S. Sa: "Cztery życia wierzby" - coś ciekawego, coś zbyt krótkiego
No no, ciekawie. Nawet się nie spodziewałam. Ostatnio rzadko zdarza mi się trafiać na interesujące opowiadania. Historie dobrze zbudowane, wyraziści bohaterowie, odpowiedni układ książeczki. Szkoda jedynie, że autorka nie pokusiła się, by historie te rozwinąć. Jestem przekonana, że z każdej z nich byłaby w stanie stworzyć oddzielną powieść. W niektórych momentach miałam bowiem wrażenie, że czytam zaledwie streszczenia dłuższych historii, a szkoda, bo chętnie wczytałabym się w dodatkowe opisy tradycji, tło historyczne czy dodatkowe wątki poboczne.
J.M.G. Le Clezio: "Onitsza" - czyli powiało nudą w Afryce
Moje drugie spotkanie z Le Clezio niestety nie było tak ciekawe, jak pierwsze ("Urania"). Nie zachęcił mnie zbytnio monotonny ton narratora, mimo, że o Afryce czytać lubię. Brakowało mi o dziwo... przypisów, bo nie wszystko mające związek z wierzeniami i tradycją ludów afrykańskich jest mi bliskie. Niestety, mimo, że książeczka jest niewielkich rozmiarów, miałam wrażenie jakbym czytała coś objętości "W poszukiwaniu straconego czasu". Od Le Clezio z pewnością muszę teraz odpocząć.
Hity 2011:
I. Falcones: "Katedra w Barcelonie"
Książka Falconesa daje szansę na niebywałą wyprawę - nie dość, że do wspaniałego miasta, to jeszcze na dodatek wehikułem czasu, bo przenosi aż do XIV wieku. Bałam się po nią sięgnąć, bo to prawdziwa cegła - 700 stron, ale już wkrótce, gdzieś po stronie 100, okazało się, że wehikuł mknie z zawrotną prędkością, a książkę czyta się z niesamowitą ciekawością.
Historia Arnaua nie byłaby chyba tak interesująca, gdyby nie profesjonalne podejście autora, który w sprytny sposób przemyca w fabule dużą ilość faktów na temat zwyczajów, praw funkcjonujących w średniowiecznej Katalonii, a także informacji dotyczących Kościoła i architektury.
Postacie się barwnie scharakteryzowane, opisy nie dłużą się, a język jest prosty i nie przytłacza. Czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Ani chwili nudy.
T. Terzani: "Dobranoc, panie Lenin"Moje pierwsze spotkanie z T. Terzani i mam nadzieję, że nie ostatnie.
W sposób niezwykle ciekawy dziennikarz relacjonuje swoją podróż po zupełnie odmiennym od swojego świecie - świecie absurdów i niesprawiedliwości, świecie totalnej dezinformacji i obojętności, wielorakich interpretacji. Polskiemu czytelnikowi, który komunizm zna na swój sposób chyba nie trudno uwierzyć w opisy absurdów ZSRR. Bardzo ciekawe jest natomiast szczegółowe podejście do wszystkich republik związku z osobna. Często ZSRR traktuje się jako jedną zwięzłą całość, tymczasem Terzani w bardzo atrakcyjny sposób opisał i zaznaczył różnice między poszczególnymi narodowościami, ich relacje i związki. Dzięki temu Tadżyk czy Uzbek nie jest w książce jedynie szarym obywatelem Związku Radzieckiego, a posiada swoją odrębną tożsamość narodową, swoją tradycję i kulturę. I tym, co zachwyca w książce dodatkowo jest spokojne i stonowane poczucie humoru autora.
O. Tokarczuk: "Prowadź swój pług przez kości umarłych"
Pani Duszejko uważana jest za wariatkę, zdziwaczałą staruszkę. Czytelnik jednak wie o niej nieco więcej niż pojawiające się w książce postacie. Ta kobieta dużo wie (co z tego, że o astronomii na przykład) - świadczy to o sprawności jej sił umysłowych, o trzeźwości umysłu, braku demencji. Pani Duszejko dba o życie w zgodzie z naturą. Bo niby z kim w zgodzie ma żyć, skoro nikt inny od niej tej zgody nie oczekuje (prócz kilku bliskich jej osób)? Tak jawiła mi się postać głównej bohaterki do pewnego momentu... Wariatka? Dlaczego? A może to właśnie jedna z niewielu osób, która jest na tyle odważna, by nie być konformistką dla pozornych korzyści?
Zakończenie? Dla mnie niespodziewane, gdyż w zupełności uwierzyłam w historię wcześniej przedstawioną.
Za to lubię książki Tokarczuk - są jak dla mnie inne, oryginalne, poza schematami, mają niepowtarzalny klimat. W nich zauważa się istnienie natury, uczestniczy w powolnym biegu życia na prowincji, czyni ważnymi sprawy na pozór błahe. Unaocznia to, co często bywa niezauważone.
Bardzo podobały mi się cytaty z Blake'a i ilustracje. Sposób wydania bardzo przyjemny, jeśli chodzi o format, czcionkę i papier.
A. Tan: "Przeciwieństwo losu"
Jak dotąd przeczytałam jedynie "Córkę nastawiacza kości" autorstwa Tan. Na ogół nie czytam wspomnień autorów, których powieści nie poznałam. Po książkę sięgnęłam jedynie przypadkiem - z okazji przeprowadzki - to ona była na wierzchu w jednym z kartonów z książkami. Zaczęłam czytać i oczywiście Tan od razu mnie wciągnęła - swoim lekkim językiem i spokojnym tonem, bezkompromisowością w wyrażaniu sądów. W podtytule - "Księga rozważań" - i faktycznie, luźno połączone rozważania na rozmaite tematy, poprzeplatane z opracowanymi komentarzami autorki czyta się z rozwagą, doceniając każde słowo. Wątki autobiograficzne splecione są w formę ciekawej opowieści. Bynajmniej nie jest to kolejna nudna biografia. Tan skupia się tu raczej na odczuciach, osobistych refleksjach nad poszczególnymi wątkami z życia, niż na rozwlekłym opisywaniu faktów. Z zainteresowaniem przeczytałam również o procesie powstawania jej powieści, w związku z czym - jak tylko wykopię jej książki z "przeprowadzkowych" kartonów, zabiorę się do ich czytania.
B. Goldsmith: "Geniusz i obsesja" - biografia M. Skłodowskiej - Curie
Sięgnęłam, bo mało wiedziałam o Curie, bo jest patronką liceum, które skończyłam, bo 2011 to rok Curie. Spodziewałam się nudnych raportów z badań i suchych faktów biograficznych. Zdziwiłam się czytając wstęp, że jest dość zajmujący. Potem okazało się, że cała książka jest napisana w przystępny i ciekawy sposób, szczegółowo opisuje drogę Marii do sukcesu, niełatwą kompletnie i pełną przeciwieństw. Dokładnie przede wszystkim przedstawione jest jej życie prywatne, a właściwie wewnętrzne, gdzie opisy wyposażone są w cytaty z jej prywatnych dzienników. Czytając książkę Goldsmith czytasz Marię. Jak na razie numer 1 w 2011 roku z moich przeczytanych (choć za biografiami nie przepadam i zwykle nie czytam).
P. Giordano: "Samotność liczb pierwszych"
Po pierwszych stronach - "pospolita powieść dla znudzonych kur domowych", po kilku rozdziałach (czyli po kilkunastu minutach) - "hmm, ciekawie", po jeszcze kilku (czyli po godzinie, może po dwóch) - "jednak pięknie napisana książka, z głębokimi refleksjami, świetnie obrazująca przeżycia, emocje, doświadczenia bohaterów". Tak, na pozór, to "byle-jaka-komercyjna-powieść". Jednak autor na prawdę trafnie analizuje w niej wiele pokładów życia wewnętrznego. Powieść to bardzo ponura, ale takie ma właśnie zadanie - poprzez pełne żalu i smutku fakty opisywać sprawy ważne, najważniejsze. To, jak krzywdy z przeszłości mogą wpływać na nasze funkcjonowanie w życiu; to, jak doświadczenia z przeszłości każą nam karać się za to, jacy byliśmy i jacy jesteśmy, za to, że nie mamy sił zaakceptować i rozliczyć się z przeszłością; to, jak rezygnujemy z marzeń, samorealizacji i samospełnienia, wracając wciąż do przykrości, które nie pozwalają nam stąpać naprzód. Książka generująca wiele przemyśleń i (mam nadzieję) korzystnych wniosków na przyszłość, a przy tym szalenie wciągająca - tak, że czytasz non - stop rezygnując z zajęć aerobiku, przypalając pomidorówkę w garnku i zapominając o nakarmieniu kota (który na swoje szczęście jest tak uparty i zdesperowany, że przytaszczy Ci pustą miskę pod nogi;).
Hity 2010:
T. Bunz: "Kraina Zimnolubów"
Nigdy specjalnie nie gustowałam w książkach podróżniczych czy krajoznawczych. Sięgnęłam po tę z powodu ładnej okładki i ciekawego tytułu, zajrzałam do środka... i od razu mnie wciągnęła. Trafiłam na fragment napisany w sposób zabawny, nieco przewrotny, o oryginalnym spojrzeniu na rzeczywistość, a potem okazało się, że cała książka napisana jest w ten właśnie sposób. Autor jest niemieckim dziennikarzem, który na kilka lat przeniósł się z rodziną do Skandynawii. Opowiada o Norwegii, Szwecji, Islandii w sposób, jaki może to zrobić tylko obcokrajowiec, a właściwie tylko Niemiec. Nie opisuje faktów, które wszystkim są znane, a właśnie takie sprawy, o których mało kto wie (no dobra, ja przynajmniej nie wiedziałam). Czy wiedzieliście, że na Islandii autentycznie wierzy się w istnienie elfów (ludzie! co w związku z tym się wyprawia!)? Czy wiedzieliście, że statystyczny Norweg swoim krowom na zimę zakupuje specjalne grzejące materace do spania? (koszt jednego 100 euro, na 20 krów to nie lada wydatek!) - podobno, gdy jest im ciepło, dają więcej mleka no i są po prostu szczęśliwsze. :D Czy wiecie, że przebywając dłuższy czas w Szwecji, nie ukryjecie przed służbami publicznymi żadnych faktów ze swojego życia? (nawet tego, że Wasz kot przechodzi kwarantannę na granicy - tak, nawet zdrowe zwierzę wprowadzające się do Szwecji musi odbębnić swoje na granicy, by się zaaklimatyzować i legalnie zamieszkać w tym kraju).
Do tej pory Wydawnictwo Dolnośląskie wydało 4 książki z tej serii podróżniczej. Zdążyłam zakupić jeszcze "Zagubionego w Chinach" (jeszcze nie czytany), niestety "Zew natury. Moja ucieczka na Alaskę" i "Na szlaku do Composteli" rozeszły się jak świeże bułeczki - w księgarniach brak, szukaj na allegro.
G. Tsukiyama: "Ulica Tysiąca Kwiatów"
Kolejna pozycja, którą zaczęłam czytać przypadkowo (wygrałam ją wysyłają smsa z hasłem krzyżówki z gazety) i utknęłam w niej na dobre kilkanaście dób (trochę tych stron jest). Jest to saga rodzinna dwóch rodów, gdzie głównymi bohaterami jest dwóch braci (ród nr 1) oraz dwie siostry (ród nr 2). Akcja rozpoczyna się na kilkanaście lat przed II wojną światową, biegnie dalej poprzez tragiczne wojenne wydarzenia i kończy się już w czasach pokoju. Najbardziej zatrważającą (a i najdłuższą) częścią jest opowieść o wojnie. O wojnie inaczej - bo ja przynajmniej nigdy się nie interesowałam tym, w jaki sposób na wojnę patrzyli Japończycy - ci, którzy cierpieli głód, bo wszystko zmuszeni byli oddawać na wojsko, ci, których miasta spłonęły doszczętnie, ci, na oczach których płonęli ich bliscy. Książka podzielona jest wyraźnie na trzy okresy - przed, w trakcie i po wojnie, a każda z nich przedstawia Japonię i życie tamtejszych w inny sposób. Przed wojną była ład i porządek, spokój, harmonia, ogólnie panujące szczęście i ciepło rodzinne. Wojna to czas próby - sił i wytrzymałości, odporności psychicznej na upokorzenia, czas walki o godność, bezpieczeństwo i o samo życie, po wojnie natomiast następuje czas, w którym uporczywie próbuje się powrócić do zamierzchłej już (przez tragiczne wydarzenia) przeszłości - bez wymiernych skutków niestety.
Książka napisana ciepłym i spokojnym językiem. W sposób przystępny przedstawiająca tradycję Japonii (niestety zbyt wiele określeń zapisano w polskim wydaniu w j. japońskim - ale ok. 300 strony człowiek zaczyna kojarzyć, co jest czym). I nie chce się kończyć czytania.
O. Tokarczuk: "Prawiek i inne czasy"
Rok 2010 byłą dla mnie czasem wielu niespodzianek, nowych literackich znajomości. Kolejną osobą, którą poznałam była Olga Tokarczuk. Tak, wcześniej słyszałam o "Biegunach", ale jakoś nie mogłam się zmusić, by przeczytać coś polskiego. W końcu sięgnęłam po "Prawiek" - znów - z powodu tytułu i okładki, kilku przeczytanych na szybko w księgarni zdań (no i promocja była ;). Na początku nie mogłam uwierzyć, że polska autorka mogła napisać tak poruszającą książkę, posługując się ponadto prostym językiem, nieskomplikowanymi opisami, zwykłymi bohaterami i ich najzwyklejszą, szarą rzeczywistością. Ta książka tak nie pasuje do polskiej rzeczywistości - warszawskich seriali o nowobogackich, zakochanych i robiących kariery ludziach, tłumach pędzących na "Salt" czy "Noc w muzeum" do multiplexów. Tak mi ta książka przypomniała "Chłopów" Reymonta i skoro on otrzymał za chłopską epopeję Nobla, to i może Tokarczuk w końcu czeka wielkie uznanie? Hmm...
K. Kutz: "Piąta strona świata"
Może dlatego, że pochodzę ze Śląska, tu się urodziłam i dorastałam, tutaj wciąż mieszkam. Teraz mieszkam nawet kilka ulic od miejsca, w którym mieszkał Kutz i miejsca, które w swojej książce opisuje, mogę zobaczyć na własne oczy, poczuć, porównać do jego opisów z dawnych lat. Może dlatego właśnie książka Kutza tak mi się spodobała. Jest w niej pamięć o bliskich, przyjaciołach z dzieciństwa i młodości, o sąsiadach, o sklepowych i stróżach nocnych. Są wspomnienia z czasów wojennych i powojennych, z czasów przykrych i szczęśliwych. Opisane są historie gorzkie, ale i te groteskowe, po przeczytaniu których wybuchasz dzikim śmiechem. Pisana częściowo w gwarze śląskiej - tym bardziej atrakcyjna dla Ślązaków (tych, którzy gwarę jeszcze znają) - ale bez obaw, z boku jest słowniczek. Czytając, chciałoby się przenieść choć na chwilę do czasów, kiedy na ulicy zawsze spotykało się znajomą twarz, znajomego, który zawsze miał czas wymienić kilka zdań, kiedy większość miała szczere poczucie humoru i śmiała się nawet w ciężkich czasach, kiedy pomarańcza cieszyła jak dziś co najmniej Mercedes klasy A, a ludzie mieli proste i nieskomplikowane marzenia, które czasem się spełniały.
Hity 2009:
D. Lessing: "Trawa śpiewa"
Debiut pisarki.
Zaczyna się od morderstwa. Mary w afekcie pozbawia życia swojego niewolnika. Dalsza część powieści jest retrospekcją wydarzeń sprzed tragedii.
Pochodzi z Rodezji. Wychowała się na wsi, ale kiedy przeniosła się do miasta, zaczęła wreszcie naprawdę żyć i realizować się - ma satysfakcjonującą pracę i kilku przyjaciół, żyje własnym życiem. Kiedy jednak zauważa, że jest uznawana za dziwadło z powodu swojego staropanieństwa, postanawia dla świętego spokoju dopasować się do reszty. Bierze więc ślub z Dickiem - farmerem nieudacznikiem i przenosi się w jego świat wiecznych problemów finansowych, klęski nieurodzaju i nietrafionych interesów. Życie w nędzy, tak materialnej, jak i duchowej, stopniowo doprowadza ją do szaleństwa.
Przesycona diagnozą emocji i rozterek kobiety powieść Doris Lessing budzi w czytelniku ambiwalentne uczucia - z jednej strony Mary nie jest osobą towarzyską i serdeczną, pełno w niej goryczy i epatowania znojem życia; z drugiej zaś - tragizm jej postaci wydaje się być w pełni uzasadniony. Lessing świetnie wplata historię jednej kobiety w realia Afryki "czarnej" i "białej".
E.E.Schmitt: "Kiedy byłem dziełem sztuki"
Bohater opowiadania po raz kolejny postanawia popełnić samobójstwo. Powodem tej desperackiej decyzji jest przeświadczenie o bezsensowności jego istnienia, małej atrakcyjności dla społeczeństwa i braku zainteresowania. Na szczęście, a może raczej niestety, ktoś odwodzi go od planu zakończenia żywota - znany i ceniony w świecie artysta, poszukujący nowych inspiracji, niekonwencjonalnych rozwiązań w sztuce, pragnący rozgłosu i sławy. Proponuje on bohaterowi odwrócenie jego losów i uczynienie jego życia iście bajkowym - stanie się dziełem sztuki.
Charakterystyczny dla Schmitta prosty język niepozbawiony humoru trafnie opisuje rozwijający się z każdą minutą tragizm i nieszczęście głównego bohatera. Prosta powiastka o humorystycznym zabarwieniu skłania do zadania sobie egzystencjalnych pytań: kim jestem i dokąd zmierzam? ile warte jest moje życie i moja wolność? czy rzeczywiście to, czego pragnę i co zamierzam, mnie uszczęśliwi?
J.M.Coetzee: "Życie i czasy Michaela K."
Powieść uhonorowana angielską literacką Nagrodą Bookera.
Michaelowi K. przyszło żyć w niełatwych czasach. Kraj ogarnięty jest wojną, a cywile trafiają do obozów. Jakby tego było mało, jego matka zaczyna coraz poważniej chorować. Wraz z nią, Michael postanawia przenieść się do gospodarstwa, w którym ze względu na możliwość uprawy żywności, łatwiej będzie przetrwać ciężkie czasy. Podróż ta nigdy nie dobiega końca, a matka Michaela umiera. Mężczyzna samotnie wyrusza przed siebie, nie obierając właściwie żadnego celu. Jego jedyną potrzebą jest życie w wolności.
Powracające w pisarstwie Coetzeego motywy życia w czasach apartheidu same właściwie narzucają ton wypowiedzi. Słowa pisarza są gorzkie i pozbawione emocji, bohaterowie apatyczni i bezpłciowi, pozbawieni charakteru i własnego zdania. Mimo to, Michael jest postacią, o którą się martwimy i ciekawią nas jego dalsze losy. Idealnie dobrane słowa tkają niezwykle realistyczny obraz społeczeństwa trwogi i zagubienia, a potyczki bohatera znów skłaniają do pytań o podstawowe wartości.
E.E.Schmitt: "Tektonika uczuć"
On i ona. On ją kocha, ona jego też. Chyba. Nie wiadomo. Raczej nie. Zdecydowanie nie. A może jednak? Kolejna tragikomedia Schmitta oparta na niedopowiedzeniach i domysłach, skupiająca się na braku odwagi, pewności siebie i niezdecydowaniu współczesnych ludzi. Znowu zabawnie, ale daje do myślenia.
J. Walls: "Szklany zamek"
Powieść składa się ze wspomnień z dzieciństwa jednej z amerykańskich dziennikarek, która po latach odważyła się przyznać, że jej życie, nie było usłane różami.
Dopiero po latach uświadomiła sobie, jak odmienne mogło być jej życie, gdyby urodziła się w innej rodzinie. Jej rodzice nigdy nie dbali o to, czym ona i jej rodzeństwo się żywią (bywało, że nie jedli nic, albo wygrzebywali resztki ze śmietnika), co na siebie zakładają, ile razy zmieniali szkołę, jak są postrzegani przez rówieśników. Rodzina Wallsów podróżuje całe życie przez Stany Zjednoczone starymi gruchotami, które porzuca na poboczu, gdy w końcu się rozsypią. Tata i mama są "prawdziwymi" hippisami. Cenią wolność i przygodę. Nie dbają o pieniądze, pracują w ostateczności. Matka spędza całe dnie na czytaniu i malowaniu, ojciec zalewa się w trupa i urządza awantury. Dzieci... radzą sobie same. Muszą, żeby przeżyć.
Autorka nie ocenia, jedynie opisuje. Niejednokrotnie z humorem.
Gorzka historia napisana przez życie, na szczęście - z happy endem.
Znów nasuwają się pytania dotyczące odpowiedzialności, granic wolności i beztroski. Tym bardziej dręczące, gdyż wysunięte z prawdziwego doświadczenia.
Ulubieni:
1. John Maxwell Coetzee
2. Doris Lessing
3. Eric Emmanuel Schmitt
4. Olga Tokarczuk
Ulubione:
1. M. Kundera: "Nieznośna lekkość bytu"
2. D. Lessing: "Trawa śpiewa"
3. J.M. Coetzee: "Czekając na barbarzyńców"
4. J.M. Coetzee: "Życie i czasy Michaela K."
5. J. Irving: "Regulamin tłoczni win"