Adamczyk jest swietny...nawet w takiej banalnej historii jak ta.... niestety jego partnerka to dno totalne jezeli chodzi o gre aktorska... zastanawia mnie czasem kto zajmuje sie promocja nowych talentow w naszym kraju..., szkoda wielka bo film mogl byc naprawde dobra komedia, lekka ale zabawna... drugie role kobiece sa swietne - Szapolowska, Tyszkiewicz, Szejbal... no ale kto wymyslil obsade do roli pierwszo planowej???! sztuczna i nieprawdziwa lalka....
aj, aj, aj,
Wionie tu straszną nienawiścią.
Weź pod uwagę, że w takiej komedii, (tak jak i w amerykańskich) chodzi też o słodką buzię. I co jak co, ale Trzebiatowska była tu nieziemska. Faktycznie niektóre sceny irytowały, ale mam wrażenie ze to przez sam scenariusz.
Mnie najbardziej rozbroiła scena płaczu. Zupełnie nieprofesjonalna. Zero realizmu od obu aktorek. Także, tu trzeba przyznać. Scena płaczu była denna. I to chyba musiało każdego irytować. Nawet jeśli miała być w jakimś sensie śmieszna, to nie była.
Ale bynajmniej nie uważam, że Marta była tragiczna. Wiele razy, tylko swoją osobą sprawiała, że miło się oglądało. Tak, nie zawsze wszystko jej tu wychodziło, ale nie nazwałbym tego porażką. Jest młoda, a i w tym fachu też wiele nie siedziała. Takie rzeczy można wybaczyć.
Ja bym sporo winy zrzucił na sam scenariusz aniżeli na Trzebiatowską.
Poza tym, mam dziwne wrażenie jakby film powstawał w jakimś sensie pod "zagranicznych" widzów. Starano się pokazać Kraków, który był miejscami dosyć przerysowany.
W to, to uwierzą tylko zagraniczni widzowie.
Jak dla mnie film nie był tragedią. Zależy jak bardzo ktoś lubi komedie romantyczne. A do tego polecam zobaczyć jakieś amerykańskie 'shity' by choć trochę docenić tę produkcję.