Taki jakiś dziwny:) ni to śmieszny, ni to dramatyczny, ni to ni tamto, ni nic:) Po obejrzeniu straciłam wenę twórczą a to zły znak, powinno być na odwrót. Można obejrzeć.
Wena twórcza ,kogoś kto niedoszukał się w tym filmie przekazu ,dawno przestałała coś tworzyc.Film dla artystów , nie systemowców!
Nie musiał mi się podobać, wyrażam swoje zdanie i przy okazji nikogo nie oceniam nawet go nie znając...
Zgadzam się. Film podobno miał być komedią. Wcale mnie nie śmieszył. Zobaczyłam wyłącznie ze względu na Scarlett Johannson. Co do wnerwiającej mnie dotychczas Penelope Cruz - tu nawet podobała mi się jej gra.
Niby miał to być melodramat. W takim razie kiepski jakiś. Do obejrzenia, ale mnie się dłużył i nie zachwycił - a wiązałam z nim duże nadzieje.
piszę z punktu widzenia fana twórczosci Woodego Allena. Wolę kiedy robi on absurdalne komedie takie jak "Wszystko co chcielybyście wiedzieć...","Hollywood Ending" albo jak robi dramaty "Matchpoint", "Cassandras Dream". Ten film to taki letni Allen - jak zauważyła autorka postu - ani śmieszny, ani dramatyczny. Letnia obyczajówka. Słabo zarysowane postaci. Właściwie tylko postać grana przez Rebecce Hall, która walczyła z własnym rozsądkiem i sumieniem - wzbudza jakiekolwiek ludzkie emocje. Reszta - to nastolatkowie w duszach dorosłych. W czym prym wiedzie - w jej - zachowaniu postać Scarlett. Penelope może i dobrze gra, ale postać też nieciekawa. Ogólnie - ujdzie, jak na Allena - kiepsko...
W sumie to zarówno u Scarlett jak i u Penelope czegoś mi brakowało. Cały film wywołał u mnie duży niedosyt. Słuszna uwaga, co do postaci granej przez Rebeccę Hall
Słuszna uwaga co do postaci granej przez Rebecce Hall, jedynie ona jest dla mnie widoczna w tym filmie.
Przyznam się szczerze, że jakoś nigdy nie mogłam się zebrać, żeby obejrzeć jakikolwiek film Allena, ale nie mówię, że nie mam chęci zobaczyć czegoś jeszcze:) Czyli chyba źle zaczęłam zaznajamiać się z jego twórczością:) Mam w swoich zbiorach Sen Kasandry i słyszałam sporo o tym filmie od znajomych. Zarówno były to uwagi pochlebne jak również te drugie. Czyli warto obejrzeć?
Do mnie też nie przemówił. Trochę przekombinowany, za bardzo udziwniony. No i tyle tego lektora na początku. W pewnym momencie obawiałem się już, że cały film opowie. Coś tam się tliło, ale moim zdaniem nie zapłonęło tak jak powinno. To już bardziej podszedł mi ciekawy i pełen napięcia "Match point".
uważam tylko że film ma przesłanie którego nie zrozumieliście . Jak ja niemogę o ceniac ludzi których nawet nieznam to nie oceniajcie filmu którego nierozumiecie
To jest jeden z najgłupszych tekstów. Toż przy każdym filmie można sobie powiedzieć "nie zrozumieliście więc nie oceniajcie, bo nie rozumiecie". Widzisz jakieś nadzwyczajne ulotne przesłanie w tym filmie? Wyjaw je nam. Oświeć nas swym zrozumieniem.
Tak, wyjaw je nam:) Może jest tam jakieś drugie dno, którego my śmiertelnicy nie dostrzegamy. Jedynie boskie istoty o nadludzkich talentach je dostrzegają. Jak coś mi się nie podoba lub też zwyczajnie do mnie nie przemawia znaczy, że tego rozumiem... ok... Zaczynam się czuć jak przedstawicielka obcej cywilizacji, ale nie jest mi smutno bo jak widać powyżej, nie jestem w tym osamotniona:)
Hehe, dobre:)
No, najwyraźniej jest nas (istot nierozumnych) więcej. Ja bym też się chciała dowiedzieć jaka jest ta głęboka myśl zawarta w tym filmie. Bo po obejrzeniu połowy filmu (mniej więcej jak już pojawila się Penelope) zaczęłam szukać tego drugiego dna. Niestety na końcu nie znalazłam niczego. Może więc Nicol wyjaśnisz nam wszystkim o co chodzi w tym filmie. Skoro posiadłeś/posiadłaś tę tajemną wiedzę, podziel się ją z nami - ludźmi małej wiary;)
nie myśle że jesteście nie rozumni czy coś ... jesteście może zbyt normalni... a to ja jestem inna i tyle. Nie sądze że jestem znawczynią, to przecież większośc ( czyli wy ) decyduje o ogólnej opini. Jednak film zdobył nagrodę krytyków w cannes. Chyba nie powiecie że oni się nie znają. Film mówi według mnie o czymś niezwykle banalnym jednak bardzo ważnym i zapominanym w dzisiejszych czasach. O tym że miłośc jest wolna, nie ma w niej żadnych reguł ani praw. Ważne to co czujemy a dzięki temu możemy przeżyc w życiu bajkę. Natomiast jak wspominałam jest to banalny i niestosowany przekaz. Szkoda. Przydałby się wam...
Nieważne zapomnijcie o tym co napisałam i o tym jak według was nudnym filmie. Ja przenoszę sie na swoją planete a wam polecam galerianki lub coś w tym stylu.
Jaaasneee
"Galerianek" to mi nie polecaj...bo ja lubię bardziej zaangażowane filmy. Możesz mi polecić "Listę Schindlera" - o ile widziałaś (bo ja akurat nie ale chciałabym zobaczyć), "Szeregowca Ryana", albo "Requiem dla snu".
Wolna miłość. Facet zaproponował dwóm babkom że chce zabrać je na wycieczkę, że chce się przespać najpierw z jedną - potem zaproponował to drugiej. Jedna się zgodziła, druga nie i potem namawiała tą pierwszą żeby się nie godziła. Jak się później okazuje obie się w nim zakochują. Jedna traktuje to jako świetną rozrywkę, druga zaczyna zastanawiać się nad swoim narzeczeństwem. Do akcji wkracza żona malarza (chyba jedyny ożywiający ten film element) Christina stwierdza, że nie może dłużej tak żyć mieszkając pod jednym dachem z facetem i jego sfiksowaną żonką.
Potem orientuje sie że Vicky kocha malarza "ojej, dlaczego wcześniej nie mówiłaś" - tekst w stylu taniej telenoweli made in Wenezuela
fabuła - baaardzo kiepska i nieco naciągana opowiedziana w dość nieciekawy sposób
aktorstwo - takie sobie (pomijając Cruz, za którą nie przepadam, ale tu zagrała nawet fajnie)
lektor w tle - jak już gdzieś czytałam w czyjejś opinii: "można się obawiać że opowie nam zaraz cały film"
Ogólnie mówiąc wielki niedosyt i rozczarowanie. Film nudny jak flaki z olejem. Można sobie uciąć na nim drzemkę w kinie - szkoda tylko kasy za bilet
Piszesz, że VCB jest "O tym że miłośc jest wolna, nie ma w niej żadnych reguł ani praw. Ważne to co czujemy a dzięki temu możemy przeżyc w życiu bajkę." - Przeżyć bajkę. Bajkowe życie wiodła Christina kiedy mieszkała pod jednym dachem z byłą żoną swojego faceta, która mierzyła do niej z pistoletu;D
Bajkowe było życie Vicky kiedy rozmyślała nad sensem swojego narzeczeństwa i przykro jej było bo kochała tego malarza a czuła że ten romans byłby niestosowny - no i miała męża...
Nioooo bajka po prostu.
Film zdobył nagrodę krytyków w Cannes
Może i w Cannes się znają ale od jakiegoś czasu przyznają nagrody ot tak. Reżyserem był Woody więc czemu mieliby nie przyznać nagrody. Mogło być na tej zasadzie - choć nie twierdze że tak było na 100%
Hm, no dobra polecam ci "requiem dla snu". To taka sama szmira( no lepsze wykonanie) jak galerianki. Takie filmy mówią jedynie o słabościach ludzkiej (pustej w uczuciach) cywilizacji. VCB gdyby nie maria ellena jest niczym. To ona tworzy tą bajkę , bajkę życia poprostu bez głupich reguł ,które ktoś wymyślił. Może np. maria ellena jest wariatką ,pewnie tak ale jest sobą. Nie udaje kogoś pod publiczke. Zycie poprostu ot tak i wolnośc są ci obce. Więc skończ ocenianie tego filmu według wzorców społecznych ,bo jest to pretensjonalne.
"Zycie poprostu ot tak i wolnośc są ci obce" - Nicol...ojej...znasz mnie??
Żeby oceniać co jest mi obce a co nie? No weź mnie nie rozśmieszaj...:D
Maria Ellena to akurat - jak napisałam najlepszy element w tym filmie.
"Więc skończ ocenianie tego filmu według wzorców społecznych ,bo jest to pretensjonalne." - oceniam jak mi sie żywnie podoba
A tobie NIC DO TEGO!!!
Z tego co piszesz łatwo wywnioskowac co jest ci obce a co nie. jezu jesteś taka sztuczna ! Nic w tobie niejest prawdziwe... Ja też oceniałam tak jak mi się żywnie podobało ale tobie to przeszkadzało jesteś za pusta by lubic ten film wiec jeżeli przekaz do ciebie nie trafia to nie oglądaj tego filmu i nie oceniaj go .... i tyle!
Widzę że lubisz film gia , nawet ok. Tylko ten to dopiero był o niczym! Amerykański beznadziejny , zrobiony dla mas. A jak wiemy większośc to idioci
"Z tego co piszesz łatwo wywnioskowac co jest ci obce a co nie. jezu jesteś taka sztuczna ! Nic w tobie niejest prawdziwe..." - nie znasz mnie, nie masz pojęcia o mnie o moim życiu o tym jaka jestem i jakie filmy lubie więc proszę - (na razie jeszcze proszę) - o niie po wypowiedziach a już tym bardziej żebyś nie pisała o mnie po wypowiedziach, a już tym bardziej nie pisała że jestem PUSTA!
Ja cię nie obrażałam.
Co do filmu "Gia" - według mnie rewelacyjnie opowiedziana historia modelki, która spadła na dno i poniosła śmierć. Genialna rola Angeliny, ładna muzyka w tle.
Dla mnie rewelacja - dla ciebie amerykański gniot dla mas. Dobra. Niech ci świeci. Obejrzyj sobie raz jeszcze VCB skoro tak cię rajcuje ja sobie obejrzę raz jeszcze moja ulubioną "Gię" - w tv jak puszczą
"jeżeli przekaz do ciebie nie trafia to nie oglądaj tego filmu i nie oceniaj go ...." - jw - oceniam co chcę i jak chcę
"oceniam co chcę i jak chcę" -więc ja oceniam ciebie. "Pusta" nie pisałam by cię obrazic tylko po prostu tak myślę więc tak napisałam. Chyba mi tego nie zabronisz... Oceniam vcb tak jak uwarzam i szczerze jak zaczełam czytac wasze komentarze to was nierozumiałam. ja po obejrzeniu tego filmu miałam miliony uczuc w sobie i myślałam że to normalne że na każdego ten film tak działa. widac nie. dlatego powiedziałem ten tekst że jak nierozumiecie to nie oceniajcie.bo to nie jest kolejny kasowy idiotyczny film pod publiczkę..... Naprawdę dobry ( te 30 minut z penelop). Jest o czymś a nie o niczymś....
"Oceniam vcb tak jak uwarzam i szczerze jak zaczełam czytac wasze komentarze to was nierozumiałam. ja po obejrzeniu tego filmu miałam miliony uczuc w sobie i myślałam że to normalne że na każdego ten film tak działa. widac nie. dlatego powiedziałem ten tekst że jak nierozumiecie to nie oceniajcie.bo to nie jest kolejny kasowy idiotyczny film pod publiczkę..... Naprawdę dobry ( te 30 minut z penelop). Jest o czymś a nie o niczymś...." - I chwała ci za to - oceniaj jak uważasz jak i ja oceniam ten film na 4
"-więc ja oceniam ciebie. "Pusta" nie pisałam by cię obrazic tylko po prostu tak myślę więc tak napisałam." - to mnie obraża - ja ciebie nie obrażałam
"Chyba mi tego nie zabronisz...' - no sorry - wściekłabyś się jakbym zaczęła obrażać ciebie. Tym bardziej mnie dziwi że pytasz
a i postac grana przez rebecce hall niszczy trochę obraz. tak jak płytkośc postaci juana i christiny. on niby wolny ale chcący czegoś normalnego lub przelotnego ( żadnej głębi )a christina, pseudo artystka zamknięta w ograniczeniach własnego umysłu. Penelop jest jedynym ratunkiem tak naprawde warto oglądac moment tylko z nią. ten 30 minutowy moment filmu jest moją bajką. życie i milośc jak już powiedziałam , od tak ,poprostu. Słuchając serca ....
O, i teraz się zgodzę... Szczególnie ze zdaniem: "Penelope jest jedynym ratunkiem tak naprawde warto oglądac moment tylko z nią. ten 30 minutowy moment film
Tylko te sceny z Penelope są jeszcze coś warte i owszem. Rebecca Hall - jej postac [Vicky] jest mało ciekawa, jak i zresztą Christina
ale czy naprawde nie uważasz że w milości jak i w wiekszoście uczuc nie powinno byc tych wszystkich reguł i norm. Bo to mi się w tym filmie spodobalo to jest bajką moją utopią. Dlatego podoba mi się ten film przez to banalne przesłanie. Chociaż coś czuje po takim filmie i mam o czym myśle a nie tak jak po obejrzeniu kolejnej amerykańskiej komedii romantycznej...
Jezu nie sprawia mi to satysfakcji że cię uraziłam ale sądze że taka jesteś i tyle . oceniłam film i stwierdzam że tylko ktoś bez żywych uczuc może go nie lubic- ale to tylko moje zdanie ... jakieś popieprzonej dziewczyny jak ja , więc nie musisz brac tego do siebie. przeciez ty lepiej wiesz kim jestes wiec nie powinnas sie tak przejmowac
"Jezu nie sprawia mi to satysfakcji że cię uraziłam ale sądze że taka jesteś i tyle ." -
"stwierdzam że tylko ktoś bez żywych uczuc może go nie lubic- ale to tylko moje zdanie " - tym bardziej to zdradza jak mało o mnie wiesz...
Akurat ja nie jestem pozbawiona żywych uczuć po prostu nie widzę tego przekazu który widzisz ty.
"więc nie musisz brac tego do siebie. przeciez ty lepiej wiesz kim jestes wiec nie powinnas sie tak przejmowac" - wiem kim jestem - na pewno nie taka jak uważasz - ale jak piszesz: "sądze że taka jesteś i tyle" - to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera.
Amen
Nie piszmy już więcej w tym temacie nic
Powiedziane zostalo już dużo. Ty dałaś swoje racje - widzisz w tym filmie głębszy sens, uczucia, miłość głęboką niczym ocean - ok
Ja powiedziała swoje - inni swoje. Koniec
ok , tylko:
- weź przestań się przejmowac , nie wydajesz mi się głupia ani luzerska , więc przestań się przejmowac co myślą inni. Powiedziałam co myśle o tobie .bo nie lubie czegoś udawac i to jest fer w stosunku do ciebie i tyle... A co do gia do mimo że to film o niczym i amerykański filmik to szczerze jeden z lepszych w swoim stylu..... i musze niestety stwierdzic że nie jesteś stereotypowa bo podoba ci się gia
nie mówię amen na koniec bo nie wierze
:)
A Ty wcale nie jesteś popieprzona dziewczynka ani z innej planety.
Widzę, że masz powody żeby twierdzić, że w tym filmie jest ukryty sens
I kropka
Requiem dla snu:
opinie filmwebowiczów że arcydzieło...
ogólna ocena ponad 8/10 - określony jako rewelacyjny - no nie wiem - nie wypowiadam sie bo nie widziałam ale rzeczywiście to musi być szmira
Nie wiem jak "większość", ale ja opinie krytyków z Cannes weryfikuję własnym gustem, bo już szczęśliwie naoglądałem się trochę tej X muzy żeby mieć punkt odniesienia. Film "starał się" coś powiedzieć, ale strasznie się "silił". Inna sprawa, że sprawiał wrażenie jakby Allen starał się jednym filmem "za dużo srok za ogon złapać". A to taki związek, a to taka relacja, a to takie cuda. Jazda jak w głowie nastolatka po pierwszym ujrzeniu nagiej kobiety :D. Ogólnie film ani nie niesie żadnego przesłania, ani nie jest szczególnie odkrywczy, ani relacje międzyludzkie nie są szczególnie rzeczywista (przekombinowane). Ot ... dobry film do obejrzenia z ciekawości nudnym popołudniem. Raz.
głębia w tym filmie? - nie oczekuję od Allena przesłania na miarę filmów Bergmana czy Herzoga, ale mimo wszystko przy jego filmach można się często dobrze bawić, z lekkim moralitetem-tu mi tego zabrakło. ktoś go wyżej dobrze podsumował. podchodzi koleś do stolika i zapewnia jaki jest męski. czy czasem nie da się tego usłyszeć w pierwszej lepszej knajpie? no może niekoniecznie od razu skierowane to jest do dwóch panienek ;)) miał krzepę kolo w swym głębokim przesłaniu ;) Film o miłości? filmem o głębokiej prawdziwej miłości to jest np "Niebo nad Berlinem" i tam są sensy, znaczenia, symbole o których możemy dyskutować godzinami. Tutaj - możemy właściwie powiedzieć, że najlepiej to wyszła postać grana przez Javiera - miał sobie kolo 3 panny, wszystkie fajne, wszystkie ładne, wszystkie go kochały. w sumie - WHY NOT? ;)) pzdrw :)
Nadal i tak trochę nie rozumiem po co Allen ten film zrobił. Dla mnie sytuacja w filmie jest czysto hipotetyczna. Ale jeśli komuś klimat tego filmu sprawia przyjemność, to jest to już jakiś sens, dla którego warto było go jednak zrobić. Choć mimo tego odbieram to bardziej jak jakąś etiudkę filmową na temat, niż kompletny film. Pozdrawiam.
A ja oprócz tego, że po obejrzeniu poczułam niedosyt to miałam wrażenie, że Allen przedstawił właściwie banalną historię i niepotrzebnie ją utrudnił. Przeszkadzało mi bardzo w VCB to że ten lektor tak wszystko opowiadał - to niepotrzebny zabieg według mnie.
Jeśli komuś się to podobało, to ok - jego brocha. Nie wszystkim jednak musi przypaść do gustu.
Z tym lektorem to się całkowicie zgadzam. Zwłaszcza na początku to miałem ochotę przez niego wyłączyć film. Dobry reżyser powinien takie wprowadzenie skrócić maksymalnie, a resztę pokazać akcją, materią filmu. Z ostatnich filmów Allen'a nadal najbardziej podchodzi mi "Match Point".
Masz rację "Match Point" jeden z lepszych. U mnie ma 7/10.
Co od lektora. Miałam ochotę wyjść z kina, kiedy tylko to usłyszałam. Zamiast skupiać się na tym co gada zastanawiałam się kiedy wreszcie zacznie się dziać wlaściwa akcja. Nie dość że facet rozprasza na początku to jeszcze się wcina w trakcie, wtedy reakcja to już tylko: "no nie, ten tu znowu...". Kompletnie niepotrzebne. Psuje dodatkowo efekt.
Dokładnie. Dlatego cenię takich reżyserów jak Ridley Scott, którzy unikają lektora jak ognia. Wszystko można pokazać używając akcji, ale albo się czasem twórcom nie chce, albo po prostu tak taniej.
Mam wrażenie, że krążycie wokół sensu tego filmu, ale go nie dotykacie.
Pointą filmu jest obojętność na twarzach C i V na lotnisku.
Z jednej strony pełne pasji i namiętności życie Europejczyków, w bajkowej scenerii, w kolorowych domach na obrzeżach miast wypełnionych gorącym, drgającym powietrzem a z drugiej dwie letnie amerykańskie turystki na wakacjach. Przyjaciółki, które zakochały się w tym samym mężczyźnie (przyjaciółki - w tym samym! gdzie zazdrość, uraza, walka o terytorium?), otarły o emocje, o to, czego im w życiu brakowało, o "brakujący element", o "sól" i... nigdy się o tym nie dowiedziały.
V mogła odkryć, że nie jest racjonalną i ułożoną materialistką, mogła włożyć do swojego życia trochę katalońskiego żaru, który studiowała w zaciszu bibliotek (z martwych książek). Miała "warunki", czyli nieodkryte pokłady wrażliwości, emocji, które wolała zabić, poddać racjonalizacji. Wróciła do swojego planu - do życia w naszpikowanym elektroniką domu, który wybrała z pragmatycznym do bólu, nudnym człowiekiem sukcesu.
C odkryła, że ma talent, że potrafi być szczęśliwa w związku - w związku niebanalnym, twórczym, związku bez szufladkowania i utopiła wszystko w niezdecydowaniu, w swoim amerykańskim infantylnym rozkapryszeniu. Ani przed, ani po nie potrafiła wyartykułować, czego chce. Jeśli nie potrafiła tego nazwać, to nie zaistniało. Zero pytań nawet o orientację.
Kilka razy w filmie, u początku scen kluczowych, zaczyna się utwór "entre dos aguas" w wykonaniu Paco de Lucia. Woda od zawsze jest symbolem uczyć. A bohaterki filmu przyjechały, przeżyły, wyjechały. Wróciły do życia sprzed wyjazdu. Spłynęło jak po kaczce.
Jak dla to film alchemiczny. I ten pocałunek w ciemni!
Przeczytałam wszystkie opinie do tego filmu. Recenzenci piszą, że te wakacje wiele zmienią w życiu głównych bohaterek... nie, NIE ZMIENIĄ NIC! Klamra: zaczyna się na lotnisku i kończy na lotnisku. Lektor, jak książkowy wszystkowiedzący narrator, to kolejna hiperbola i lekka drwina z widza: ty też, widzu najukochańszy, nic nie wyniesiesz z tego filmu. Wejdziesz do kina, obejrzysz i wyjdziesz. Brak katharsis (w rozumieniu antycznym) i refleksji brak!
No tak. I ten cągły niedosyt że można było przedstawić to wszystko lepiej...
Jedynie pocałunek w ciemni jest warty uwagi - chyba jedyna najciekawsza scena - no i jeszcze może parę z Penelope Cruz (mówi to fanka Scarlett Johannson, którą drażni zazwyczaj Penelope)
Lepiej?
Wszyscy grają w tym filmie wyśmienicie! Narzekacie, że ten, czy tamta nie popisała się kunsztem aktorskim, że grała niewyraźnie, że nieprzekonywająco, że czegoś brakuje, że niedosyt, że niewidoczność... ale to bohaterki są w gruncie rzeczy niewyraźne, rozmyte, niezdecydowane, takie amerykańskie ciepłe kluchy rzucające tekstami z telenowel, ludzki fast food, który jeśli nie zostanie zjedzony w 30 minut od przygotowania, to nawet szczur go nie ruszy - to nie gra aktorska drażni, to bezbarwność V i C na tle hiszpańskich plenerów.
Fabuła ci nie pasuje? Streszczę ją: dwie wielkomiejskie dziewuchy przyjechały do przytulnej Hiszpanii na wakacje, czyli na przerwę, złapać oddech, rozerwać się. Poznały artystę, miał być tylko seks a zakochały się (autentycznie, jak by się mogło wydawać). Jedna z nim zamieszkała. Przygarnęli jego byłą (mieszkanie z byłą dziewczyną swojego faceta? chciałaby któraś? zgodziłaby się? pragmatyzm C daje o sobie znać, ale ta nie potrafi go nazwać... mimo tego "uczy się chińskiego, bo ładnie brzmi"; fakt, w żadnym języku nie ma nic do powiedzenia), która odkryła w niej talent (!) a nawet rozkochała w sobie. Druga też się zakochała, zdradziła narzeczonego, zataiła przed najlepszą przyjaciółką a później wzięła ślub, stereotypowo najważniejsze wydarzenie w życiu kobiety, w innym kraju (nie dlatego, że to romantyczne, ale ze względu na możliwość pochwalenia się znajomym), a na koniec, gdy chciała zdradzić męża, została nieomal zabita przez jego byłą żonę.
Nic się nie dzieje? Senna atmosfera katalońskich miasteczek tak cudownie oddana w zdjęciach, w sposobie prowadzenia akcji, w grze aktorskiej ci nie odpowiada? To nie jedź nigdy do Hiszpanii na wakacje... rozczaruje cię.
Nie musisz mi streszczać fabuły. Ja ją znam.
Dwie babki dostają w restauracji prozpozycję przygodnego seksu od kompletnie nieznajomego faceta
Jedna sie godzi druga nie, potem ta druga się w nim zakochuje i zdradza swojego narzeczonego - też mi fabuła!!!
W dodatku beznadziejna końcówka
W filmie niewiele się dzieje - poza pocałunkiem w ciemni i scenami z Penelope Cruz [np ta scena z nożem]
W dodatku jest masakrycznie nudny - fabuła jest rozwleczona - mimo niedługiego filmu zdawało mi się że to trwa w nieskończoność. I ciągle widz zadaje sobie pytanie: "no kiedy wreszcie coś ciekawego zobaczę?"
Nom, też mi fabuła... przecież tak się zdarza w życiu. I tak jak w życiu, nikogo to nie rusza a kinowy widz najukochańszy zadaje sobie tylko to pytanie.
Fabuła jest przekombinowana. To się zdarza w życiu? Chyba w życiu nastolatek albo bohaterów telenowel. Scenariusz taki sobie, a poprowadzenie filmu słabe. Szczególnie jak na Alena słabe. Film ani nie ma tempa, ani szczególnie nie motywuje do myślenia czy empatii. A lektor na początku, z tego co czytałem na forach, sporo ludzi wkurzył. Bardzo przeciętny film. Jak to w reklamie było: "Allen w klimatach Almodovara"? Bez jaj. Ani to porządny Allen, a Almodovar to się chyba obraził za to porównanie. Tu nie ma nawet cienia przenikliwości Almodovara.
Nie słyszałeś o seksturystyce? Allen lubi swoich bohaterów i nie obdarzył nikogo podwójną moralnością: VC nie przyjechały po seks, przydarzył im się "przypadkiem". Almodóvar chamsko podaje wszystko na tacy, Allen z wiekiem staje się coraz bardziej wyrafinowany i wyrozumiały. I coraz mniej rozumiany, jak widać.
Lektor ludzi wkurzał, wielkie mi rzeczy. Mnie pasował. Allen jest pedantem. Ode mnie ten film ma 10.
Wkurzał Cię, ale "... wielkie mi rzeczy ... Ode mnie ... film ma 10". Powiedz po prostu szczerze, że jesteś bezkrytyczny/bezkrytyczna. Twoja argumentacja jest niespójna. Nie pojechały wg Ciebie po seks, a powołujesz na seksturystykę przy argumentacji. W ogóle użycie do tego filmu słowa "seksturystyka" pasuje IMHO jak ryba do roweru.
Almodovar podaje wszystko chamsko na tacy? O czym Ty mówisz? Możesz jakoś tą wypowiedź uzasadnić?
Gdzie napisałam, że lektor MNIE wkurzał?
Moje wypowiedzi nt. lektora: Lektor, jak książkowy wszystkowiedzący narrator, to kolejna hiperbola i lekka drwina z widza. (...) Lektor ludzi wkurzał, wielkie mi rzeczy. Mnie pasował.
Niespójna? Używam ironii, np. w tym zdaniu: "Nom, też mi fabuła". Seksturystyka to z kolei sarkazm.
Przeczytaj wszystkie moje posty na temat VCB.
Hiperboli? Pewnie miałaś piątki z polskiego. Tyle lektora świadczy o tym, że Allen odwalił chałturkę. Tyle lektora to dają Hollywood'zkie cieniasy. Nie poznaję go. Poza tym fabuła sprawia IMHO wrażenie silonej. Nie kupuję tego. Przekonaj mnie, ale nie ogólnikowymi frazesami, że jest tam jakaś nadzwyczajna treść i wartość.
"Używam ironii ... to z kolei sarkazm"? Jasne. W ten sposób to można udowadniać, że czarne jest jednak trochę białe. Konkretnie więc: O co Ci chodzi? Napisz coś, z czego nie będzie się mógł/mogła wycofać.
Poczytałem Twoją rozmowę z "EM DE KA ES".
Uważasz, że film jest dobry to uzasadnij to. Filmu dobrym nie czyni tylko to, że przegadasz krytyków. Jak ja uważam, że Parnassus jest dobry to potrafię to zdanie obronić MERYTORYCZNIE.
Merytorycznie? :) Czytam w Twoich wypowiedziach na temat VCB same frazesy: to przekombinowane, tamtego dobry reżyser nie robi (bo nie), a siamto cię nie przekonuje. Zero uzasadnień. "Co (moim zdaniem) autor miał na myśli" napisałam 14 stycznia 2010 2:19, 14 stycznia 2010 3:15 i 14 stycznia 2010 13:15. Jeśli z moich wypowiedzi wyczytałeś (jeśli tak zrozumiałeś moje posty), że uważam iż lektor był w tym filmie zbędny, to jest dla mnie najlepszy dowód na to, że w ogóle ich nie zrozumiałeś.
A czy ja mam obowiązek przeczytać wszystkie Twoje wypowiedzi w wątku? Widzę, że zamiast podać argumenty, zaczynasz bawić się w sofizmaty. Dajesz 10. Ja jak daję 10, to mam bardzo silne argumenty żeby to poprzeć. To nie jest w końcu byle jaka ocena. Ta ocena oznacza, że uznajemy film za ARCYDZIEŁO. Jeszcze ocenę BARDZO DOBRY dla tego filmu zrozumiem, ale więcej to już trzeba umieć uzasadnić. Uzasadnić, a nie bawić się wyścigi na słowa. Szkoda, że ta wiele osób na filmwebie chlasta 10'tkami bez ładu i składu.