7,1 46 tys. ocen
7,1 10 1 45930
6,9 40 krytyków
Obywatel Milk
powrót do forum filmu Obywatel Milk

ocenił(a) film na 6

Dobrze, że ten film wyreżyserował tak sprawny reżyser jak Gus Van Sant. Dzięki temu nie obsuwa się on w totalny kicz. Gus tonował schematyczność i przewidywalność całej historii jak tylko mógł.
Zabrakło mi w tym obrazie dalej idącego pogłębienia psychologicznego postaci dwóch antagonistów: Milka i White'a. Obaj zostali znakomicie sportretowani przez Penna i Brolina. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby mieli lepszy materiał do zagrania. Mógł powstać ciekawy portret tych dwóch postaci. Chętnie też zobaczyłbym jak Milk dojrzewał do tego, kim w końcu się stał, jak wyszedł z ukrycia i zmienił swoje życie. Szkoda, że zostało to załatwione jednym dialogiem, a potem od razu seria sukcesów, gdy ni stąd ni zowąd, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zamienia ultrakonserwatywną dzielnicę w mekkę gejów.
Ukazanie drogi wewnętrznej przemiany głównego bohatera, a potem konfrontacji na głębszym poziomie z Whitem, byłaby sto razy ciekawsza. Ale nie taki był cel tego filmu. Chodziło po prostu o spopularyzowanie postaci Milka oraz przedstawienie genezy i założeń ruchu gejów i lesbijek, z okrasą tak kochanego w Ameryce przesłania o wolności, równości, dyskryminacji oraz nadziei, która nie umiera. Zwykle nie trawię takich filmów, ale tutaj Van Sant sprawił, że to wszystko było nawet znośne. Tylko znośne. 6/10

PS Brawa dla całej ekipy za oddanie realiów epoki. Chyba po raz pierwszy widziałem coś takiego, że zdjęcia archiwalne nie odstawały od reszty filmu, ale płynnie się z nim łączyły.

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
snoopy

Boję się, co by się stało, gdyby film chciał pogłębić portret psychologiczny White'a. Brolin swoim występem wyraźnie sugeruje, że White źle czuje się w swojej skórze, sugeruje to też wsadzenie go w niedopasowane garnitury z wielkimi krawatami i charakteryzacja, ale film nie wyjaśnia jednoznacznie - i Bogu dzięki - dlaczego zrobił co zrobił. Przy mniej "delikatnym" podejściu do relacji Milk-White Van Sant spotkałby się z oskarżeniami o to, że pochopnie przedstawia White'a jako kogoś, kto cierpi na homofobię zinternalizowaną.
Tym bardziej nie wydaje mi się, że chociaż przez chwilę rozważał szersze pokazanie "konfrontacji" White'a z Milkiem.
Jeśli chodzi o "dojrzewanie" Milka - jak sam zauważyłeś, nie to miał film na celu. I znowu muszę powiedzieć - Bogu dzięki - bo filmy biograficzne tak często ograniczają się do przedstawiania tylko głównej postaci i wyciągnięcia na siłę z jej życia jakiegoś mało odkrywczego przesłania. Scenarzysta wsadza w usta Milka słowa, które wyraźnie określają temat filmu: "I'm not a candidate. I am part of the movement. The movement is the candidate.". Więc - film teoretycznie jest o Milku, ale tak naprawdę jego tematem jest ruch homoseksualistów; dlatego w przeciwieństwie do innych filmów biograficznych, które powstały w ostatnich latach, ten prawie zawsze przedstawia głównego bohatera w grupie/tłumie ludzi. Oczywiście to prawie typowa amerykańska historia, ale wydaje mi się, że jest w niej o wiele więcej artystycznej duszy niż w historiach w stylu "Forresta Gumpa". I nie udaje, że nie jest amerykańską historią, za co ma u mnie ogromnego plusa.
* Zgadzam się, że Van Sant zrzuca lwią część odpowiedzialności za powodzenie filmu na aktorów, ale nie widzę tutaj nic złego, jeśli potrafi z nich wyciągnąć tak świetne występy - obsada "Milk" jest zdecydowanie jedną z najlepszych obsad roku.

ocenił(a) film na 6
Howler

"film teoretycznie jest o Milku, ale tak naprawdę jego tematem jest ruch homoseksualistów" - masz 100% racji. I to w zasadzie był mój zarzut: ja jednak wolę film o człowieku, a nie tylko o jakichś ideach, czy ruchach.
Pisząc o tym, że dobrze byłoby zobaczyć pogłębienie relacji między Milkiem i Whitem bynajmniej nie chodziło mi o to, by Van Sant serwował nam jakąś tanią psychoanalizę i próbował wyłożyć kawę na ławę. Też nie lubię jednoznacznych wyjaśnień. Chodziło mi o to, że wolałbym, gdyby skupiał się bardziej na ludziach niż wzniosłych hasłach i ideach. Ot i tyle.
Ja też nie widzę nic złego w tym, że Van Sant polega na aktorach - ma świetną obsadę i może sobie na to pozwolić, a i my na tym korzystamy otrzymując świetne role.
A Gus pokazje swoją wielką klasę przez to, że w zasadzie sztampowy nieco scenariusz (za co ta nominacja do Oscara?) realizuje w ten sposób, że da się to oglądać.

snoopy

Nominacja za scenariusz zasłużona moim zdaniem. Sztampowy to by był, gdyby w scenie zabójstwa Milk powiedział: "Dlaczego to robisz, White?" a White na to: "Nienawidzę gejów". Albo coś w tym stylu. :P Innymi słowy: gdyby film dopowiadał - dlaczego White zabił Milka. No i oczywiście, gdyby opowiadał o tym, jakie to Milk miał ciężkie życie, ale je przezwyciężył i stał się bohaterem publiki. Innymi słowy: wyszłaby z tego jeszcze jedna hagiograficzna biografia dla lubiących się wzruszać. Coś w stylu "Pięknego umysłu", "Raya", czy "Spaceru po linie". Do mnie takie filmy nie trafiają. Są nudne, przewidywalne, banalne. Van Sant i autor scenariusza zrezygnowali ze skupiania się na Milku. Ważniejsze było dla nich sportretowanie ruchu gejowskiego i przemian obyczajowych. I wyszło im to znakomicie. Nawet, jeśli uznamy, że to film propagandowy (przede wszystkim) - to jest to propaganda pierwszej wody. 8/10

ocenił(a) film na 6
Davus

Propaganda pierwszej wody? Brzmi to co najmniej dwuznacznie. ;-)

snoopy

:) To niech będzie: propaganda pierwsza klasa. :P