Film nie tylko uświadamia nam i przybliża problem hermafrodytyzmu, ale poprzez tę kwestię dotyka spraw bardziej uniwersalnych. Dzięki temu film nie staje się li tylko jakimś płytkim zaspokojeniem ciekawości, czy sposobem na wzbudzenie w widzu pustego, sentymentalnego współczucia, ale przejmuje do głębi i stawia ważne pytania.
Dla mnie osobiście jest to film w pierwszym rzędzie o możliwości wyboru. Czy powinno się dać komuś możliwość wyboru, jeśli to tylko przysporzy mu cierpień? Czy wolno podejmować decyzje za kogoś? Nawet, jeśli to jest moje własne dziecko? Pytania te są kapitalnie postawione poprzez zarysowanie dwóch postaw przyjętych przez rodziców. Z jednej strony mamy mądrą i piękną parę rodziców Alex, którzy akceptują swoje dziecko w pełni i widzą jego piękno i wyjątkowość tam, gdzie inni z obrzydzeniem odwracają wzrok. Z drugiej strony mamy lekarza i jego banalnie porządną rodzinę, za której poprawnością czai się brak akceptacji i bliskości oraz swoista tyrania (to ojciec decyduje kiedy syn ma się napić - nie biorąc pod uwagę, czy tamten tego chce, czy nie; to ojciec wreszcie w nagłym przypływie szczerości daje do zrozumienia synowi, że ten go niewiele obchodzi i że jest w stanie zaakceptować go tylko pod pewnymi warunkami).
Ten temat bynajmniej nie wyczerpuje wszystkich spraw poruszonych przez ten film. Mamy więc już wolność, akceptację (w wymiarze osobistym, intymnym, jak i społecznym), wychowanie, dojrzewanie - a do tego jeszcze samotność i wreszcie płciowość. W wielkim uproszczeniu: co determinuje naszą płeć - organy, czy mózg? A może mózg jest androgyniczny? A co, gdybyś miał wybór? Czy akceptujesz swoje ciało? Czy nie lękasz się swojej cielesności? Pytania można by mnożyć. Wielkość tego filmu polega i na tym, że te trudne kwestie porusza w sposób dyskretny, z wielką kulturą, bez sensacyjności i wulgarności. I - co chyba jeszcze ważniejsze - bez zbędnej emocjonalności i sentymentalizmu, z wielkim spokojem. I za to wszystko - 10/10.