głównego bohatera prawdziwe Zoo pełne unikalnych stworzeń – magia aż wylewa się z ekranu – i końcowe 15 minut. W ich trakcie zostaje zdemolowana spora część Nowego Jorku i kilka podziemnych stacji metra. Poezja pieszcząca oczy widzów. Pochwalić należy również ogromną pomysłowość w kreacji tytułowych stworzeń. Jestem nieco rozczarowanym wyglądem niebezpiecznego bytu, któremu musiał ostatecznie stawić czoła Newt, lecz w żadnym stopniu nie wpływa to na moją końcową ocenę oprawy audiowizualnej produkcji. Film po prostu trzeba zobaczyć na wielkim ekranie i w technologii 3D. Należą się gromkie brawa i niskie pokłony specom od efektów specjalnych.

photo.title photo.title photo.title

Nie możemy zapomnieć również o stojącym na wysokim poziomie aktorstwie. Najwięcej ekranowego czasu poświecono Newtowi Scamanderowi i Jacobowi Kowalskiemu, na czym ucierpiały postacie drugoplanowe, lecz należy pamiętać, iż z dużym prawdopodobieństwem niewyraźni tutaj bohaterowie dostaną swoje pięć minut w kolejnych częściach serii. Mimo to moją ciekawość wzbudziła przeszłość Porpentiny Goldstein. Sądzę, że w postaci tej leży ogromny potencjał i twórcy czekają na właściwy moment, aby go odpowiednio wykorzystać. Uwagę przykuwa też owiany złą sławą Gellert Grindelwald (pojawiający się na srebrnym ekranie przez zaledwie kilku minut), który dopiero rozpocznie swoje nikczemne knowania. Wracając do aktorstwa… Zachwyca Eddie Redmayne. Przed premierą obawiałem się, że aktor może sobie nie poradzić z legendą Harry’ego Pottera, lecz wykreowany przez niego bohater, zgoła odmienny od chłopaka z blizną, momentalnie zdobył moją sympatię. W zachowaniu tego aktora widać chłopięcość, co przekłada się na niewinność odgrywanego przez niego Newta – czarodzieja niezepsutego przez system i starającego się widzieć świat w lepszych barwach niż rzeczywiście jest. Wykreowany przez Eddie’ego Redmayne’a bohater to szlachetny i odważny młodzieniec o silnych przekonaniach, zdolny do poświeceń i walki o ideały. Czyż można wyobrazić sobie lepszą postać na opowieść fantasy, obrazującą odwieczną walkę dobra ze złem? Na wyróżnienie zasługuje też Ezra Miller, który potrafił odnaleźć się w dwóch skrajnie różnych wcieleniach. Doskonała robota.
 
photo.title photo.title photo.title

"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" to świetnie wprowadzenie do nowej magicznej serii, która dopiero przygotowuje się do rozwinięcia w pełni swoich spektakularnych skrzydeł. Owszem, początek mógł być znacznie bardziej porywający, charakteryzować się skomplikowaną fabułą, a także dostarczać wielu uczuć i emocji. Jednakże sądzę, iż za bardzo nastawiliśmy się na kolejną część Harry’ego Pottera, który w końcowych odsłonach wzniósł się na sam szczyt. To inna opowieść. Historia Newta dopiero się rozkręca. Wolę, aby twórcy rozpoczęli z niższego pułapu i powoli doszli do perfekcji, niż mieli zacząć z przytupem i obniżyć loty z rozwojem serii. Aktualnie jest dobrze, dla niektórych nawet bardzo dobrze. Film dostarcza niezbędnej rozrywki, składnia do refleksji, bawi i rozbudza ciekawość, co do kontynuacji przedstawionej historii. Czego chcieć więcej? Polecam! 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (92 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie
o