Po Londynie krąży wóz, który jest ruchomym teatrem. Ludzie, nie wiedząc o tym, wkraczają na jego scenie w świa marzeń, nad którym pieczę sprawuje tytułowy dr Parnassus. Ma on jedną dośc konkretną słabość: hazard. Dał się podejść niejakiemu panu Nickowi i w zamian za nieśmiertelność, musi mu oddać swoją córkę, gdy ylo a skończy 16 lat. Jedynym rozwiązaniem jest kolejny zakład. Osiągnąć cel pomaga odratowany od szubienicy Tony, który nie pamięta kim był. Dopiero z czasem zacznie sobie przypominać kim jest. Kolejny wizjonerski film w bogatej w treści filmografii
Terry'ego Gilliama. Tym razem wkracza w świat marzeń, świat snów, gdzie wszystko jest możliwe i nie ma ograniczeń, ale są pokusy. Każda decyzja ma swoją cenę, nie ma nic za darmo. Przekonują się o tym wszyscy, nawet sam pan Nick (świetna rola
Toma Waitsa, naprawdę pasował do takiej pokrętnej postaci). Wspaniałą wizję światów marzeń sennych pozwolił również stworzyć
Nicola Pecorini, chyba już etatowy czlowiek odpowiedzialny za zdjęcia w filmach Gilliama. Wchodząc w głowę dr Parnassusa można chwilami oszaleć. Scena na drabinach czy wizyta za lustrem małego chłopca aż proszą się o wersję 3D, ta pierwsza z pewnością przyprawiłaby o zawrót głowy. Nad wszystkimi tymi wizjami czuwa duch wizualny Monthy Pythona. Wynurzająca się z piachu głowa londyńskiego policjanta po prosu musi wywołać uśmiech pełen melancholii i wspomnień. Film był jednak oparty o postać graną przez
Heatha Ledgera, który swoją śmiercią pokrzyżował plany twórców. Jego Tony to z początku zagubiony człowiek, nie pamiętający własnej przeszłości. Gdy wspomnienia wracają, staje się człowiekiem zdecydowanym przetrwać za wszelką cenę, ale wciąż pamięta o pomocy której udzieliła mu trupa. To dzięki jego pomysłom cały interes zaczyna się naprawde kręcić. W świecie marzeń został zastąpiony przez innych aktorów:
Johnny Depp jest jego romantyczną wersją,
Jude Law - klasycznym cwaniakiem,, ratującym własną skórę za wszelką cenę, pasującym do światów
Guya Ritchiego, z kolei
Colin Farrell odsłania cały mrok Tony'ego. Jest to trochę rozbite stylistycznie, gdyż każdy z nich ma inną manierę grania. Starają się jak mogą, jednak widać różnice w ich postaciach. Sam film nie jest może arcydziełem, który miał być ukoronowaniem pracy filmowej Gilliama, może będzie to film o Don Kiszocie. Parnassus to solidny kawał kina, w którym nie mówi się widzom bezpośrednio o tym, co widzą. Trzeba się domyślić wielu spraw. Ubarwia to odbiór filmu, gdyż pozwala na wiele wariantów interpretacyjnych. Na przykład kim naprawdę byl pan Nick? W czasie filmu ani razu pada informacja, że jest diabłem, jakby wielu chciało. Więc kim on jest? Kreatorem losu, czy może kolejnym wytowrem potężnego umysłu dr Parnassusa?
8/10