Diabeł Pacino

Mistycyzm i wszystkie różnorodne sprawy związane z diabłem, piekłem, a przede wszystkim z duszą wzbudzały zainteresowanie zarówno twórców, jak i oczywiście widzów. "Adwokat diabła" zahacza o ten temat w dość dużym stopniu. Taylorowi Hackfordowi udało się namówić do udziału w filmie wielkie gwiazdy, takie jak Al Pacino, Keanu Reeves czy Charlize Theron. Wydawałoby się, że wszystko to będzie stanowiło arcydzieło, któremu wystarczy tak niewiele, a jednak...

Na ekranie zostaje nam przedstawiona historia Kevina Lomaxa, młodego, utalentowanego adwokata z Florydy, który potrafi przekonać na sali sądowej każdego. Zwraca on uwagę bajecznie bogatego właściciela kancelarii prawniczej Miltona. Kevin wraz z żoną przeprowadza się do Nowego Jorku, gdzie otrzymuje wspaniałe mieszkanie w centrum miasta. Z czasem zaczyna piąć się w hierarchii firmy, a jego kariera zaczyna nabierać tempa. W tym samym czasie osamotniona Mary Ann nie potrafi przystosować się do warunków wielkiego miasta.Wkrótce Kevin dostrzega w Miltonie wcielonego diabła.

Niewątpliwą zaletą tego obrazu są zdjęcia Andrzeja Bartkowiaka, które starają się wprowadzić mroczny klimat Nowego Jorku. Niestety nie wspomagane przez dobrą reżyserię tracą na swojej wartości. Na uwagę zasługuje świetna gra, jednego z moich ulubionych aktorów, Ala Pacino. W jego wykonaniu szatan wydaje się niemal przyjazny. Charlize Theron wypada świetnie, podczas gdy Keanu Reeves bardzo mnie zawiódł. Nie rozumiałem nigdy dlaczego tak wielu ludzi nie pozostawiało na nim suchej nitki po kolejnych filmach, jednak po "Adwokacie diabła" przekonałem się o ich racjach. Ten młody aktor wypadł przeraźliwie sztywno i nieprzekonująco.

Przesłanie filmu zostało przedstawione nam w dziwny sposób, który mnie osobiście bardzo nie przypadł do gustu. Bohater to człowiek wykształcony, którego zżera konsumpcjonizm. Jednak Kevin Lomax został ukazany w dość naiwny sposób. Widzi swoje błędy, a jednak brnie w stronę zła, jakby nigdy nic. Nie ma w tym większego sensu, bo chyba tylko taki, aby pokazać w końcówce, jaki to nasz bohater jest wielki i wspaniały. Abstrahując od tematu, należy wspomnieć, że samobójstwo to grzech ciężki, więc wątpliwe wydaje się uratowanie świata takim czynem. Znacznie ciekawszym wątkiem staje się szaleństwo Mary Ann. Nie potrafi ona znaleźć ratunku nawet u swojego męża. Otoczona próżnością i materializmem zaczyna tracić tracić kontakt z rzeczywistością. Możemy obserwować stopniowe psychiczne wyniszczanie bohaterki przez społeczeństwo i otoczenie, które z pozoru wydaje się być takie niewinne.

W "Adwokacie diabła" nie uświadczycie zbytniego napięcia, ani nie będziecie obgryzać paznokci za strachu. Nie możecie się również spodziewać głębszych analiz ludzkiej psychiki. W zamian dostaniecie doskonałą grę aktorską Pacino i Theron oraz dość dobrze zrealizowany film. Nie zniechęcam do obrazu Taylora Hackforda, jednak nie było to coś, czego się spodziewałem i oczekiwałem.
29% uznało tę recenzję za pomocną (38 głosów).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

zobacz też:

pozostałe recenzje użytkowników (5):

komentarze

dodaj komentarz
  • Witam Dziękuje za wszystkie uwagi. Przepraszam za spojlery. Może rzeczywiście ta recenzja nie należy do udanych, ale zdania na temat filmu nie zmienię. do slayerek7: "Co do samobójstw, radzę poznać pojęcie miłosierdzia, a nie, stosowac jakieś żelazne reguły, co jest grzechem, a co nie (gdyż często tak wykrzywiony jest obraz miłosierdzia)." Nie chodzi tutaj o to czy wiem co to jest miłosierdzie, ale o to że nie spodobał mi się sposób uratowania świata. Pojęcie miłosierdzia znam, ale uważam że nie można każdego grzechu usprawiedliwiać miłosierdziem Boga. Być może prez skruchę i żal, Kevin Lomax poznał miłosierdzie Boga, ale tego nie wiemy. Nie chcę tutaj prowadzić dyskusji teologicznej. Po prostu wyraziłem swoje zdanie.

  • wszyscy czytający tę recenzję, pamietajcie, iż jest to recenzja napisana przez nieznaną wam osobę, która zwyczajnie wyraża swoje zdanie. samo jednak jego zdanie: "Abstraując od tematu, należy wspomnieć, że samobójstwo to grzech ciężki, więc wątpliwe wydaje się uratowanie świata takim czynem" świadczy o nierozpoznaniu tragedii bohatera, a także ubogą wiedzę dotyczącą opinii Kościoła na temat samobójstw.

  • Recenzent skupia się na innnych motywach, np. szaleństwie Mary Ann (według mnie motywy te są pięknie wyreżyserowane, poruszające i przykuwające uwagę, zmuszając do refleksji, lecz nie umywa sie to do całego obrazu stworzonego przez reżysera).

  • Gra Keanu Reevesa moze zostać odebrana za sztywną - to podlega opinii widza. Pamiętać jednak trzeba, ze jest on wspaniałym, opanowanym adwokatem, a adwokat patrzy na świat inaczej. Cedzi słowa, swoje, jak i osoby, która do niego mówi. Doszukuje się wszędzie oszustwa, przez co sam staje się coraz bardziej niewrażliwy, z kamienia. NAJWAŻNIEJSZE Recenzent zauważa, że: "Kevin Lomax został ukazany w dość naiwny sposób. Widzi swoje błędy, a jednak brnie w stronę zła, jakby nigdy nic. Nie ma w tym większego sensu, bo chyba tylko taki, aby pokazać w końcówce, jaki to nasz bohater jest wielki i wspaniały" To właśnie jest dramat tego filmu. Bohater brnie w grzech, jednak sam nie chce się do tego przyznać. Zauważa to jego żona, która chce mu pomóc, ale on woli uznać, że ona cierpi na zaburzenia psychiczne, chce zmienić ją zamiast siebie. Uważa, że on nie robi niczego złego. Gdy jednak dochodzi to do jego śiwadomości, jest już za późno.

  • "stara śpiewka, było, i w ogóle nieoryginalny scenariusz" - nie można teog powiedzieć o tym filmie. To, czego w/w recenzent nie zauważył, to to, że w bohaterze dokonało się katharsis, oczyszczenie. Żałuje on za grzechy i w kryrtycznej sytuacji nie ma problemu z wybraniem, co jest dobre, a co złe. Jest to swego rodzaju sakrament pokuty, (żal za grzechy, zadoścuczynienie). To, co jest w głównym świetle tego filmu, to nie to, że główny bohater jest naiwnym człowiekiem, który nie zauważa jak rani swoich bliskich (takich filmów było wiele), ale to, iż człowiek jest z natury grzeszny. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak brniemy w grzech, aż dochodzimy do momentu, w którym wszystko wydaje się jasne. Zostajemy pouczeni, przez chwilę, można powiedzieć, jesteśmy ŚWIĘCI. Stan ten jednak nie trwa długo, gdyż od razu pokładamy ufność w innych sprawach. Wchodzimy w wodę przed upewneniem się, czy aby nie jest ona głeboka, a nawet, jeśli wiemy, że jest, uważamy, że jesteśmy w stanie sami przez nię przepłynąć - bez pomocy innych, gdyż jestśmy na to zbyt dumni. Recenzent nie zrozumiał przesłania reżysera (nie skupił się na tym, co chciał pokazać i ba! pokazał idealnie). Co do samobójstw, radzę poznać pojęcie miłosierdzia, a nie, stosowac jakieś żelazne reguły, co jest grzechem, a co nie (gdyż często tak wykrzywiony jest obraz miłosierdzia). Koniec. Rozpisałem sie tak długo, że aż mi szkoda czasu teraz. Mam jdnak nadzieję, ze ktoś to przeczyta i zda sobie sprawę z tego, jak w/w recenzja może komuś odradzić filmu. Z całym szacunkiem dla recenzenta ;) pozdrawiam koniec

  • wielkie dzięki, za zdradzenie zakończenia ;/;/;/

  • a co tam, zgadzam sie w sumie. spoko recenzja ale czyta sie troche topornie.

  • w tym filmie nie chodzilo o to ze on miał '' uratowac swiat '' po przez swoje samobojstwo, tylko o to ze Al przegral walke o jego dusze

  • you suck.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true