Wczoraj obejrzałem ten film. Był pozny wieczor i w sumie mialem ochote na Hitchcocka ale moja dziewczyna nalegala wiec sie zgodzilem. Nieukrywam ze jestem wielkim fanem Woodyego Allena ale do tej produkcji podchodzilem sceptycznie poniewaz dostrzegam roznice pomiedzy starymi a nowymi dzielami Allena na korzysc oczywiscie tych pierwszych a po drugie to nie przepadam za Colinem Farellem. Tak wiec wlozylem plyte do nosnika i usiadlem wygodnie w fotelu. Jak usiadlem tak przez nie spelna 2 godziny nie moglem sie oderwac. Absolutnie nie zaluje nawet minuty spedzonej ogladajac ten film. Od samego poczatku wciagnela mnie fabula, nawet nie przychodzilo mi do glowy jak ta historia moze sie potoczyc nie wspominajac o zakonczczeniu. Osobiscie wole Nowojorskie filmy Woodyego ale tutaj Londyn sprawdzil sie znakomicie! Ponura stolica Anglii dodawala ta nutkę tajemniczosci calej opowiesci i musze dodac ze nawet Farell zaskoczyl mnie in plus. Co prawda duzo mu brakuje do sztandarowych dziel Allena ale absolutnie film jest godny polecenia mimo ze jest taki troche malo ,,Allenowski''. Moim zdaniem jest to jeden z lepszych filmow Allena w tej dekadzie. Myśle ze zaslużył na mocną 7.