Na filmwebie od:
22 kwietnia 2007
4784
52
899

Kasyana

nie podano imienia i nazwiska

Rankingi

weryfikatorzy:
110 pkt. #24 czerwiec [-1]
429017 pkt. #6 wszech czasów [-]
dodający:w grupie weryfikatorów
- czerwiec -
64295 pkt. #29 wszech czasów [-1]

Podobieństwo

? %
Poziom Waszego podobieństwa nie jest znany. Zaloguj się.

ostatnio oglądane

  • Moje skarby
    • 2017
    • Mes trésors
    { t:1498208127 ,eId:768219 ,uId:855878 ,r:5 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:23 } , a: 0 }
  • Zbyt blisko słońca
    • 2015
    • Au plus près du soleil
    { t:1498120247 ,eId:720771 ,uId:855878 ,r:5 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:22 } , a: 0 }
  • Był sobie pies
    • 2017
    • A Dog's Purpose
    { t:1498042508 ,eId:756406 ,uId:855878 ,r:5 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:21 } , a: 0 }
  • Przykazana miłość
    • 2013
    • Escape from Polygamy
    { t:1498035030 ,eId:714602 ,uId:855878 ,r:5 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:21 } , a: 0 }
  • My potwory
    • 2015
    • Wir Monster
    { t:1497997169 ,eId:737827 ,uId:855878 ,r:7 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:21 } , a: 0 }
  • Efekt wody
    • 2016
    • L'effet aquatique
    { t:1497955087 ,eId:741369 ,uId:855878 ,r:6 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:20 } , a: 0 }
  • Kalifornia
    • 2015
    • Califórnia
    { t:1497951423 ,eId:764709 ,uId:855878 ,r:6 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:20 } , a: 0 }
  • { t:1497910426 ,eId:786469 ,uId:855878 ,r:5 ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:20 } , a: 0 }
zobacz więcej

chcę obejrzeć

najwyżej oceniane

  • { t:1395405879 ,eId:1458 ,uId:855878 ,r:10 ,c:'wreszcie zobaczyłam, i to na dużym ekranie :)' ,d:{ y:2014 ,m:3 ,d:21 } , a: 0 }
  • { t:1361115658 ,eId:506848 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2013 ,m:2 ,d:17 } , a: 0 }
  • { t:1352050911 ,eId:111715 ,uId:855878 ,r:10 ,d:{ y:2012 ,m:11 ,d:4 } , a: 0 }
  • { t:1314173257 ,eId:475995 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2011 ,m:1 ,d:26 } , a: 0 }
  • Blask
    1996
    { t:1293657867 ,eId:16 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2010 ,m:12 ,d:29 } ,lc:1 , lu: [ 537846 ] , a: 0 }
  • { t:1285630160 ,eId:104744 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2010 ,m:9 ,d:28 } , a: 0 }
  • { t:1286787587 ,eId:327867 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2010 ,m:8 ,d:14 } , a: 0 }
  • { t:1280265717 ,eId:32143 ,uId:855878 ,r:10 ,d:{ y:2010 ,m:7 ,d:27 } , a: 0 }
  • { t:1264668218 ,eId:264883 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2010 ,m:1 ,d:28 } , a: 0 }
  • Antena
    2007
    { t:1284313508 ,eId:352448 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2009 ,m:11 ,d:21 } , a: 0 }
  • { t:1286787604 ,eId:303250 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2009 ,m:7 ,d:24 } , a: 0 }
  • { t:1247950709 ,eId:470164 ,uId:855878 ,r:10 ,f: 1 ,d:{ y:2009 ,m:7 ,d:18 } ,lc:1 , lu: [ 1602679 ] , a: 0 }

blog

RSS
  • Przeczytane w 2014


    A. Altmann: "Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość"


    To książka przede wszystkim napisana ze złości. Ma w sobie jej tyle, że aż trudno w to uwierzyć. Właściwie po ostatnią stronę jest nią wypełniona. Nie bez przyczyny - życie Altmanna, jeśli rzeczywiście tak wyglądało do czasu śmierci jego ojca, było prawdziwą udręką. "Zasrane życie..." to historia samych utrapień, życia w poniżeniu, notorycznego znoszenia psychicznej (czasem fizycznej) przemocy. To opowieść o kształtowania "Nikogo", osoby zakompleksionej, uważającej siebie za bezwartościową, nic nie wartą. Dopiero epilog, do którego autor sprowadza całe swoje życie po śmierci ojca, ukazuje nieco jaśniejszą jego stronę, aczkolwiek nadal naznaczoną cieniem dzieciństwa. Bardzo szczera książka, napisana z dużą odwagą - być może to był jedyny sposób dla Altmanna, żeby rozliczyć się z tym zasranym życiem swojego ojca, zasranym życiem swojej matki i swoją zasraną młodością.


    M. Roach: "Gastrofaza"


    "Gastrofaza" to trzecia przeczytana przeze mnie książka Mary Roach i drugie rozczarowanie. Po rewelacyjnym "Sztywniaku" i przeciętnym "Bzyku" (chwytliwy temat i tyle), pani Roach postanowiła zainteresować mnie błoną śluzową żołądka, właściwościami śliny, przeszczepianiem kału (!) i innymi "apetycznymi" wątkami z tego tematu. Jakkolwiek nie stronię od tego typu wiedzy, książka ta nie zaciekawiła mnie za bardzo i choć czytałam ją niedawno, niewiele już pamiętam - po prostu chyba nie okazała się taka odkrywcza i intrygująca. Tak już jest, że po pierwszej, bardzo dobrej, książce, ma się duże oczekiwania względem autora i jego kolejnych prac. Kto wie, czy gdyby pani Roach zaczęła od "Gastrofazy", to "Sztywniak" okazałby się bestsellerem?


    L. Parkkinen: "Ty pierwszy, Max"


    Bardzo ciekawa, oryginalna książka, którą zapamiętam z pewnością na dłużej. Bo jak tu nie zapamiętać takich postaci? Bliźniaki syjamskie i ich zwariowani towarzysze, pokręcona rodzina, osobliwi znajomi, a do tego historie nie z tej ziemi. "Ja pierwszy, Max" to książka o odmieńcach, dziwakach, dziwolągach, ale napisana w takim stylu, że w ogóle się nie czuje, że czyta się o takich oryginałach. Czytelnik po prostu akceptuje zastaną w książce rzeczywistość, nie musi się z nią mierzyć, ani się do niej przyzwyczajać, po prostu płynie na fali. A treści przedstawione w tej opowieści wydają się jak najbardziej realne i prawdopodobne. Dzięki temu można inaczej spojrzeć na odmienność, odchył od normy. Bardzo fajna książka.

    K. Webb: "Dziedzictwo"


    Książkę tę miałam długo w planach do przeczytania, ale jakoś na nią nie trafiałam. Zainteresowałam się nią przez obietnicę poznania jakiejś wielkiej mrocznej tajemnicy, a nawet dwóch - jednej z przeszłości, jednej aktualnej. I owszem, poznałam te tajemnice, ale zanim do tego doszłam, trochę się pomęczyłam przy dochodzeniu do nich. Akcja tocząca się w przeszłości okazała się bardziej wciągająca niż ta współczesna, jednak nie zdołała wg mnie nadrobić całej wartości książki. Zdaję sobie sprawę z faktu, że tajemnice nie byłyby wystarczająco intrygujące, gdybym mogła odkryć je od razu, jednak w tej książce dochodzenie do nich rozwlekało mi się. Po prostu momentami czytanie mnie nudziło. Pomysł na fabułę uważam za dość udany, jednak nie w moim guście. Szczerze natomiast poleciłabym tę książkę miłośniczkom (miłośnikom?) romansów.

    E.E. Schmitt: "Marzycielka z Ostendy"


    Gdy sięgam po opowiadania Schmitta wiem, że mam gwarancję na miło spędzony czas. Jego opowieści zawsze tchną świeżością, zaciekawiają od pierwszych zdań i prowadzą do często zaskakującej i dobitnej puenty. Za to właśnie lubię Schmitta. Tym razem miałam okazję poznać historie czterech bohaterów, których życie nie ułożyło się po ich myśli, są więc rozczarowani, rozgoryczeni, żyją przeszłością, marzeniami. Każde z opowiadań kończy się na swój sposób optymistycznie, pozytywnie, dzięki czemu ten mały zbiorek wprawia w dobry nastrój i dostarcza przyjemności z samego czytania.


    M. Haddon: "Dziwny przypadek psa nocną porą"


    Książka ta mnie nie zachwyciła. Nie twierdzę, że była zła, jednak zabrakło w niej tego elementu, który sprawia, że cieszysz się, kiedy możesz wrócić do czytania, nie potrafisz przestać czytać, a potem długo o tej książce pamiętasz. Choć bohaterem książki jest osoba dość oryginalna, jakby nie patrzeć - przez pewną swoją "ułomność", nie zaciekawiła mnie zbytnio. Nie potrafiłam wykrzesać z siebie żadnych emocji względem tego chłopca. Cała opowieść wydała mi się jakaś taka sztuczna. Być może to specjalny zabieg stworzenia narracji oddającej kształt świata osoby z zespołem Aspergera, mnie jednak nie przekonał...

    Ch. Bakre-Kline: "Sieroce pociągi" - prawdziwa historia nieznana



    Ciekawa książka, zwłaszcza, że za inspirację posłużyły fakty z amerykańskiej historii. Oto spotykają się dwie sieroty - pozbawione rodziny i niespecjalnie akceptowane przez społeczeństwo, nieposiadające swojego miejsca, odsyłane z domu do domu. Jedna z nich ma większość życia za sobą, druga - właściwie dopiero je rozpoczyna. Na pozór różni je wiele, jednak w miarę, jak przebywają razem i poznają szczegóły swojego życia okazuje się, że właśnie samotność zbliża je do siebie. Historia Vivian, tej z sierocego pociągu, jest oczywiście bardziej poruszająca. Jednak przez pryzmat znajomości z młodą i zbuntowaną nabiera nowych znaczeń - dla obydwu bohaterek, jak i dla czytelnika. Dzięki takiemu układowi książkę czyta się z uwzględnieniem czasów obecnych, a nie jedynie jako świadectwo dawno już nie wspominanych wydarzeń z przeszłości, które dzisiaj nie mają większego znaczenia.


    T. Vermes: "On wrócił" - Hitler śmieszny/ nieśmieszny


    Jak dla mnie - kolejny niewypał z udziałem jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości. Hitler to z pewnością dobry wabik, by wypromować książkę. Nie dziwię się też, że w obecnych czasach stał się on postacią komiczną w literaturze beletrystycznej. Podobno wśród Eskimosów największą karą za przewinienia jest publiczne wyśmianie. Być może w bliżej nam znanym kręgu kulturowym nie jest to kara usankcjonowana, jednak wyśmianie nosi znamiona pogardy i przeklęcia. Dzięki niemu można też dać upust swoim żalom i złości, można się oswoić ze złem. I tak oto Hitler z groźnego człowieka przemienił się w czasach współczesnych w błazna. Jednak w książce "On wrócił" wydał mi się postacią bardziej, mimo wszystko, tragiczną, niż śmieszną - stał się człowiekiem zagubionym w nowoczesnym świecie, błądzącym wśród ludzi myślących w inny, nowoczesny sposób. Jego próby odbudowy znanego mu starego "porządku" spełzły na niczym, gdyż dla nowoczesnego społeczeństwa tezy, które wygłaszał mogą już być tylko komiczne. Książka Vermesa jest jednak nużąca, przede wszystkim przez opisy Hitlera działania nowych dla niego urządzeń, takich jak np. komputer oraz przez wygłaszanie swoich nazistowskich tez i poglądów. Jedno, co w książce wydało mi się warte zainteresowania to sposób, w jaki autor unaocznił, że dzisiejsze społeczeństwo prawdopodobnie nie byłoby w stanie potraktować poważnie działań takiego człowieka jak Hitler. Oby tak było naprawdę!


    L. Lowry: "Dawca"


    Książkę przeczytałam zanim obejrzałam film, ale to film spodobał mi się, o dziwo, bardziej. Książka wydała mi się słabo rozwinięta. Mimo świetnego pomysłu na fabułę wątki były dla mnie słabo rozwinięte, postacie mało ciekawe i niezbyt wyraziste, a język słabo rozbudowany. Być może to kwestia tego, że książka de facto była skierowana do młodzieży, a film - jak to zwykle bywa - jest kierowany do szerszego grona odbiorców. Wydaje mi się, że film zwraca większą uwagę na poszczególne wątki pamięci ludzkości, a co za tym idzie - bardziej skłania do refleksji nad istotą ludzkich zachowań powodowanych emocjami, nad ich wartością i sensem. Niemniej jednak książkę czyta się z zaciekawieniem. Szkoda jedynie, że dalsze części tej historii są tak trudno (o ile w ogóle) dostępne. Film kończy się w sposób taki, że widz nie czuje niedosytu, jednak już jako czytelniczka chciałabym wiedzieć, co było dalej.

    T. Hogg: "Język niemowląt"


    I znów musiałam sięgnąć, zainteresowana tematem, po poradnik w stylu amerykańskim, za którym nie przepadam. Niestety nie dotarłam do innych publikacji poświęconych niemowlakom. Ale choć forma książki jest denerwująca (bo właśnie taka amerykańska - autorka jest wszechwiedzącym i najwspanialszym ekspertem) to można się z niej nieco pożytecznych rzeczy dowiedzieć. Zawiera oczywiście też trochę twierdzeń, które trudno zaakceptować, a tym bardziej wprowadzić w życie, ale są też takie, dzięki którym życie może stać się łatwiejsze. Dzięki tej książce zaczęłam baczniej obserwować zachowania mojego smyka, rozróżniać jego zachowania i dzięki temu lepiej i szybciej zaspokajać (TRAFNIE!) jego potrzeby. Przede wszystkim właśnie ta książka kształtuje nastawienie wobec niemowlaków pełne szacunku i zrozumienia. Sprawy "technicznej" ich obsługi każdy, moim zdaniem, powinien wypracować samodzielnie.

    O. Tokarczuk: "Ostatnie historie", "Szafa"


    Olga Tokarczuk nie ma w swoim dorobku ani jednej słabej książki. Zawsze, gdy sięgam po jej książkę, mam pewność, że warto, że się zaczytam i że przez długi czas o książce nie zapomnę. Tak było i w tym przypadku - wyraziste postacie, które autorka niezmiennie obdarza cudowną mądrością życiową, a ta zwerbalizowana przedstawia czytelnikowi świat w całkiem innych barwach, niż te codzienne.


    L. Genova: "Motyl"


    Bardzo ciekawa książka na temat choroby. Dzięki narracji osoby chorującej łatwo się wczuć w odczucia osoby, na którą został wydany wyrok. Wyrok niepamięci, niesamodzielności i zależności. Autorka jednak przedstawia tutaj wizję dość optymistyczną - główna bohaterka bowiem poznaje diagnozę w momencie, gdy jeszcze jest w stanie podjąć próbę pogodzenia się z faktem, że jest osobą chorującą na Alzheimera, ma jeszcze czas poukładać pewne sprawy. A do tego jest otoczona kochająca i troszczącą się o nią rodziną, co doskonale obrazuje zakończenie książki. Nie ma w tej książce przez to samotności i odrzucenia osób chorych na Alzheimera, nie ma innych dylematów, oprócz samego faktu zachorowania. Książka ciekawie napisana, nie nudzi, mimo, że jest jakby monotematyczna.


    N. Babina: "Miasto ryb"


    Książka to co najmniej dziwna. Trochę kryminał, trochę thriller, trochę political - fiction, trochę jeszcze inny gatunek; trudno ją określić. Trudno mi też było się w niej momentami przez to "połapać". Historia, nie powiem, oryginalna, jednak niezbyt mimo wszystko wciągająca.


    D. Perkins-Valdez: "Niewolnice"


    Moje oczekiwania co do tej książki były o wiele większe. Nie spodziewałam się wyjątkowo oryginalnej fabuły, ale miałam nadzieję na pełną dramatyzmu powieść, która wywoła we mnie pewne emocje. A książkę czytałam jakby od niechcenia, bo napisana jest w mało emocjonującym stylu, jakby oziębłym - być może to zabieg stylistyczny mający wzmocnić przekaz na temat postaw bohaterów książki, być może to błędy tłumacza - jakkolwiek mnie nie przypadł do gustu. Sam układ książki wydał mi się chaotyczny i wydaje mi się, że nie do końca "połapałam" wszystko jak należało. Z ciekawości można przeczytać, ale nie poleciłabym tej książki komuś, kto ma ochotę na coś, co go porwie bez reszty.

    R. Riggs: "Osobliwy dom pani Peregrine"


    Czegoś więcej oczekiwałam po tej książce. Tajemnicza wyspa okazała się mało ekscytująca, a postacie występujące w książce jakieś takie "nadmuchane", jakby wymyślone na siłę. Wiele faktów nie zostało wg mnie wystarczająco wyjaśnionych, chyba, że coś przeoczyłam. Bo skąd ta pętla czasu i dlaczego na osobliwych ktoś czy też coś ma interes polować? Być może w kontynuacji "Osobliwego domu" autor uchyli rąbka tajemnicy. Niezbyt jednak mnie ta książka przekonała, by wgłębiać się dalej w tę historię.


    J. Jonasson: "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"


    Od dawna wiedziałam o tej książce i chciałam ją przeczytać, ale dopiero wieść o tym, że została zekranizowana przyspieszyła moją decyzję o sięgnięciu po nią. Zaczyna się wybuchowo i właściwie utrzymuje poziom do końca, dzięki czemu czyta się ją bardzo szybko i z dużym zainteresowaniem. Za sprawą opisu niezwykłych perypetii niezbyt rozgarniętego, ale na pewno w czepku urodzonego, Allana autor wyśmiewa właściwie wszystkich, a przede wszystkim polityków, i to tych najbardziej znanych w historii. Dostało się też służbom bezpieczeństwa i pracownikom socjalnym. Książka jest niezwykle "pozytywna", zaciekawia od pierwszych stron i rzeczywiście sprawiła, że momentami śmiałam się na głos podczas czytania. Za to ostatnie szczególnie ją polubiłam. Porównanie do "Forresta Gumpa" jest jak najbardziej trafne, bo struktura tych powieści jest bardzo podobna. Jednak, gdybym miała wybierać, wolę Forresta, ale być może to powód długotrwałej już znajomości i wielkiego sentymentu. Film o stulatku z pewnością muszę natomiast obejrzeć.

    A. Gala: "Szkarłatny manuskrypt"


    Książka inna niż wszystkie, które do tej pory przeczytałam. Sięgając po nią miałam nadzieję, że lepiej poznam "baśniowy świat hiszpańskich Maurów" - jak to zostało określone w opisie wydawcy. Niestety nie potrafiłam się "połapać" we wszystkich osobach i opisywanych wydarzeniach. Zdecydowanie łatwiej było mi śledzić szczegóły życia towarzyskiego Baobdila niż wątki polityczne. Książka napisana jest pięknym językiem i całkowicie oddaje klimat. Dla tego klimatu właśnie warto było przeczytać tę książkę, choć muszę też stwierdzić, że ponad 460 stron nieco się dłużyło.

    M. Duenas: "Olvido znaczy zapomnienie"


    No i co? No i zawód, niestety. "Krawcową z Madrytu" połknęłam w ekspresowym tempie, a drugą książkę Duenas czytałam w zasadzie znudzona. Amy Tan napisała w "Przeciwieństwie losu", że wśród pisarzy i wydawców pokutuje przekonanie, że druga książka jest dla pisarza tą najtrudniejszą i najczęściej nie odnosi ona sukcesu. W przypadku Amy Tan ta opinia się nie sprawdziła, bo jako drugą napisała ona powieść, którą uważa się za jej najlepszą. Duenas natomiast potwierdziła swoją książką tę teorię. W przypadku "Krawcowej" akcja od początku była napięta, bohaterowie wyraziści i ciekawi, książka wyzwalała sporo emocji. Tego wszystkiego brakuje "Olvido". Jej wielowątkowość wcale nie czyni jej ciekawszą. Cała historia jest płytka i mało oryginalna - od początku wiadomo, jak się skończy. Średniej klasy romansidło. Życzę pani Duenas, by jej trzecia książka, była na miarę pierwszej, nie drugiej.


    S. Clarke: "Jonathan Strange i pan Norrell"


    Mimo jej opasłych rozmiarów książkę czyta się bardzo szybko, momentami (no bez przesady - nie non stop) z zapartym tchem. Historia mocno wciąga, chociaż jakiś czas już po lekturze muszę stwierdzić, że początek nie był zbytnio porywający, a ja po prostu byłam nastawiona, że to będzie ciekawa książka i dlatego tak szybko przez nią przebrnęłam. Zanim pojawią się magowie, a za nimi jakiś czas potem krzta magii, minie kilka rozdziałów. Postać Norrella zdecydowanie niesympatyczna i właściwie mało ciekawa. Strange wcale nie lepszy, ale pojawia się w odpowiednim momencie, by odciążyć czytelnika od starego piernika - pana N. Najciekawszą postacią jest oczywiście gentleman o włosach jak puch ostu, który raz - intryguje swoją tajemniczością, dwa - zaciekawia poczynaniami, poza tym wprowadza dreszczyk emocji na skutek swoich niecnych poczynań. Kobiety w tej książce są zupełnie bure, takie nijakie, ale to chyba właśnie takie powinny być, by odpowiadać czasom, w których umiejscowiona jest akcja. Same opisy tła historycznego nieco mnie znudziły, może po prostu dlatego, że nigdy nie byłam zbyt dobrze zorientowana w tym okresie historycznym. Podsumowując - w trakcie czytania wydawało mi się, że długo nie trafię na ciekawszą książkę, która dostarczy mi tyle rozrywki. Niedługo potem jednak trafiłam na równie, jak nie bardziej, ciekawe. Powieść S. Clarke ma niewątpliwie swój urok, wyróżnia się spośród innych. U mnie jednak entuzjazm w stosunku do tego tytułu po jakimś czasie opadł i chyba nie miałabym siły przeczytać jej w całości po raz drugi. Z niecierpliwością czekam jednak na ekranizację BBC w postaci serialu, zwłaszcza, że dobór obsady wydaje się atrakcyjny, a pierwsze zdjęcia z planu znalezione w Internecie - zachęcające. Myślę, że będzie się go z równym zapałem oglądało, jak czytało się książkę.


    M. Vargas Llosa: "Ciotka Julia i skryba"


    Myślałam, że będzie lepiej. Przynajmniej w kawałku tak gorąco, jak w "Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki". Historia tego romansu może dlatego nie okazała się aż tak fascynująca, bo oparta na faktach i autor pewnie niewiele dodał od siebie (a ponoć, wg Julii, nawet nieco pominął). Historia tego romansu poza tym zeszła niejako na drugi plan, bo ważniejsze wydaje się w książce konstruowanie powieści radiowej i postać Pedra. Z początku wciągające historie przedstawiane czytelnikowi w odcinkach zaczęły w końcu wprowadzać niezły mętlik i zupełnie się w nich pogubiłam - pewnie taki efekt chciał osiągnąć Llosa i świetnie mu się to udało, jednak mnie nieco skonsternowało, bo słabła moja ochota do ich czytania. Niemniej, nie uważam książki za złą, choć najmniej ją polubiłam z wszystkich dotąd przeczytanych powieści Llosy.


    E. Ostrowska: "Ja pani woźna"


    Ech, skusiłam się na tę książkę ze względu na dość przychylne opinie o niej, ale okazało się, że w ogóle nie jest w moim guście. Po pierwsze język - na początku wydał mi się bardzo prosty, a momentami nawet ordynarny. Po drugie - przerysowany do granic i mało realny psychologiczny obraz głównej bohaterki, która przedstawia się jako zupełnie bezradna, poddana, bezwładna (przede wszystkim wobec swojego smarkatego syna) ofiara losu. Po trzecie - w ten sam sposób przerysowany obraz 11-letniego syna bohaterki, którego gdybym spotkała na swojej drodze, to... Po czwarte - przerysowane właściwie wszystkie postacie, nauczycielki - hieny, dyrektorka - tyran, głupia sekretarka, niemożliwie ofiarna przyjaciółka i ten cały nieodgadniony Walicki, książę z bajki w postaci konserwatora, który nie wiadomo w ogóle kiedy w Kasi się miał okazję zakochać, nie wiadomo kiedy zaprzyjaźnił się z jej synem, nie wiadomo po co knuje i ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Po piąte - rozwój wypadków ze strony na stronę staje się coraz bardziej idiotyczny, nierealny, mało logiczny. Ja po prostu wiem, że to nie jest dobra książka, ale najśmieszniejsze jest to, że przeczytałam ją dość szybko, bo mnie po prostu wciągnęła :D


    E. Safak: "Honor"


    Elif Safak po raz trzeci - po raz drugi zawód. Niestety. Po "Czarnym mleku" cieszyłam się, że znalazłam kolejną ciekawą pisarkę, ale już po "Honorze" stwierdziłam, że jestem do niej skutecznie zniechęcona. Niby książka ciekawie ułożona, opisywane wątki nietuzinkowe, ale jako całość mnie znudziła. Nie mogłam zapamiętać imion bohaterów, co jakiś czas gubiłam się w tych wszystkich historiach i rozpoznaniu kto jest kim dla kogo. Tureckość niespecjalnie mnie interesuje sama w sobie, więc wydawało mi się, że to pozycja przygotowana przede wszystkim na rynek turecki. Po prostu książka mało uniwersalna według mnie. No i ten pompatyczny tytuł. Mam jeszcze jedną książkę Safak na półce, już trochę się skurzyła. Nie spodziewam się jednak szybko po nią sięgnąć.


    D. Benioff: "25. godzina"


    Książka bardzo długo stała na półce, by wreszcie od niechcenia (raczej z przypadku) wpaść w moje ręce. Wcześniej widziałam film (podobał mi się), ale stwierdziłam, że w książce nie znajdę niczego ciekawego. Bo co niby można napisać o ostatniej dobie na wolności faceta, który wybiera się właściwie na resztę życia do więzienia? Okazuje się, że można napisać całkiem niezłą książkę, którą czyta się niemal tak szybko, jak szybko upływają godziny ostatniej doby wolności głównego bohatera. Porównując z filmem (o ile pamięć mnie nie myli) - dużo dokładniej nakreślone są sylwetki pozostałych postaci. Nie brakuje w książce napięcia związanego z upływem czasu, które dodatkowo potęgują przemyślenia Montiego. Rzeczywiście, była to dobra książka dla adaptacji filmowej.


    Pearl S. Buck: "Matka"


    Zaskakująco dobra. Wcześniej niestety nie słyszałam specjalnie o Pearl S. Buck, a szkoda, bo pewnie miałabym za sobą lekturę przynajmniej kilku jej książek. "Matka" napisana bardzo dawno temu w ogóle nie trąci kurzem i starocią. Wręcz przeciwnie - tchnie świeżością i ponadczasowością. Choć pewnie realia opisane w książce nie są już aktualne, to wszelkie przeżycia, towarzyskie intrygi, opis społeczno - towarzyskich relacji wydaje się nie odbiegać zbytnio od tych teraźniejszych.
    Choć w książce nie dzieje się bardzo wiele, dramat porzuconej kobiety próbującej sprostać wyzwaniom życia w patriarchalnym i feudalnym społeczeństwie, buduje niezwykłe napięcie. Tak "starą" powieść można, myślę, uznać za prawdziwie odważną i nowatorską, w pewnym sensie może feministyczną. Piękna opowieść.

    D. Lessing: "Fala po burzy" - fala lekko zatapialna




    Po lekturze pierwszego tomu tego pięcioksięgu znielubiłam Marthę i myślałam, że długo do "Dzieci przemocy" nie wrócę. W końcu zmusiłam się do "Odpowiedniego małżeństwa", w którym trochę przychylniej spojrzałam na bohaterkę. Trzecią część zaczęłam już czytać z większą ciekawością, ale mój entuzjazm znów nieco opadł, bo mało Marthy w tej części. Niestety. Lessing skupia się tu już bardziej na polityce, z którą ja akurat mam niewiele do czynienia i nie bardzo się nią interesuję, tym bardziej tą "historyczną". Nie wiem, czy można tak określić książkę, ale wydaje mi się ona bardzo "przegadana". Po prostu za dużo gadania, które do niczego nie prowadzi. Podsumowując - Martha dalej głupia, może nawet głupsza niż wcześniej, zagubiona i niestabilna. Coraz bardziej mi jej żal. (Anton niesympatyczny i odpychający). Mimo tego, że "Fala po burzy" wydaje mi się jak na razie najsłabszą częścią, z niecierpliwością czekam na kolejne.


    E. E. Schmitt: "Małżeństwo we troje" - o ważkich problemach w lekkich opowiadaniach



    Pięć na pozór lekkich opowiadań. Najbardziej spodobało mi się pierwsze. Przeczytałam raz-dwa niespecjalnie zastanawiając się nad ich przesłaniem. Dopiero gdy dotarłam do komentarzy Schmitta na temat każdego z nich i poznałam motywy ich powstania poddałam je wraz z nim głębszej refleksji i doszłam do wniosku, że zawierają więcej, niż można by się było na początku spodziewać. W prosty sposób Schmitt roztrząsa bowiem niełatwe życiowe historie i problemy. Zaskakuje fakt, że autor z łatwością formułuje tak nietuzinkowe fabuły zainspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Gdyby nie słowo Schmitta na koniec, ten zbiór wydałby mi się lżejszy i mniej poważny.


    M. Nurowska: "Drzwi do piekła" - "zbrodnia to niesłychana, pani zabija pana..."


    Moja pierwsza książka Nurowskiej. O autorce i jej książkach pierwszy raz usłyszałam od starszej (dużo) koleżanki z pracy i potraktowałam jako dość dobrą rekomendację. Gdy zaczęłam czytać "Drzwi do piekła" zdziwiłam się, że spokojna i wyważona, ustatkowana pani, na ostatniej prostej do emerytury, lubuje się w tego typu literaturze. Cóż, początek książki nastawił mnie raczej podejrzliwie co do rozwoju wypadków. Jednak wgłębiając się w fabułę zrozumiałam, że nie to, co na początku wydaje się motywem przewodnim, jest najważniejsze. Zamiast zgłębiać wiedzę na temat więziennego żywota (które przecież musi być cholernie nudne i też takie zostało w książce przedstawione) zaczęły mnie interesować motywy zbrodni i rozwój wypadków, które do niej doprowadziły. I to właśnie Nurowska miała na celu, ale nie byłam tego pewna po przeczytaniu kilkunastu pierwszych stron. No i proszę. Spodziewałam się nadętej nudnej książeczki o skazanych kobitkach i ich marnym bytowaniu za kratami, a otrzymałam dość ciekawą opowieść o nieźle skomplikowanych ludzkich relacjach.


    M. Zusak: "Złodziejka książek" - czyli bajka o wojnie


    Nie mogę stwierdzić, że ta książka mi się nie podobała, czy też, że mnie nie zaciekawiła, jednak spodziewałam się czegoś innego, może czegoś więcej mimo wszystko. Spodziewałam się, że książka będzie bardziej dramatyczna, a motyw podkradania książek będzie nieco bardziej zaznaczony (i może bardziej niebezpieczny). Jednak, bądź co bądź, choć narratorem jest Śmierć, sytuacja opisana jest jakby nie było z punktu widzenia dziecka, małej dziewczynki. Jej świat jest jeszcze mało skomplikowany, może dość wrogi, ale zdaje się ona tego przez dość długi czas nie dostrzegać (a może lekceważyć). Dopiero tragiczne w skutkach wydarzenia, które nie tak od razu opisane zostają w książce, dodają jej dramatyzmu i wstrząsają (choć to może za mocne słowo) czytelnikiem. Ale w tym miejscu wydawało by się, mała Liesel powinna nieco spoważnieć, dojrzeć, a tak się według mnie nie dzieje - raczej jej postać blednie w książce, schodzi na drugi plan. Piwnica, prócz zimna, nie zrobiła na mnie również wrażenia jakiegoś strasznego miejsca. A co dopiero ta w filmie! Ta z filmu to dopiero była przytulna norka! Tak, na tle filmu książka mimo wszystko wypada dużo, dużo lepiej - bardziej realistycznie i tragicznie.







    Hity 2013:


    M. Levine: "Umysł krok po kroku"

    Nie przepadam za amerykańskimi książkami - poradnikami. Amerykanie mają zwyczaj milion razy tłumaczyć jedną kwestię niezliczoną ilością przykładowych sytuacji (podejrzewam nawet, że zmyślonych) i zawsze uważają się za najwybitniejszych znawców tematu, jedynych godnych uwagi ekspertów. Mel Levine stworzył książkę, która w dużej mierze w takie sposób jest skonstruowana, jednak poza tym - jest niezwykle cennym źródłem informacji, których nie znajdziemy w wielu popularnych poradnikach czy w Internecie. Być może to właśnie lekarz powinien był poruszyć temat rozwoju funkcji poznawczych u dziecka i wynikających z dysharmonii problemów w nauce, funkcjonowaniu w najbliższym otoczeniu. Książka jest napisana prostym, przystępnym językiem, zawiera wiele cennych wskazówek skumulowanych na końcu każdego z rozdziałów. To warte najwyższej uwagi źródło informacji dla osób pracujących z dziećmi, rodziców, nauczycieli, wychowawców, psychologów, pedagogów itp. itd.

    E. Safak: "Czarne mleko"

    Długo zabierałam się do pierwszego spotkania z Elif Safak. Teraz nieco tego żałuję, bo niesamowicie przypadła mi do gustu, choć może nie tę książkę powinnam przeczytać jako pierwszą. Bo czyta się ją bowiem, jakby się słuchało starej znajomej. "Czarne mleko" wydaje się być bardzo osobiste i bardzo szczere. Wyłaniający się stąd potok słów i skojarzenie z tytułem spowodowały u mnie wyobrażenie sobie kipiącego mleka - gorącego, nie mogącego już usiedzieć na miejscu, zmuszonego do wybuchu. Książka ta jest też dla mnie bardzo kobieca, bo napisała ją prawdziwa kobieta - współczesna, nie "tradycyjna" - która zastanawia się nad istotą kobiecości, analizując różne sylwetki znanych kobiet i ich postawy wobec odgórnie narzucanych ról społecznych i oczekiwania ich wypełniania, no i wreszcie z powodu kobiecego haremu. Ten harem zupełnie mnie zaskoczył - jaki piękny sposób na ukazanie swojego wewnętrznego rozdarcia, wielości sprzecznych ze sobą dylematów, a w końcu - ostatecznego poukładania się ze sobą. Książkę czyta się jednym tchem, a autorkę od razu się lubi. Mam przeczucie, że Elif Safak dołączy do grona moich ulubionych pisarek. 

    O. Tokarczuk: "Dom dzienny, dom nocny"

    Każda kolejna książka Olgi Tokarczuk, którą przeczytam, staje się moją ulubioną. Ta autorka jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Uwielbiam jej styl. Już chyba wszystko zdążyłam napisać w peanach na cześć jej twórczości. Może jeszcze nie wspomniałam, że cudowne jest to, że potrafi ona pisać o ludziach, na których nikt nie zwróciłby uwagi - a oni są tak ważni w każdej z jej książek, oni są w centrum, tworzą świat, to co myślą, jest ważne, arcyważne, a to co myślą - mówią i robią, oni czują naprawdę, oni są naprawdę. I Tokarczuk to dostrzega, docenia to i pisze o tym. A człowiek, który żyje w pośpiechu, dzięki niej ma szansę zatrzymać się, pomyśleć. Co do samego "Domu dziennego..." - wspaniała narratorka, cudowna postać starej Marty, niezwykle opisana historia Kummernis i Paschalisa. Ból i cierpienie, jako naturalny składnik rzeczywistości i doświadczanie ich jako również nam danych - trzeba je przyjmować i znosić (tak jak trzeba zjadać grzyby, które uważane są za trujące), bo są w świecie, jak i my, nie mogą być bez nas, my bez nich. Obserwować i "czekać ..."

    M. V. Llosa: "Szelmostwa Niegrzecznej Dziewczynki"

    Moje czytanie Llosy przypomina jazdę pociągiem: za każdym razem, gdy sięgam po coś jego autorstwa, czuję się, jakbym czekała na stacji, wsiadam, zrzucam na podłogę bagaże, rozsiadam się wygodnie, ruszamy... Pociąg bardzo powoli nabiera prędkości, wlecze się wręcz potwornie, a ja już na początku podróży zastanawiam się, czy wytrzymam tę jazdę, czy dotrwam do ostatniej stacji. Kiedy jednak pociąg zaczyna się rozpędzać, a przez okno widać zmieniające się z sekundy na sekundę widoki zaczyna mi się podobać i nagle chcę, by ta podróż trwała co najmniej dwa razy dłużej, a może i trzy razy i coraz bardziej nie chcę wysiadać, gdy zbliżam się do końcowej stacji.  
    Tak i w przypadku Niegrzecznej Dziewczynki było. Bo na początku wydawało się, że to będzie najnudniejsza książka Llosy, z jaką miałam do czynienia. Nic z tych rzeczy. Powieść jest bowiem skonstruowana jak gorący romans, na początku nieśmiała, z zaczerwienionymi nieśmiało wypiekami na twarzy, z czasem powoduje szybsze bicie serca, uderzenie gorąca, lekkie zawroty głowy i bum! Wielkie bum, bum, bum - trwanie w otumanieniu. Stop! Koniec! Ciśnienie spada. Ochłonięcie.  
    Llosa świetnie wykorzystał postać bohatera romantycznego wplatając go w czasy (w miarę) współczesne, na szczęscie dla Ricarda - bez nieszczęśliwego zakończenia. Ciekawie opisał jego rozkwit marzeń, grzęźnięcie w beznadziei, załamanie (nerwowe?), rozpacz, a dalej - odbicie się od dna, odnalezienie własnych sił wewnętrznych, samostanowienie i w końcu triumf rozumu. Za to kobieta - ognista, prawdziwy demon, władczyni serc i umysłów, igrająca z ogniem, żartująca z życia, wielka wygrana, ale i wielka przegrana. To połączenie Ricarda z nią przypomina walkę żywiołów. Zwycięży buchający niszczycielski ogień, czy też cicha i spokojna woda? 
    I jeszcze jedno - wielkie uznanie dla wydawnictwa Znak za tak piękne wydania dzieł Llosy, uwielbiam ten gruby i sztywny, lekko żółty papier, a także twardą okładkę pokrytą tkaniną (obwolutę odłożyłam na czas czytania, by nie zniszczyć).

    D. Eggers: "Wstrząsające dzieło kulejącego geniusza"

    Ach! Jak mylące mogą być oczekiwania względem książki zanim zacznie się ją czytać. Myślałam, że "Wstrząsające dzieło..." będzie jakimś pseudoartystycznym i pseudointelektualnym bełkotem megalomańskiego świra, a tu okazało się, że to bardzo ciekawa rzecz, bardzo dobrze napisana i nawet - dość mądra i wartościowa. Świr ten (bo nie przestał nim dla mnie być) pisze o śmierci swoich rodziców, jakby było to coś wkurzającego, ale mimo wszystko najnormalniejszego w świecie. A czy takim nie jest? W końcu czeka to wszystkich. Jednak dla czytelnika, który niedawno stracił rodzica, może to być jak klaps w policzek. Nosz, jak on kurde tak może? Złość? O.K. Ale gdzie smutek, żal, załamanie, ŻAŁOBA?! A nie ma... 
    Jest pełna mobilizacja. Do życia! Jestem tutaj i teraz, jestem tu po to, by żyć, tak jak i oni żyli wcześniej, jestem po to, by coś tutaj zrobić, by coś po sobie pozostawić, no choćby brudne skarpetki pod łóżkiem - to zawsze coś ;] 
    A łatwo nie będzie, bo świr ma 20 - kilka lat, jest pozbawiony pracy, a na dodatek podejmuje się opieki nas "szczylowatym" bratem, a to duża odpowiedzialność dla kogoś, kto na ten temat zielonego pojęcia dotąd nie miał, a nawet mieć nie zamierzał. 
    I wiecie co? Daje radę! Raz lepiej, raz gorzej, ale żyje i on i brat przeżywa, nawet mają się całkiem dobrze. 
    Jedna z najbardziej pozytywnych i pokrzepiających książek, jakie czytałam. Chciałabym ją polecić wszystkim i każdemu z osobna. Ta książka powinna być lekturą obowiązkową każdego umiejącego czytać.  
    R-E-W-E-L-A-C-J-A!

    J. Cabré: "Wyznaję"

    Cabre napisał książkę z pewnością wyjątkową. Zaczytałam się w niej na amen. Na początku drażniła mnie narracja wymagająca od czytelnika wyjątkowego skupienia i zagłębienia w tekst, by się nie pogubić. Po pewnym czasie jednak przyzwyczaiłam się do niej, a nawet stwierdziłam, że jest w niej coś wymownego, z nie że to tylko taki kaprys autora. Zachwycił mnie misterny splot ogromnej ilości wątków, nadanie znaczenia, ważności, również drobnym i niepozornym przedmiotom. Opowieść Adriana, jego historia zawiera w sobie tak wiele elementów, że nie sposób stwierdzić, że jest to książka o tym czy o tamtym. Traktuje ona o wielu sprawach, nie tylko o tych wielkich i uznawanych za ważne, wzniosłe, jak miłość, wiara, wartości takie jak dobro i zło. Ukazuje też rozmaite ułomności ludzi, którzy nie są i nigdy nie będą idealni - często postępują niewłaściwe, egoistycznie, infantylnie, pochopnie, nieodpowiedzialnie czy niebezpiecznie. Czasem kończy się to tragicznie, innym razem uchodzi płazem. To co powyżej, to tylko kilka z moich refleksji, które przychodziły mi do głowy w trakcie i po lekturze. Trudno bowiem skupiać się tutaj na opisie i ocenie jakości fabuły książki, którą ktoś misternie konstruował przez siedem lat, a na końcu i tak uznał ją za definitywnie nieukończoną. Jednego jestem pewna - to jedna z najbardziej oryginalnych książek, jakie do tej pory czytałam, niezwykle dopracowana, szalenie wciągająca, dzięki czemu nie czuje się ciężaru ponad 750 stron. Piękna okładka.




    Hity 2012:


    T. Terzani: "Powiedział mi wróżbita" - egzotyka i mistyka

    Tiziano Terzani znów zabrał mnie w fascynującą podróż po egzotycznym świecie Azji. Książka zaskakuje determinacją autora w pokonywaniu przeogromnych odległości droga naziemną lub morską. Cały rok bowiem podróżował on w ten sposób stosując się do porady chińskiego wróżbity, by unikał samolotów, gdyż może mu się przytrafić wypadek, a nawet śmierć. Dodatkowym zadaniem na rok 1993 obrał on sobie wizytę u wróżbity w każdym kraju, do którego zawita. Wnikliwie sprawdza Terzani zdolności jasnowidzów rozpoznawania ludzkiego żywota. Dzięki rozmowom z nimi unaocznia czytelnikowi także mentalność mieszkańców azjatyckich regionów - większość z nich interesuje odpowiedź wróżbity na temat przyszłości ekonomicznej i związków partnerskich. Dziennikarz przemyca też w swojej książce informacje na temat historii i polityki poszczególnych państw. Robi to oczywiście niezwykle interesująco. Można by jeszcze wiele napisać, ale po prostu nie da się streścić rzetelnie tej książki i nakreślić jej klimatu - ją po prostu trzeba przeczytać (gwarantuję, że z ciekawością). Jednym zdaniem - gdyby przyszło mi już więcej nie wyruszyć w żadną podróż, idealnym pocieszeniem byłaby dla mnie lektura książek Terzaniego.


    A. Adiga: "Biały tygrys" - smród życia

    Zaraz, gdy zaczęłam czytać, byłam zła, że książka dwa lata leżakowała na półce, a ja po nią nie sięgnęłam. Bo wciąga od pierwszych stron. A jakoś opis z z tyłu, okładka, nieznany autor (i chyba słaba promocja książki) nie zachęcają.  
    Wszyscy chyba wiedzą o systemie kastowym w Indiach, o podziałach, o kolosalnych różnicach społecznych, o losie maluczkich. To nie zadziwia. Szokuje natomiast szczegółowy opis funkcjonowania ludzi będących "podnóżkami" biznesmenów, przedsiębiorców, ludzi sukcesu. Oni nawet nie wiedzą, kto to Kim Basinger i boją się, że telefony komórkowe wypalają mózgi! Nie wiem, na ile autor mówi prawdę o tych ludziach, na ile przesadził. Boję się nawet myśleć, że tak rzeczywiście jest w Indiach, które Europejczykom kojarzą się z kolorowym Bollywoodem, jogą, pięknymi kobietami w tilaką na czole, tatuażami z henny i ewentualnie z curry.  
    I choć Balram - główny bohater - któremu rodzice zapomnieli nawet nadać porządne imię, jest odrażający i wydaje się być głupkiem, zyskuje przychylność czytelnika. Z resztą, czy bardziej odrażający jest ktoś, kto słabo dba o higienę i śpi z karaluchami czy też osoba wyższego stanu, która wysługuje się prostym człowiekiem, posuwając się nawet do najokropniejszych czynów, traktując bliźniego jak nic nie warte zwierzę?


    O. Tokarczuk: "Bieguni" - podróżując...


    Olga Tokarczuk to osoba, która potrafi tworzyć poezję za pomocą prozy. To moja pierwsza myśl, kiedy czytam jej książki. Myślałam, że będzie to powieść, a okazało się, że jest to jakby dziennik różnych przemyśleń, wielonarracyjnych notatek. Układ książki skojarzył mi się z obserwowaniem rzeczywistości, poznawaniem różnych ludzi i ich historii w czasie podróży - czasem wracasz i poznajesz ciąg dalszy, czasem historia się urywa i nie wiesz o dalszym biegu wydarzeń, choć pamiętasz ich początki. Czasem też zwyczajnie o czymś zapominasz, dopiero po czasie coś powraca, ale też nie zawsze.  W końcu jesteś w drodze - jak Bieguni. Pięknie skomponowane są w książce rysunki. I uwielbiam ten gruby, mocny papier, który na łączeniu stron przypomina kolorem lody waniliowe.


    A. Tan: "Sto tajemnych zmysłów" - magia vs. szare życie


    Amy Tan jest czarodziejką. W jej książkach zawarta jest prawdziwa magia. Magia idealnie dobranych osobowości, sytuacji i słów je opisujących. W "Stu tajemnych zmysłach" cudownie łączy ze sobą świat chińskiej mistyki, mitów i przesądów z amerykańską sztywną i przewidywalną rzeczywistością. Oczywiście mnie jako czytelniczkę zdecydowanie bardziej porwał ten chiński pierwiastek - bardziej atrakcyjny, jako że tajemniczy, nieprzewidywalny. Bardzo zręcznie autorka buduje relacje między tymi dwoma światami, a przede wszystkim między dwiema kobietami, siostrami, osadzonymi w zupełnie różnych realiach. Miłość siostrzana, miłość partnerka świetnie tu dojrzewają. Zakończenie, choć nieco smutne, idealnie dobrane. Czytało się cudownie.


  • Szuflada + temat wolny





    LEGENDA O STRACHU NA WRÓBLE


    tłumaczenie jest potoczne, możliwe błędy, ale sens zachowany

    "Każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia." ;)
    [Le [i]Fabuleux destin d'Amélie Poulain]


    "... w Kosmosie istnieje planeta, na której wszyscy ludzie narodzą się po raz drugi. Będą przy tym mieć pełną świadomość swego życia spędzonego na Ziemi, wszystkich nabytych tam doświadczeń.
    I być może istnieje jeszcze następna planeta, gdzie wszyscy narodzimy się po raz trzeci z doświadczeniami dwóch poprzednich wcieleń.
    A może istnieją jeszcze następne i następne planety, na których ludzkość będzie się rodzić zawsze o jeden stopień ( o jedno życie) dojrzalsza. (...)
    Ale my tutaj, na Ziemi ( na planecie numer jeden, na planecie niedoświadczenia) możemy tylko bardzo niejasno przypuszczać, co by się mogło zdarzyć człowiekowi na innych planetach. Czy byłby mądrzejszy? Czy w ogóle dojrzałość leży w możliwościach człowieka? Czy możemy ją osiągnąć przez powtarzanie?
    Jedynie z perspektywy takiej utopii można by z pełną odpowiedzialnością używać pojęć optymizmu i pesymizmu: optymista to ten, który sądzi, że na planecie numer pięć historia ludzkości będzie już mniej krwawa. Pesymistą jest ten, kto sądzi inaczej."

    ( M. Kundera: "Nieznośna lekkość bytu")



  • WERYFIKACJA

    Ważne!
    1. Temat ten służy wyłącznie do pytań, dyskusji na temat weryfikacji i kontrybucji.
    2. Zasadą komunikacji na tym blogu jest zasada KULTURALNOŚCI wypowiedzi. Zastrzegam sobie prawo do ignorowania i kasowania wypowiedzi obraźliwych, złośliwych, agresywnych itp.
    3. Zawsze proszę podawać link do kontrybucji.
    4. Kontrybucje weryfikowane są w ustalonej kolejności, nie weryfikuje się poza kolejką.
    5. Kontrybucja bez źródła = kontrybucja odrzucona.
    6. Większość wskazówek dotyczących dodawania treści i ich sprawdzania znajduje się w FAQ
    7. Odrzucam kontrybucje, w których zawarte są błędy wynikające z nieznajomości FAQ.
    8. W kwestii czcionki - znam tylko transkrypcję Hepburna ( a, b, c itd.) - nie jestem w stanie potwierdzić wiarygodności informacji pochodzących ze stron rosyjskich, chińskich itd.





    Ciekawostki FILMY aktualne informacje dot. zasad dodawania tekstów znajdziecie tutaj, możecie tu też o wszystko spytać:http://www.filmweb.pl/user/FAQ_weryfikatorow

    Czego NIE dodajemy:

    - ilości odcinków (mamy osobną kontrybucję);
    - wywiadów, cytatów, wypowiedzi aktorów itp.
    - box office (w tym budżet);

    Co dodajemy:

    - zabawne gagi z filmu;
    - wszelkich błędy na planie;
    - informacje o tym jak aktorzy się do filmu przygotowywali;
    - kto był brany pod uwagę w ustalaniu obsady;
    - ciekawe statystyki i faktów na temat produkcji (liczba statystów itp.);
    - miejsce kręcenia filmu (najlepiej wszystkie w jednym polu);
    - różnice pomiędzy książką a filmem - pod warunkiem, że są one ciekawe;
    - pozostałe rzeczy zgodnie z inwencją weryfikatora;

    Bardzo ważna rzecz: W ciekawostkach nie może być "elementów oceny" i komentarzy użytkowników!!!
    Ciekawostki piszemy tylko i wyłącznie w czasie przeszłym.

    Ciekawostki w tematach niewymienionych mogą być dodane przez weryfikatora, ale nie muszą. Wszystko zależeć będzie od niego i to on będzie osobą odpowiedzialną za dodanie materiału spoza listy. Dużą wagę będzie miał sposób napisania ciekawostki. Ciekawostki napisane "na odwal" będą traktowane w oczywisty sposób.




    Ciekawostki OSOBY


    Ciekawostki muszą być napisane dobrym stylem. Błędy ortograficzne, literówki, brak polskich liter, spacji po znakach interpunkcyjnych, brak przetłumaczonych słów, WYŁĄCZNIE WIELKIE LITERY - dyskwalifikują nadesłane teksty.

    Czego NIE dodajemy:

    - Pseudonim/ksywa/nick;
    - Ulubiony aktor/film/jedzenie/sportowiec/kolor itp.;
    - Zainteresowania i hobby (chyba, że są bardzo dziwne, np. ktoś jest alpinistą i wspina się po tysiącznikach, zbiera noże);
    - Znak zodiaku;
    - Dokładny czas (godzina) i miejsce urodzenia (np. nazwa szpitala);
    - Waga, wymiary, ilość tatuaży i jakie itp.; blizny (jeśli jest podane w jaki sposób blizna powstała, na przykład w konkretnym wypadku, postrzału z broni itp. - to wtedy uznajemy);
    - Podłożenie głosu do gry komputerowej;
    - Liczba i nazwy zwierząt domowych;
    - Dzieci;
    - Osoby, z którymi ktoś się spotykał (zaręczony lub zerwane można podawać);
    - Imię, nazwisko i zawód rodzica, jeśli nie było to związane z filmem lub gdy rodzic nie był znany na całym świecie lub przynajmniej w Polsce;
    - Miejsce i czas śmierci rodziców, niezależnie kim byli;
    - Gaże za film - i tutaj wyjątki - mianowicie, jeśli gaże są rekordowe, i tym samym ciekawe, to dodajemy: na przykład rekordowa gaża Arniego za T3;
    - Wymiary (chodzi głównie o kobiety);
    - Waga;
    - przynależność do partii politycznych;
    - Grupa krwi;
    - Adresy zamieszkania;
    - Zawód modela/modelki (większość aktorów/aktorek było modelem/modelką);
    - Wzrost, jeżeli dana osoba nie ukończyła 21 lat. Można to sprawdzić patrząc na datę urodzenia;
    - Liczba i miejsce umieszczonych kolczyków;
    - Posiadane dobra materialne, jak np. samochody, domy i inne rzeczy;
    - Wypowiedzi, cytaty, wywiady itp.;
    - Co dane osoby robią teraz (wyjątek - muzycy, można dodać w jakim zespole aktualnie gra);
    - Pochodzenie (tzn. pół Włoch, pół Amerykanin itp.;) <= wyjątkiem jest pochodzenie polskie (oczywiście jeśli dana osoba nie jest ogólnie uważana za Polaka, ma inne obywatelstwo)
    - Osób, które urodziły się tego samego dnia razem z daną osobą;
    - Lewo- Prawo- ręczny;
    - Wegetarianizm;
    - Orientację seksualną, wyznanie religijne;
    - Nagrody teatrale za daną rolę;
    - Ról teatralnych;

    Co dodajemy:

    - Wzrost (w centymetrach);
    - Nagrody nie filmowe np. tytuły szlacheckie, ordery, odznaczenia, nagrody za całokształt pracy itp.;
    - Przyczyna oraz miejsce śmierci;
    - Nazwa ostatniej szkoły, jaką ukończył lub nazwa teatralnej szkoły jaką ukończył;
    - Miejsca w plebiscytach - tylko trzy pierwsze miejsca (musi być podana data i nazwa danego konkursu); nie dotyczy plebiscytów typu najseksowniejsza/-y, najpiękniejsza/-y, najlepsza matka (ojciec), najlepsza kochanka (kochanek), najlepszy biust, największy biceps itp. - tego typu rankingów nie dodajemy;
    - Do jakiego filmu aktor był brany pod uwagę; odrzucane role itp.;
    - Pozostałe rzeczy zgodnie z inwencją weryfikatora;

    Bardzo ważna rzecz: W ciekawostkach nie może być "elementów oceny" i komentarzy użytkowników!!!
    Ciekawostki piszemy tylko i wyłącznie w czasie przeszłym. (wyjątek: muzycy oraz ewentualnie wzrost)

    Ciekawostki w tematach niewymienionych mogą być dodane przez weryfikatora, ale nie muszą. Wszystko zależeć będzie od niego i to on będzie osobą odpowiedzialną za dodanie materiału spoza listy. Dużą wagę będzie miał sposób napisania ciekawostki. Ciekawostki napisane "na odwal" będą traktowane w oczywisty sposób.

  • Zobacz całego bloga
Kasyana Online
Na filmwebie od:
22 kwietnia 2007
"Nigdy nie będziemy mogli z całą pewnością stwierdzić, na ile nasze stosunki z innymi ludźmi są wynikiem naszych uczuć, miłości, nienawiści, dobroci lub... lub złości, a na ile są spowodowane stosunkiem sił pomiędzy nami a nimi." M.Kundera "Uczymy się wszystkiego, co dotyczy ciała, rolnictwa w Pretorii, pierwiastka z pi, czy jak się to nazywa, ale ani słowa o duszy. Nasza wiedza o nas samych i naszych bliźnich jest przerażająco mała. Mówi się też czasami, że dzieci należy wychowywać w duchu miłości, zrozumienia, tolerancji, równości i innych takich modnych haseł, już sam nie wiem jakich. Ale nikt nie pomyślał, że najpierw musimy nauczyć się nieco o nas samych i naszych uczuciach. Poznać własny strach, samotność i agresję. W tym momencie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie [...] . Jak mamy kiedykolwiek zrozumieć innych, jeżeli o samych sobie nie wiemy nic." I. Bergman: "Sceny z życia małżeńskiego" - (Johan do Marianny) ) więcej
o