Cóż mogę napisać o tym naprawdę niezłym filmie? Ma już swoje lata, ale sama historia, owa opowieść science fiction, opowieść o wielkiej przyjaźni człowieka i kosmity, nie tyle stała się przebojem, ale zdobyła sporą widownię. Ale nie chodzi tutaj o to jak popularny jest owy twór, ale czym jest. Może to być czysta rozrywka, okraszona dobrymi efektami specjalnymi, jak na tamte czasy. Może to być opowieść o tolerancji, o tym, że kosmita i człowiek, mimo różnic w wyglądzie i zachowaniu, mogą zostać przyjaciółmi (czyt. przyjaźń Murzyna z Białym).
Jakby nie było, film ogląda się dobrze, z napięciem, jest kilka scen humorystycznych, są i sceny bardzo wzruszające, przejmujące grozą, straszne. Najkoszmarniejsza była ta podziemna istota...
Aktorzy zagrali bardzo dobrze. Kosmitę odtwarzał dosyć znany czarnoskóry aktor.
Motyw myzyczny pasuje do całości znakomicie, idealnie współgrając z obrazem.
Można zgrzytać zębami na fabułę, na jej niekiedy spłycenie, niekiedy naciąganie, ale nie należy także brać filmu całkiem na poważnie. Jednakoż polecam go śmiało, bo jest to znakomite kino science fiction, które nie nudzi, a wciąga widza.
Pełna zgoda. Co można dodać: świetne kreacje, niezwykły klimat.
Dennis Quaid był tak przekonywający, że kupuję tę historię z jej blaskiem i cieniem. Louis Gossett Jr. i mały "Zammis" również dali radę!
Bardzo dobry film pewną dawką humoru i wzruszeń.
Polecam,