czy nie uważacie, że on mimo wszystko był egoistą? Nie zrozumcie mnie źle- film naprawdę niebanalny i jak najbardziej w moim klimacie; ale ta siostra, szesnastolatka i Ron nie dają mi spokoju. Nie można tak po prostu zjawić się w czyimś życiu i bez pożegnania (jak uczynił z siostrą i chciał z Ronem) odejść. Byłem, nie ma mnie, a ty sobie z tym żyj...
no pewnie, że jest ohydnym egoistą ! Jak można zapłacić cenę życia za chęć bycia samym, na odludziu, w "dziczy" ?? Marny żywot wiódł, oczywiście wg bohatera filmu jego postawa była godna podziwu i takie tam. Jak dla mnie człowiek nie umiał odnaleźć się w społeczeństwie, był outsiderem, dziwakiem, jego wybór (głupota), skończył okropnie, ale na własne życzenie.
Gość nie chciał po prosty żyć w dziczy - szukał sensu życia. Ale gdy go znalazł - było już za późno. Już nie był w stanie się wyrwać. On nie chciał umierać na odludziu, chciał wrócić - niestety zrozumiał, że szczęście jest prawdziwe tylko wtedy gdy dzieli się je z innymi zbyt późno - rzeka go odcięła a on sam bez pożywienia zginął.
A co to jest egoizm? lub też "ohydny egoizm"? Odcięcie się od innych (w tym przypadku skażonych cywilizacją ludzi, jak jego rodzina, itp.) to pierwszy krok ku wolności, do której uzyskania bohater zmierzał.
Z filozoficznego punktu widzenia to bardzo oczywiste, bo jeśli jesteś z kimś/czymś związany, to z definicji nie jesteś wolny - proste?
Chris był niepoprawnym idealistą i nie wiedział, że człowiek (nawet skrajny egoista) tak na prawdę nigdy nie może być do końca wolny. A jeśli chodzi o egoizm, to zauważ, czym wobec tego, co on swoją postawą - wiarą i nadzieją - "dawał" innym, jest "odejście bez pożegnania". To jest zupełnie nieistotny szczegół, po którym nie warto rozsądzać, że to był egoista.
BTW Chrystus (czy też, jak kto woli, ta mityczna postać) też był egoistą, bo zostawił płaczącą matkę i poszedł na śmierć?
Jak dla mnie nie byl wogole egoista, mozna nawet powiedziec ze swoim pojawianiem sie w zyciu napotkanych ludzi pomagal im wlasnie tymi przelotnymi przezyciami np. uwazam ze nie przespal sie z ta dziewczyna wlasnie dlatego zeby rozlaka byla latwiejsza, a pozatym to ze ich opuszczal mobilizowalo ich wszystkich poniewaz zostawial po sobie wlasnie te wspaniale wspomnienia, ktore beda wiecznie zywe w ich pamieci, innymi nie sama jego obecnosc a wlasnie odejscie bylo zbawienne dla wszystkich postaci, ktore spotkal.
A co do filmu spodziewalem sie dobrego filmu ale pierwszy raz od bardzo dawna az tak bardzo sie pomylilem, ten film nie jest dobry...on jest genialny! Cudowne zdjecia z nastrojowa muzyka Eddiego Weddera z Pearl Jamu wprowadzaja taki nastroj jakiego chyba nie widzialem w zadnym innym filmie,scenariusz,rezyseria i montaz sa na bardzo wysokim poziomie nawet gra aktorow jest swietna. Co do sceny finalowej to po raz pierwszy w zyciu plakalem na filmie czujac smutek a jednoczesnie czulem sie szczesliwy i podniesiony na duchu. Po prostu +10/10.
Tak wogole gdyby z ostal z ktorakolwiek z tych osob nie bylby on tym samym facetem ktorego poznali i tak sie do niego przywiazali poniewaz czulby sie znowu przez cos skrepowany a jednoczesnie okazalby sie hipokryta.
Tak, tak tak :] W końcu ktoś kto tak interpretuje ten film:) Cieszę się, bo nie potrafię nawet opisać jak ważną rolę odgywa w moim życiu.Tylko film, ale aż film:)
"Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy." O. Wilde
W sumie jak się nad tym zastanowić to chłopak spieprzył sobie życie dlatego uważam polski tytuł za lepszy od orginalnego a co do przesłania, sensu i ch** wie czego tam jeszcze to wszycho jest na koncu, kiedy Chris zrozumiał że prawdziwa wolność nie daje szczęścia jeżeli nie dzielisz jej z drugą osobą
Bezapelacyjnie postać warta dyskusji, dzieki niemu widze ze czasami nie warto slepo gonic za marzeniami i trzeba ruszyc od czasu do czasu glowa, bo jak tak bardzo chciał powrócić do korzeni to mógł zostać lesniczym ;D pozdro
Tak więc jest ze mnie cholerny egoista, bo uważam tego człowieka (nie mówię tu już o postaci a o prawdziwym McCandlessie) za totalnie nie przystosowanego do życia wśród ludzi, porąbanego świra, który dostał to na co zasłużył. Nie mam względem niego ani krzty współczucia czy zrozumienia. Trzeba być idiotą, żeby sądzić że, nawet po roku łazikowania, da się przeżyć w całkowitej dziczy samemu. Co on sobie myślał przechodząc zima rzekę? "Hmm, ale dużo śniegu, pewnie na wiosnę całkowicie wyparuje, a rzeka będzie spokojna jak teraz?" Zupełny brak odpowiedzialności, zero szacunku dla innych i przerażająca wręcz niefrasobliwość granicząca z głupotą. Fil jest idealnym przykładem jak NIE kierować swoim życiem.
Nie zgodzę się z przedmówcą. Po pierwsze - właśnie, że mówisz o postaci fikcyjnej, bo naprawde bohatera ani nie znałeś, co jest oczywiste, ani nie chciało Ci się sięgnąć do jego biografii, czy licznych artykułów które są dostępne w necie, w większości archiwów amerykańskich gazet podróżniczych. Chce dodać, że w filmie poruszony jest zaledwie wątek z książki wydanej w 1996 o tym samym tytule. A co najważniejsze - na jakiej zasadzie filozof XXS, ocenia innego człowieka? i to nie postać fikcyjną, lecz co podkreśliłeś - autentyczną. Nie wiesz, że nie można oceniać drugiego człowieka, dopóki się go dobrze nie pozna? Wiesz że czas socjalizacji pierwotnej bohatera zachodził kiedy wszystko w jego rodzinie się pierdo%$#@? Rozwody, kłótnie, kochanki ojca, separacje - powiedz wielki filozofie czy coś takiego działa pozytywnie na psychikę 7letniego chłopca, i jaka jest szansa, że nie odciśnie to piętna na jego dorosłym życiu? Zgadzam się z tobą, jesteś wzorem egoisty, bo nie należy tak powierzchownie oceniać ludzi, a ty pewnie nigdy nie dostałeś "kopa w dupę" od życia. Co do Teklaniki (rzeki którą przechodził) - po pierwsze, przemierzając ją, nie miał zamiaru wracać, po 2 - TAK, można ją przekroczyć latem wąskimi kanałami parenaście kilometrów od autobusu na północ, zatem NIE - nie trzeba być idotą, wystarczy wydać 2 dolary na mapę topograficzną Alaski, ale jego założeniem było odcięcie się od cywilizacji i konsumpcyjnego stylu życia ludzi go otaczających. Dobrze śpiewał Roger Miller. Pzdr.
A co Ty mu tłumaczysz takie rzeczy..? To nie ma sensu. Pójdzie za kilka lat do jakiejś korporacji "na roboty", przejadą mu po godności, wydymają i zostawią trochę kasy przy nocnej lampce. Po takie szkole życia sam będzie się rwał na Alaskę i zrozumie, od czego tak na prawdę uciekał bohater filmu. No chyba, że takie dymanie za pieniądze go nie rusza :P
PZD
dymanie za pieniadze... moze jak juz tu jest jakaś dyskusja, to niech ludzie dyskutujący trochę się ucywilizują? zakładam, ze to ludzie na poziomie;/
Z której strony nie spojrzysz, dymanie za pieniądze to "wynalazek" cywilizacji :P
I z tego co się orientuję, ludzie na poziomie również z tego "wynalazku" korzystają, z tą różnicą, że "na poziomie" głośno się o tym nie wspomina.
P.S.
Ja akurat "na tym poziomie" nie jestem :P
LaPiedra: Oceniam na takiej zasadzie (czy też podstawie, albo takim prawem, ocenianie na zasadzie jest trochę nielogiczne), że mogę oceniać. Tak samo jak Tobie nikt nie zabroni oceniać mnie i moich wypowiedzi. Ale dlaczego nie można oceniać kogoś kogo się nie zna? Gdyby tak było, to ludzie nie zawierali by nowych znajomości, przecież rozpoczynamy znajomości właśnie na podstawie powierzchownej oceny, uczynionego "pierwszego wrażenia". Dla mnie postawa bohatera jest przykładem zupełnego nieprzystosowania do życia wśród ludzi, co jest wg. mnie skrzywieniem psychicznym, co w moim wcześniejszym poście trochę za ostro nazwałem byciem "świrem". Ale pal licho nazwę, ważne jest to że takie zachowanie nie jest ani normalne, ani godne naśladowania, ani korzystne. Ani naturalne. Wiele osób ma trudne dzieciństwo, a nie każdy ucieka od świata, byle by nie zmierzyć się z problemami jakie ten świat stwarza. Poza tym, taki sam sens jest w tłumaczenie np. złodzieja, że kradnie, bo jak był mały to tata go bił kijem po plecach. A nie jest głupotą nie kupienie dokładnej mapy za 2 dolary, która znacznie zwiększa szanse powodzenia?
Jeszcze 3 krótkie sprawy:
LaPiedra: możesz nie przekręcać mojego nicku? nie wiem czy ze złośliwości czy przez pomyłkę ale napisałeś go z błędem.
"nie należy tak powierzchownie oceniać ludzi, a ty pewnie nigdy nie dostałeś "kopa w dupę" od życia" - tu przeczysz sam sobie, najpierw zabraniasz powierzchownej oceny, a potem to robisz.
parura: strasznie Ci współczuję z powodu Twojej kariery zawodowej - bo chyba Twoje tezy powstały na podstawie własnych doświadczeń?
Egoizm? Tak, z pewnością. Jednak również chyba zaburzenia uczuciowości wyższej, brak szacunku dla cudzych uczuć. Zapomniana na amen siostra. No i ten symptomatyczny wiek podwyższonego ryzyka, w którym najczęściej rozpoczynają się objawy schizofrenii. To ciekawe pytanie o kondycję psychiczną Christophera.
Każdy idealista (a do tego jeszcze indywidualista) jest egoistą i tego nikt nie zmieni. Idealiści mają to do siebie, że uważają iż mogą spełniać wszystkie swoje marzenia i uratować cały świat. Piękne a zarazem głupie. Tylko ciekawe co by się z tym światem stało, gdyby nie było na nim kilku idealistów.
Jest coś w tym, co piszesz, ale nie uważam, aby KAŻDY idea/indywidua-lista był egoistą. Chyba, że pojmujemy egoizm w taki sposób, że nawet akt altruizmu jest czyniony głównie z pobudek egoistycznych (tzn. dla sławy, dla podbudowania siebie, itp.) Ale wówczas każde ludzkie działanie należy uznać za czyn egoistyczny :P
-----------------------------
Ja mam spore wątpliwości, co do tego, czy pytanie o egoizm Chrisa jest w ogóle zasadne. To, że odszedł z domu: przecież każdy opuszcza swój rodzinny dom wcześniej, czy później. Może nie zupełnie w takim stylu, ale jemu przecież chodziło o ZERWANIE !!! więzi, które trzymają go w świecie "zniewolenia". On po prostu musiał zostawić dom, rodzinę, bliskich i dalszych znajomych, ale jego dalsze losy wiele wyjaśniają, tzn. dostarczają nam informacji, dzięki którym możemy lepiej poznać jego motywacje. A przede wszystkim jego podróż i kontakty z napotkanymi ludźmi chyba wyraźnie ukazują, że nie był istotą egoistyczną, ale dzielił się sobą z innymi, jednocześnie zostawiając sobie tyle "siebie", aby ukończyć to, co zaplanował. A przecież nie planował śmierci głodowej, ale chciał przeżyć przygodę, odnaleźć w sobie ten najczystszy pierwiastek, dzięki któremu nazywamy siebie ludźmi. W pewnym sensie to odnalazł, a jego ostatnie słowa bardzo dobitnie o tym świadczą. Ja osobiście nie odczytuję tego jako pewnego rodzaju "wyleczenia" siebie z egoizmu, ale jako dotarcie do najgłębszej prawdy, o której on wiedział od początku, choć było to dla niego nieuchwytne. Ostatnie słowa to konstatacja tego, co przeczuwał, ale nie do końca rozumiał, a co dotarło do niego dopiero na pustkowiu, tuż przed śmiercią.
pamiętacie scenę kiedy jego ojciec wychodzi z domu, załamany, siada na ulicy i zaczyna płakać? ja ryczałam aż tusz do rzęs mi spłynął po szyi;/
też miałam takie wrazenie... jego postawa mi imponuje, ale zdaję sobie sptawę ze ranił niemal kazdego, kogo spotkał... choc z drugiej strony, jego piękno stanowiła niezależność, i to właśnie było raniące. chyba lepiej tego nie wytłumaczę, ale zgadzam sie z autorem postu.
"...jego piękno stanowiła niezależność, i to właśnie było raniące..." aha, to jest sedno problemu!
Więc jak można powiedzieć, ze ranił? To inni czuli się zranieni, że Chris szedł własną drogą i tak naprawdę nie przywiązywał się do ludzi w ten tradycyjny sposób. A jednocześnie szanował innych, ich autonomię i nie pragnął od nich nic więcej, prócz spędzenia razem paru prozaicznych chwil.
Tu świetnie pasuje powyższy cytat z O. Wilde'a.
=============================
Takie myślenie o egoizmie to sprawa podobna do infantylnej miłości: żywimy przekonanie o sile własnej miłości do kogoś, a z drugiej strony mamy pretensję, że ta osoba nie odwzajemnia tego uczucia lub odwzajemnia je po swojemu, co akurat do nas może nie przemawiać. To zwykła postawa roszczeniowa, a nie miłość, podobnie jest z egoizmem Chrisa: po prostu ludzie chcieliby go w jakiś sposób mieć/posiąść/zgłębić/zatrzymać na dłużej, ale im się nie udaje - dlatego uważają go za egoistę.
P.S.
Taką fajna książeczkę kiedyś czytałem, może jest nieco naiwna, ale tezy w niej postawione warte są przemyślenia (oczywiście mówię o filozoficznych konotacjach, a nie praktycznych ćwiczeniach w stylu amerykańskiego podręcznika motywacyjnego "jak żyć lepiej"). Tu parę słów about http://mateusz.pl/Rodzina/iw-fromm.htm
ja myślę, że mccandless był dokładnie taki jakim każdy chciałby być - szczęsliwy ze sobą i niezależny. i ludzie których spotykał chcieli go zatrzymać na dłuzej - tacy ludzie to na przykład ten staruszek który chciał go adoptować, albo być z nim jak najblizej pod względem psychiki i nie tylko,- jak tracy, bo wydawało im się, ze przez to mogą byc tacy sami, i dlatego ze był niezalezny. a do takich ludzi zawsze ciągnie tych, którzy niezależni i szczęśliwi być nie mogą, albo im się to nie udaje.
Przytoczę wypowiedź Klee. Bardzo trafną moim zdaniem, którą zarzucił w tym temacie: http://www.filmweb.pl/topic/1005136/Cz%C5%82owiek+i+jego+cywilizacja.html
"Ludzie, o czym w ogóle ta rozmowa! Żyjemy dla siebie, nie dla rodziców, nie dla przyjaciół, nie dla szefa czy pani Zuzi z kiosku z gazetami. I koniec!
To jest wielka, wielka sztuka - przerwać pępowinę, uwolnić się, nie czuć się zobligowanym do czegokolwiek. Niewielu się ona udaje, większość nawet próbować się nie ośmiela. Jestem pełen podziwu dla bohatera. Wielki szacun! Też tak chcę".
IMO film dobry z fajnym przeslaniem, ale postawa głownego bohatera to dno. Po pierwsze - jak slusznie stwierdził autor wątku - egoizm. Zyjemy dla siebie, ok - pomyslcie jakbyscie sie czuli, jakby nagle Wasza dziewczyna/chlopak/matka/brat etc pojechali na Alaske i nie dawali oznak zycia przez wiele lat. Po prostu mieli Was gleboko w d..
Po drugie - ucieczka. Niestety tak jest najprosciej. Zycie w spoleczenstwie wg. pewnych regul to nie pojscie po najprostszej lini oporu, ale ciagla "walka". Wielu boi sie zalozyc rodzine, pracowac i wychowywac dzieci, bo to po prostu ciezki kawal chleba. Zamiast podjac walke, probowac ulozyc sobie zycie w spoleczenstwie, wola ucieczke, bo tak jest najprosciej. Czym sie rozni taki outsider na Alasce od alkoholika, ktory nie radzi sobie i pije? Niczym, bo obie rzeczy to proba ucieczki.
I marzenia. Super rzecz miec marzenia i je realizowac, ale nie zapominajmy o jednej z wazniejszych zasad ludzkiej egzystencji - po pierwsze nie krzywdzic innych. Hitler i Stalin tez byli idealistami i mieli marzenia....
Nigdy nie ma tak, że wszyscy są zadowoleni...
Żeby dawać szczęście innym, samemu trzeba być szczęśliwym. Chris nie był i pewnie gdyby nie wyruszył na Alaskę, pewnie zaczął by chlać, albo ćpać. Czasem to, co na początku wydaje się złe (krzywdzące) po jakimś czasie wychodzi na dobre. Najważniejsze, żeby być sobą, po prostu nie okłamywać siebie i ludzi dookoła. Wtedy najłatwiej o szczęśliwy żywot:)
Chris zawsze był szczery i za to głęboki szacun.
"pomyslcie jakbyscie sie czuli, jakby nagle Wasza dziewczyna/chlopak/matka/brat etc pojechali na Alaske i nie dawali oznak zycia przez wiele lat."
A jak byście się czuli, gdyby wasi bliscy się z wami nie liczyli, tylko wszystko przeliczali na pieniądze? Jak byście się czuli widząc rodzinny teatrzyk, który musicie codziennie odgrywać, widząc, że patrzą na was sąsiedzi?
Po drugie Christopher owszem uciekł, ale z pewnością nie od obowiązku pracy czy zarabiania na rodzinę, bo akurat pieniądze jego rodzina ma... Na pewno było by mu łatwiej wśród ludzi, jeśli chodzi o karierę zawodową, którą uważał za wymysł XX wieku.
Czy uważasz, że np. henry David Thoreau, również był egoistą bo przez dwa lata mieszkał w lesie? Był egoistą czy może trzeźwo patrzącym człowiekiem na ten zmanierowany świat.
Uważam, iż McCandless dostrzegał więcej niż nie jeden z nas. Żyjemy w obłudzie i przekonaniu, że TO życie jest jedynym wyjściem, tym czasem (jak pisał sam Thoreau w "Walden") ludzie tak na prawdę nie posiadają nawet domu. Myślimy, że mamy wszystko, wciąż gnamy do przodu, codziennie harujemy w pracy...po co? Żeby przez dwa tygodnie posiedzieć w basenie w ekskluzywnym hotelu?
"Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym macie się przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?" Mt 6,25
"A jak byście się czuli, gdyby wasi bliscy się z wami nie liczyli, tylko wszystko przeliczali na pieniądze? Jak byście się czuli widząc rodzinny teatrzyk, który musicie codziennie odgrywać, widząc, że patrzą na was sąsiedzi? "
Po pierwsze mozna probowac to zmienic - rozmową, przykładem i nauczyć się wybaczać. On juz nie byl bezradnym 5-letnim dzieckiem tylko doroslym mezczyzna, a zachował się jak dziecko - jak się tak nie bawię, zabieram swoje zabawki i uciekam.
"Uważam, iż McCandless dostrzegał więcej niż nie jeden z nas. Żyjemy w obłudzie i przekonaniu, że TO życie jest jedynym wyjściem, tym czasem (jak pisał sam Thoreau w "Walden") ludzie tak na prawdę nie posiadają nawet domu."
Nonkonformistyczny i niekonsumpcyjny tryb zycia mozna prowadzic rowniez w miescie. Mogl zajac sie pomocą biednym, albo oddawac na szczytne cele zarobione pieniadze. Wolal byc kompletnie nieprzydatnym, raniącym najblizszych trutniem. Wybacz, ale gdyby 100% ludzi postępowalo jak on to bysmy sie cofneli do epoki kamienia łupanego, bez elektrycznosci, internetu i ciepłej wody, walcząc co dzien o przetrwanie.
Ale każdy dorosły człowiek, w końcu przecina pępowinę i ucieka od rodziców. W taki czy inny sposób to już nie ważne.
On właśnie z miasta uciekał. Wcale nie chodziło mu o to, żeby zostawić tylko rodziców, ale i cały ten świat, którym rządzi pieniądz i ludzi, dla których tylko on się liczy.
Ludzie przez wiele stuleci żyli bez prądu, ciepłej wody czy internetu, o którym mówisz, że jest aż tak ważny. I nie koniecznie była to epoka kamienia łupanego, gdzie ludzie wyglądali jak małpy i ubierali się w skóry. Jesteśmy po prostu zbyt przyzwyczajeni do wygód, które tak na prawdę są nam do niczego nie potrzebne.
Nie bronię nikomu zycia bez wygód i ucieczki z miasta. Sednem sprawy jest jak nazwać postawę McCandlessa. Jak dla mnie to idealista, dziwak i po trosze egoista. Miliony takich na świecie i daleki byłbym od stawiania go w pozycji pozytywnego bohatera który miał jakąś wizję niczym Kolumb odkrywający Amerykę czy Armstrong lądujący na księżycu.
i co nam daje pogon za pieniadzem i walka o dobra człowiek staje sie nie ufny i pogardliwy dla drugiego tyle nam daje dzisjejszy swiat zapominamy jaki jest naprawde sens życia
W swojej wypowiedzi odnosisz się już bezpośrednio do samego Chrisa McCandelssa, mówiąc, że "mógł się
zająć pomocą biednym". Tymczasem ten wątek z jego życia niemalże nie został przedstwiony w filmie,
natomiast "prawdziwy" Chris pomagał biednym, dawał im pieniądze, jedzenie, doradzał, jak mogą zmienić
swoje życie. Co do zarobionych pieniędzy to przecież przekazał całe swoje oszczędności właśnie na cele
charytatywe i sądzę, że gdyby przeżył nie poprzestałby na tych 24 000$.
Ktoś wcześniej cytował Wilde'a :"Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by
żyli tak, jak my chcemy."
Szkoda, że nie przedstawił swojego zadania na ten temat, bo cytat uważem za bardzo trafny. Wielu sądzi, że
McCandless był egoistą, bo zostawił rodzinę itd. bez pożegnania. Uważam, że oceniając jego powinniśmy się
postawić zarówno w skórze jego rodziców jak i jego.
Tak więc nie można powiedzieć, że Chris był egoistą bo chciał dla siebie szczęścia. Powiedziałbym, że to jego
rodzice byli egoistami, ponieważ kłamali odnośnie ich przeszłości,a by ukryć niewygodne sprawy przed
dziećmi. Pozatym nie przejmowali się wewnętrznym cierpieniem Chrisa jeszcze jako nastolatka, zajmowali się
jedynie zarabianiem pieniędzy i kłótniami między sobą. Bardziej przejmowali się tym co pomyślą sąsiedzi, niż
tym czy chce on zmienić swój samochód na nowy.
On poprostu odciął się od narzuconego mu życia. Nie można zabronić mu szczęścia, zasłaniając się tym, że
ranił najbliższych.
"On poprostu odciął się od narzuconego mu życia. Nie można zabronić mu szczęścia, zasłaniając się tym, że ranił najbliższych. "
Sorry, ale tym pustym stwierdzeniem można usprawiedliwiac kazdego: ojca ktory zostawia zone z dwojka dzieci dla mlodszej kochanki (chce swojego szczescia, a co),rodzicow McCandlessa - ukrywali prawde, bo chceli swojego szczescia itd.
Zawsze wyzej nad swoimi zachciankami powinien byc drugi czlowiek, nie mozna budowac swojego szczescia na cudzym nieszczesciu. McCandless mial milion innych mozliwosci - mogl zostac zakonnikiem, pastorem, misjonarzem,a wybral taka droge, ze nie byloby wielkiej roznicy jakby sobie odrazu strzelil w łeb.
Nie rozumiem o czym wogule mowa...
McCandless nie kochał swoich rodziców, nie czuł się z nimi w jakikolwiek sposób związany i po prostu pozostawił dom rodzinny za sobą. Czy by został zakonnikiem czy pastorem czy misjonarzem byłby z dala od domu i też można by się zastanawiać czemu zostawił rodzinę dla obcych ludzi?
A ilu ludzi, którzy są nam bliscy zostawiamy my? Ani jednego? Ile czasu ktoś nie odwiedzał swojej babci (to tylko przykłady), ile lat temu odezwaliście się do swoich przyjaciół ze szkoły? Kiedy ostatni raz odwiedziliście wujostwo?
Bo ja powiem szczerze, że o kilku osobach wręcz zapomniałam.
"nie byloby wielkiej roznicy jakby sobie odrazu strzelil w łeb."
Nie zrozumiałam tej aluzji. Czy ktokolwiek przed '92 wiedział że on umrze?...Owszem narażał kilka razy życie, ale może on chciał umrzeć, lub po prostu poczuł że nie może zrobić nic innego? (w książce ten temat został poruszony: Mccandless miał wiele możliwości: np. mógł wzniecić pożar- straż przyjechała by natychmiast ze względu na park narodowy)
Pozdrawiam
PS. Jeśli chodzi o ojca zostawiającego żonę- miłość się urywa. Może popełnia on błąd, bo składał jej przysięgę małżeńską ale jeśli przestał żonę kochać, to co? Ma się z nią kłócić całymi dniami, ale jej nie zostawiać bo to by było nie fair? Jeśli nie są dobranym małżeństwem, może lepiej by było, jeśli dzieci dorastały by nie będą świadkami ciągłych kłótni swoich rodziców?
"McCandless nie kochał swoich rodziców, nie czuł się z nimi w jakikolwiek sposób związany i po prostu pozostawił dom rodzinny za sobą."
Tu nie chodzi o interpretacje jego zachowania, jego motywacji, tylko nazwanie tego co zrobił albo czym był. IMO McCandles był egoistą, hedonistą, nieprzystosowanym do życia w społeczenstwie dziwiakiem. Nie chciałbym mieć go ani za członka rodziny, ani za przyjaciela. Ot zwykły zmanierowany amerykański chłoptaś, jakich wiele. Problem w tym, że niektórzy robią z niego jakiegoś bohatera z wizją, co jest po prostu żałosne.
"Ot zwykły zmanierowany amerykański chłoptaś, jakich wiele"
A myślałam, że zmanierowany chłoptaś, to taki który nigdy nie dowiedział się co to cierpienie. Myślałam, ze to człowiek który myśli wyłącznie o pieniądzach i o niczym innym. < Przeciwieństwo McCandlessa
"Problem w tym, że niektórzy robią z niego jakiegoś bohatera z wizją, co jest po prostu żałosne."
Twoje zdanie za kogo go uważasz. Tu się nie będę wtrącać, ale McCandless miał wizję. Może nie było to nie wiadomo co, ale miał wizję, przede wszystkim świata, w którym człowiek dla bliźniego zrobił by wszystko. Gdzie ludzie przestali by się w końcu troszczyć o rzeczy materialne, a zaczęli o bardziej wartościowe.
Pozdrawiam
" Może nie było to nie wiadomo co, ale miał wizję, przede wszystkim świata, w którym człowiek dla bliźniego zrobił by wszystko."
Dobre ;) A ja mam wizje nieba na ziemi. Tylko wizje, na tym sie kończy ;)
McCandless, był dokładnym przeciwieństwem wizji o której piszesz - dla człowieka nie zrobił nic, a mógł bardzo wiele. Jedyne co zostawił po sobie to żal w rodzinie. Pal licho rodziców, ale siostre naprawdę skrzywdził bez żadnej przyczyny. To są fakty, a nie dyrdymały czego to on by nie chciał.
Nie znamy dokładnie faktów, jak wyglądało życie McCandless'a z jego siostrą.
Dla ludzi nic nie zrobił??
A co z tymi bezdomnymi, którymi się opiekował za nim opuścił Waszyngton? A co z tymi 24 000? co z dzieciakami ze szkoły którym pomagał? Może chciał się tylko oderwać? Pociągało go po prostu życie w zgodzie z naturą. Zrobić coś takiego, żyć tym, co dał nam Bóg?
Jeśli ktokolwiek z Was spotkałby chociaż na chwilę taką osobę, która nie poddaje się całemu schematowi w jakim żyjemy,poczulibyście całkowitą pustkę i smutek ale nad samym sobą. Czy egoizmem jest życie według własnej woli? Może egoizmem jest posiadanie dzieci w tych czasach? Czy egoizmem jest wybór śmierci? Każdy z nas ma coś do zrobienia ale tylko szczęśliwcy poznają swoją drogę. Postarajmy się nimi być
Tak, owszem jest egoistą np. w stosunku do swojej siostry, która go bardzo
kochała, a on ją zostawił.
...to co, miał się z nią ożenić i być wiernym aż po grób? To jakaś paranoja z tym egoizmem..! Czy egoistą nie okazałby się również wtedy, gdyby pojechał np do Kalkuty pomagać biedocie, a tymczasem jego ojciec życzyłby sobie, aby jego syn wykształcił się i został szanowanym, dobrze prosperującym prawnikiem? Ależ oczywiście - byłby egoistą! przynajmniej wedle sposobu myślenia niektórych na tym forum. Następnie załóżmy, że jego matka chciałaby, aby został księdzem i szerzył słowo boże, a on tymczasem zaciągnąłby się do armii (powiedzmy z powołania) i strzelał do ludzi gdzieś tam na Bliskim Wschodzi - no egoista po prostu!!!
A czy w gruncie rzeczy nie byli egoistami jego rodzice i jego siostra, gdy chcieli go mieć blisko siebie, nie dawali mu autonomii i należnej swobody, nie pozwolili mu odejść, gdy tego właśnie zapragnął???
Wydaje mi się, że ojciec nie załamuje się dlatego, że został opuszczony (tu uwidoczniłby się jego egoizm), ale z tego powodu, że zdał sobie sprawę z faktu, że nie był takim człowiekiem, z którym Chris chciałby obcować, ale takim, którego jego własny syn się brzydził i nie chciał żyć tak, jak on. Z punktu widzenia zwykłego członka społeczeństwa zachowanie Chrisa może się wydawać irracjonalne, ale pozwólmy sobie wszyscy na chwilkę refleksji i odrobinę empatii - wydaje mi się, że nie jest trudno zrozumieć jego motywacje i powody, dla których postanowił tak żyć. Właśnie żyć - co istotne - bowiem on wcale nie zamierzał umierać w dziczy, ale stać się tam lepszym (w jego przekonaniu) człowiekiem. A tego bynajmniej egoizmem określić żadną miarą nie sposób.
... ale stać nas również na altruizm, filantropię ... ba, w niektórych przypadkach te nastroje i uczucia mogą zdominować czyjś stosunek do życia i innych ludzi i zagłuszyć ich osobisty egoizm.
Co do Chrisa - zgodzę się, że był mizantropem, pogardzał tym, co człowiekowi udało się osiągnąć (jakim kosztem?!?), dobrami cywilizacji, wygodnictwem, społeczną grą pozorów... Nie zgodzę się jednak, że był egoistą.
Czy na dzikie zwierze (pojmane i trzymane w klatce), które rwie się na wolność i gryzie rękę, która je karmi, również powiemy "egoista"?
Dziwi mnie troche, ze tyle osob usprawiedliwia na tysiac sposobow jego zachowanie. Kazdy jest ma tyle empatii, wspolczucia i zrozumienia ze az mdli ;) Odnosze jednak wrazenie, ze to tylko pozory, bo jego sprawa tak naprawde nikogo z Nas nie dotyczy.
W analogicznej sytuacji, kiedy np. nasz ojciec odszedlby bez slowa kiedy mielismy kilka lat, bylby skonczonym dupkiem i egoistą którego nie chcemy znac. Nikomu by nie przyszlo do glowy ze moze byl nieszczesliwy, czy moze jak McCandlessa ciagnelo go do natury ;)
"...nasz ojciec odszedlby bez slowa kiedy mielismy kilka lat..."
nie uważasz, że ojciec ma pewne OBOWIĄZKI względem swych dzieci? On za nie po prostu odpowiada do pewnego wieku, poza tym złożył deklarację swej żonie, że będzie z nią na dobre i na złe. Chris takich zobowiązań nie miał i nie poczynił (o czym świadczy fakt, że celowo nie starał się związać na dłużej z żadną z napotkanych osób). Poza tym wydaje mi się, że gdyby jego ojciec był bardziej otwarty na potrzeby swego syna, być może Chris nie odszedłby z domu, a na pewno nie zrobiłby tego bez pożegnania. Można powiedzieć, że relacje (a raczej ich brak) z rodzicami popchnęły go do odejścia, do podjęcia próby zmiany swego życia. Fakt, że wybrał opcję dość niestandardową, nie czyni z niego wcale egoisty, co najwyżej ekscentryka lub - jak kto woli - wariata-desperata.
P.S.
Ja nie staram się go usprawiedliwiać, polemizuję jedynie z zarzutem egoizmu pod jego adresem, który w gruncie rzeczy byłby sprzeczny z przyjętą przez niego ideologią oraz zadawałby kłam jego szczerym przecież relacjom z ludźmi. Fakt, że był - powiedzmy - nieprzystosowany, owładnięty ideałem, inaczej ukształtowany przez dom i środowisko, w jakim dorastał, ale to już inne kwestie. Sądzę, że gdyby spróbował żyć, tak jak jego ojciec, wówczas okazałby się większym egoistą i materialistą o konsumpcjonistycznym nastawieniu do życia i innych ludzi.
"nie uważasz, że ojciec ma pewne OBOWIĄZKI względem swych dzieci?"
To ze obecna kultura cywilizacyjna przyjeła takie standardy o niczym nie świadczy. Czy kazdy musi być trybikiem pracującym w kieracie 12h na utrzymanie dziecka? Czy wieki lat temu nie zylismy inaczej i nie bylismy bardziej szczesliwi?
Oczywiscie to co napisalem to zwykle dyrdymały, ale dokladnie takie same argumenty uzywane sa w tym wątku. Kazdego mozna w ten sposob usprawiedliwic. Albo trzymamy sie pewnych standardow: staramy sie zyc tak aby nie ranic najblizszych, rodzice musza sie troszczyc o dzieci, a dzieci maja miec szacunek do rodziców etc, albo hulaj dusza diabła nie ma. Ja jestem za światem z zasadami, w przeciwienstwie do tych co sądzą, ze czlowiek jest zwyklym zwierzeciem i moze zyc gdzie chce i jak chce.
"To ze obecna kultura cywilizacyjna przyjeła takie standardy o niczym nie świadczy" - właśnie świadczy o tym, że decydując się na dziecko, jednocześnie akceptujesz pewne zasady (obowiązujące w danej społeczności), w przeciwnym razie ponosisz odpowiedzialność, czy to prawną, czy innego rodzaju (np. moralną - Chris też w końcu zatęsknił za ludźmi i rodziną).
Ale to już jest meta-poziom, na którym równie dobrze możemy się zastanawiać, cóż to takiego jest egoizm i czy czasami nie zostało to pojęcie ukonstytuowane i aksjologicznie zdewaluowane przez ogół, aby zabezpieczyć się przed postawami skrajnie indywidualistycznymi, nieprzystającymi do standardów życia w społeczności.
"Ja jestem za światem z zasadami, w przeciwienstwie do tych co sądzą, ze czlowiek jest zwyklym zwierzeciem i moze zyc gdzie chce i jak chce."
Uważam podobnie, przy jednoczesnym zastrzeżeniu, że Chris nie złamał żadnych zasad. Ot, po prostu wybrał dość ryzykowną drogę życia, za co zapłacił słoną cenę. Inną sprawą jest zakres tych zasad: czy młodzież uprawiająca sporty ekstremalne (ryzykując przy tym zdrowie, a nawet życie) też prezentuje postawy egoistyczne wobec swych bliskich?
Tu nawet nie chodzi o to co zrobił i stopien ryzyka tego przedsiewziecia, tylko w jakiej formie to zrobił. Jesli pasjonowała go natura to mogl zostac badaczem, pisac do National Geographic i odzywac sie do rodzicow raz, dwa razy do roku. Wtedy nikogo by nie skrzywdzil. Nie odzywal sie do rodziny przez 2 lata dając wyraźny sygnał: mam was gdzies.
Ależ chyba Tobie właśnie chodzi o to, co zrobił... bo gdyby został misjonarzem, etnologiem, czy innym badaczem i odzywał się do rodziny od czasu do czasu, to byłoby ok; ale skoro poszedł w świat bez pożegnania i bez racjonalnego (dla niektórych) celu, to już nie jest ok. A skąd wiesz, że gdyby miał jeszcze okazję, nie wróciłby do rodziny i nie pokochał ich jeszcze mocniej? I tu pojawia się dodatkowe pytanie: czy odezwać się do rodziców częściej, niż raz w roku, to jeszcze nie egoizm? ale po dwóch latach milczenia, to już wyraźny sygnał "mam was gdzieś", a więc bezsprzecznie egoizm?
To śmieszne jest przecież, nie widzisz tego? Mógł zostać, tym, albo tamtym i wówczas byłoby lepiej, bo ta droga, którą wybrał, była akurat w Twojej opinii najgorsza i "mógł sobie od razu strzelić w łeb"... Chciał, to poszedł i nic nikomu do tego. Jeśli ktoś nieumyślnie stracił życie na takiej wyprawie, to był jego wybór i uważam, że należy to uszanować, nawet jeśli był to wybór lekkomyślny. Każdy uczy się na swoich błędach i on miał do tego prawo, tym bardziej, że nie był nic nikomu winny.
I powiem Ci jeszcze tak: nie wiem, czy prawdziwy McCandless był, czy nie był egoistą, ale z tego, co zobaczyłem w filmie, postać ta i jej relacje z ludźmi w żaden sposób nie kojarzą mi się z egoizmem. Więc parafrazując Twoją wcześniejszą wypowiedź, stwierdzić mogę, że niektórzy na tym forum usilnie starają się przypiąć tej postaci etykietkę egoisty - ale mi ona po prostu nie pasuje do filmowego Chrisa.
I choć problem wydaje mi się nadal ciekawy, to nuży mnie powoli wałkowanie tego tematu. Nie gniewaj się, że tak utnę na razie rozmowę, niemniej jednak nie przeczę, że do niej wrócę, gdy pojawią się jakieś świeże koncepcje i argumenty. Na razie bywaj zdrów!
Pozdrawiam!
Mnie po prostu dziwi, ze wszyscy ulegają polaryzacji dobry-zły jaka została przedstawiona w filmie. Rodzice są źli, nikt ich tutaj usprawiedlia, nie daje szansy wg reguły, cytuje "Każdy uczy się na swoich błędach". Świat jest zepsuty, ludzie są podli. Jedynie McCandlessa usprawiedliwia sie na setki sposobow jak by był małym dzieckiem błądzącym we mgle.
No coz po prostu mamy inne podejscie do tematu, jak dla mnie tez EOT. Pozdrawiam!