Nieczęsto można obejrzeć film, który jest tak... specyficzny. Mimo szczęśliwego (dla Briana) końca, i tak uroniłam parę łez. Niewiele filmów ukazuje, jak łatwo jest wkopać się w alkohol, narkotyki, kradzieże. I jak ciężko z tego później wyjść, kosztem rodziny, ukochanych dzieci, miłości. A "What doesn't kill you" pokazuje to wszystko bardzo dobrze. Świetna muzyka, motyw przewodni po prostu rewelacyjny, Mark Ruffalo jak zawsze idealnie odnalazł się w swojej roli. Po prostu film, którego zapomnieć się nie da.
Dokładnie. Jeden z tych filmów, po którym nadchodzi czas refleksji, przemyślenia. Z jednej strony przyjaźń, lecz z drugiej rodzina. Co wybrać, by nie stracić, ani tego, ani tego. Pociągniesz za palec, będziesz chciał z czasem całą rękę, chyba, że potrafisz odmówić. Zdecydowanie polecam.
BTW. myślę, że postąpiłbym tak samo jak Brian ;]